HAPPEN! what I love..and bake.
niedziela, 05 marca 2017
dr Amy Myers "Możesz wyleczyć choroby autoimmunologiczne" - recenzja

Książka trafiła w moje ręce przypadkiem czyli zobaczyłam ją na półce nowości w mojej bibliotece. Wydawnictwo Vital specjalizuje się min. w książkach o medycynie alternatywnej. Tak książka może być dla niektórych szokiem. Autorka w ramach leczenia chorób autoimmunologicznych (czyli min. chorób tarczycy, stawów lub o nieznanych przyczynach zapalnym) proponuje nie tylko zadbać o swoje jelita ale także porzucić dietę wegańską i lub wegetariańską. Sama jest ofiarą choroby Graves'a-Basedowa. Nie jadła również mięsa przez wiele lat. Jako absolwentka medycyny tradycyjnej poznała klasyczne metody leczenia chorób tarczycy. Po kolejnych kilku latach zetknęła się z tzw. medycyną funkcjonalną i to odmieniło jej życie. Według autorki wiele chorób autoimmunologicznych jest powodowanych długotrwałą niewłaściwą dietą. A zdrowe jelita to podstawa naszego zdrowia. Przez nie organizm absorbuje pożywienie. Jeśli jednak mamy tzw. nieszczelne jelita wówczas do krwi przedostają się także substancje których zdrowy organizm powinien się pozbyć lub przynajmniej zneutralizować, a nie traktować jak wroga co jest przyczyną min. alergii. Metoda dr Meyers obejmuje dietę i zmianę dbałości o jakość swojego życia. Proponuje przejście na metodę żywienia obejmującą ogólnie ujmując jedzenie organicznego (lub dobrej jakości) mięsa, ryb, jajek, warzyw (poza soją i strączkowymi) oraz owocami. Według niej nadmierna ilość cukrów, a także glutenu i niektórych substancji zawartych w ziarnach (w tym również np. w ryżu) może wywołać bardzo szkodliwe działanie na jelita oraz co za tym idzie na działanie naszego systemu autoimmunologicznego. Książka zawiera 30 dniowy program oczyszczający oraz różnego rodzaju porady, przepisy i rodzaje polecanych suplementów. 

Dla zwolenników weganizmu czy wegetarianizmu ta książka jest raczej propozycją nie do przyjęcia . Dla wielu osób będących na diecie SCD lub pokrewnej (tak jak ja) oraz eks-wegetarian (to też ja :-)  jest to w pewnym sensie  potwierdzająca przynajmniej częściowo założenia diet niskocukrowych czy niskowęglowodanowych i ich słuszności z punktu widzenia niektórych schorzeń jelit. Tyle przynajmniej mogę powiedzieć na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji. Mimo tego, że ponad 20 lat nie jadłam mięsa i miałam okresy diety wegańskiej muszę przyznać, że po zaczęciu jedzenia mięsa mój stan psychofizyczny się zmienił na lepsze (w mojej ocenie). Nie twierdzę, że jest to jedyna słuszna droga chcę tylko przez to powiedzieć, że każdy z nas jest inny i ma inne potrzeby. Dotyczy to także jedzenia. Moim zdaniem są ludzie lepiej funkcjonujący na diecie bezmięsnej, inni na mięsnej. Na obecny czas dla mnie dieta z chudym mięsem, dużą ilością warzyw, odrobiną owoców, bez ziemniaków, nabiału,  glutenu, ziaren (lub z niewielką ilością) jest optymalna. Każdy z czytelników może mieć inne zdanie na ten temat. I dobrze! W każdym razie ta książka jest kolejną w której czytam o roli jelit w naszym organizmie. W lekturze jedynie czasem przeszkadza mi styl w którym została napisana książka ale ..najważniejsza i tak jest jej zawartość. Zatem jeśli szukacie sposobu na chorobę autoimmunologiczną lub chcecie przeczytać coś nowego w zakresie leczenia tzw. medycyną funkcjonalną - polecam. 

dr Amy Myers "Możesz wyleczyć choroby autoimmunologiczne" wyd. Vital 2016

15:03, aga.the.script
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 grudnia 2016
piernik dojrzewający

3 szklanki mąki

250g miodu

100g masła

1 łyżeczka sody i 1 proszku do pieczenia

3 jajka 

1 szklanka wody (oryginalnie mleka)

przyprawy 2-3 lyżki (używam gotową mieszankę "K-3" : imbir, kardamon, cynamon)

bakalie: garść orzechów, kilka łyżek skórki pomarańczowej, kilka fig. 

Mąkę przesiać z proszkiem i sodą. Miód zagotować z masłem i przyprawami. Ostudzić. Jajka rozkłócić (można osobno ubić białka ale ciasto uda się też bez tego). Wszystkie składniki wymieszać: zwykle mieszam mąkę z miodem, potem jajka i płyn. Na końcu dodać bakalie. Ciasto piec w 180 stopniach ok. godziny. Polecam blachę wylożyć papierem do pieczenia. Porcja starcza na dużą blachę, piernik będzie grubości ok. 1,5-2 cm. Ciasto można jeść od razu lub zawinąć w papier do pieczenia i odstawić na kilka dni, a nawet tydzień. Nie daję cukru bo wg mnie ilość miodu wystarczająca. Zawsze można też ciasto przełożyć powidłami lub polać czekoladą. Smacznego!

20161217_10.23.46

Na razie nie piekłam tego przepisu w wersji bezglutenowej.   Wkrótce dodam przepisy na bezglutenowy keks i dojrzewające pierniki z mąki gryczanej :-). 

czwartek, 13 października 2016
pasztet z soczewicy i jarmużu bez glutenu

Przepis z "Święta bez pszenicy" : 

200g zielonej soczewicy

200g jarmużu

1 cebula i duży kawałek pora (dałam 2 cebule)

2 ząbki czosnku

2 listki laurowe

3 łyżki oleju

100g naturalnego jogurtu sojowego/zwykłego (nie dałam)

sok z 1/2 cytryny (nie dałam)

przyprawy: po 1 łyżeczce kurkumy, lubczyku, czosnku niedźwiedziego, słodkiej papryki (nie dałam) 

pieprz i sól, tłuszcz do smażenia. 

Soczewicę ugotować w 550 ml wody, razem z przyprawami. Pod koniec gotowania dodać sól. Woda musi się wchłonąć. Wyjąć listki laurowe i odstawić do wystudzenia. 

Na patelni rozgrzać tłuszcz i usmażyć cebulę z porem, posiekanym czosnkiem i pokrojonym jarmużem (wycięłam najgrubsze "nerwy"). Przykryć i dusić ok. 10 minut. U mnie trwało to krócej, jarmuż pokroiłam na wąskie paski. Jeśli wszystko sie przypala, trzeba dodać odrobinę wrzątku. I odparować. Przestudzić. 

Autorki potem radzą zmielić w maszynce soczewicę, jarmuż. Dodać jogurt i sok z cytryny. Wszystko wymieszać. Piec ok. 40 minut w 180 stopniach.

20161014_123956

Moja wersja jest bez jogurtu i licznych przypraw. Soczewicę ugotowałam w warzywnym bulionie z liściami laurowymi i ziarnkiem jałowca. Nie dałam jogurtu tylko jedno jajko ugotowane,które akurat miałam. Rozdrobniłam osobno blenderem jarmuż i soczewicę. Pasztet wyszedł zwarty, o chropowatej fakturze. Generalnie ok ale przyznam, że to nie mój klimat. Na pewno ma dużo błonnika; przypuszczam, że wersji z jogurtem może być smaczniejszy. 

niedziela, 25 września 2016
..bzgl batony proteinowe /gluten free protein bar..

Domowej roboty batoniki proteinowe. Kupuję czasem w Rossmanie marki BleibGesund. Mają w swoim składzie min. serwatkę dlatego też choć nie jem nabiału, postanowiłam celem eksperymentu kupić serwatkę w proszku i użyć ją do batonów. 

Przepis z vloga The Protein Chef na YouTube. 

Oryginalnie: 

160 g płatków owsianych / 2 cups (użyłam bezglutenowych Proveny) - płatki mieli się w blenderze na mąkę. 

4 łyżki kakao / 20g 

10 łyżeczek kawy instant (nie dałam) 

180g proszku proteinowego czekoladowego (dałam czystą serwatkę w proszku czeskiej firmy) 

1/2 cup mleka migdałowego 

2 łyżku miodu / syropu ryżowego (użyłam syropu z daktyli) 

2 łyżeczki esencji waniliowej (nie dałam)

256g masła orzechowego (użyłam tahini czyste) 

do posypania płatki czekoladowe

Wymieszać zblendowane płatki czyli mąkę razem z kakao, kawą i proszkiem proteinowym. W garnku podgrzać i rozmieszać mleko, pastę orzechową i syrop. Dodać też esencję. Wymieszać z suchymi składnikami. Przełożyć do pojemnika lub blaszki, posypać płatkami czekoladowymi,  docisnąć i odstawić do schłodzenia (godzina powinna wystarczyć). 

Moje wyszły nieco inaczej ponieważ nie dałam w stu procentach składników: mniej wagowo tahini, dodałam też 3 łyżku musu z jabłek i więcej płatków owsianych żeby zagęścić całość. Obawiałam się dominanty serwatki ale w smaku nie czuć. Są takie mleczno-czekoladowe, trochę słodkie. Po wyjęciu z lodówki bez problemów dają się kroić w kawałki. Te w moim wykonaniu są jednak trochę lepkie w dotyku. Być może jeśli da się też kawę oraz bez musu jabłkowego mają o twardszą i bardziej suchą konsystencję. Myślę,że nadają się do przechowywania w lodówce lub konsumpcji w ciągu kilku dni. 

 20160925_14.06.54

 Home made protein bars with whey and glutenfree oat; no sugar added. 

160 g of oat flakes (it must be grounded with blender or mixer; I use Provena glutenfree oat flakes)

4 tablespoons (20g)  of cocoa 

10 teaspoons of instant coffee (I didn't use) 

180 g of chocolate protein powder (I used a pure whey powder, bought in a eco shop)

1/2 cup of unsweetend almond milk or other milk

2 tablespoon of rice/date siroup or honey or other sweetener (I used date siruop)

2 teaspoon of vanila essence (I didn't have it) 

256 g of peanatbutter (I used pure tahini - I love it ) 

Ground oat flakes with blender. Mix this flour with cacao, coffee and protein powder. Than in a small pot heat milk with vanila and siroup and peantbutter. Heat until all is combined well and loks like smooth paste. Mix it with the dry ingredients. Take a small plastic box or other container and put there the mass. Cool for 1 hour or longer. Cut in a small pices. 

My version was not 100% as the origin: I didn't use coffee and vanila and gave smaller part of tahini and add 3 tablespoons of apple soouce. And I had to add more oat flakes to leav it not so liquidy. Although it was really quite nice ;-) . I was afraid that the whey will dominante the taste but it isn't. It's quite sweet and is very rich. Propably you will not eat the whole portion but I think that if you want to keep it longer fresh, it's better to keep it in fridge. It's a little bit sticky but also quite hard and you will have no problems with cutting it. I don't know if I ever make it again ;-) but I wanted to taste it. Becouse of my different stomache problem, protein bars sometimes kept me alive for many hard days. In fact they didn't have so much fiber as theese one (oat) but anyway I wanted to do some at home. To be honest I saw that I wanted to taste other recipe from The Protein Chef after I mix first 3 elements .. so I decided to do it till end :-). 

 

piątek, 16 września 2016
..placek włoski czyli ciasto bez tłuszczu..

..przepis z bloga p. Danusi http://prl-kuchniadanusi.blogspot.com Zaglądam tam czasem, z sentymentu i nieraz z  zazdrości chyba :-) ponieważ nie znajdziecie tam wiele przepisów bezglutenowych bądz dietetycznych. Jest za to dużo przepisów na dania i ciasta bardzo klasyczne. Wybrałam wczoraj placek włoski ponieważ dziś mam gości, którzy jedzą "normalnie" oraz faktycznie przygotowanie zajmuje niewiele czasu. Beztłuszczowość wyszła na jaw w trakcie przepisu ale może dla kogoś będzie to wdodatkowy walor. Z całą pewnością spróbuję zrobić też wersję bezglutenową ale dziś nie chciałam eksperymentować na gościach. 

Przepis oryginalny: 

6-7 małych jabłek (u mnie 5 + gruszka. Jabłka wielkości dorodnych mandarynek)

2 szklanki mąki pszennej

1 łyżeczka proszku do pieczenia 

1 łyżeczka sody

3 jajka 

bakalie: 3/4 szklanki orzechów włoskich i 1/4 żurawiny suszonej (u mnie garść rodzynek + 3/4 szklanki mieszanki orzechów)

250 g cukru (u mnie ok. 6 łyżek cukru trzcinowego - ciasto było wystarczająco słodkie, nawet dla "zwykłych" zjadaczy słodyczy ) 

opcjonalnie przyprawy ( dałam 3 łyżeczki przyprawy 3K - imbir, cynamon, kardamon) oraz posypka: płatki migdałowe pół szklanki + 3-4 łyżki masła + 3-4 łyżki cukru  ( rozpuścić masło, dodać cukier, po chwili płatki i smażyć kilka minut. Ostudzić). 

Jabłka obrać i pokroić w małą kostkę. Dodać cukier, bakalie. Wymieszać. Ja polałam jeszcze całość 2 łyżkami domowej nalewki. Odstawić na godzinę do lodówki (u mnie 30 minut - nie miałam więcej czasu) . 

Mąkę wymieszać z proszkami i ew. przyprawami. 

Jajka rozmieszać. Jabłka wymieszać z jajkami i dodać do mąki. Dokładnie rozmieszać, wyłożyć na blachę z papierem. Posypać migdałami prażonymi. Piec ok. 40-50 minut w 180 stopniach, w nagrzanym piekarniku. Wg p. Danusi piecze sie ok. 35 minut. W moim piecu gazowym ok. 50 aż do lekkiego zrumienienia góry. W smaku dobre, nie nazbyt korzenne, nie czuć braku tłuszczu. Taki placek z owocami na każdy dzień.... lub okazję jak u mnie :-) . 

20160918_06.37.14

poniedziałek, 22 sierpnia 2016
..bezglutenowy i bezcukrowy jabłecznik..

..czyli jabłka w roli głównej. Przepis pochodzi z książki, którą kupiłam kilka lat temu. Trochę zmodyfikowany ponieważ chodziło mi o ciasto bez cukru i mąki pszennej. W oryginale jest również masło. Użyłam oleju rzepakowego z zimnego tłoczenia i daje smak tłuszczu tak jak w tradycyjnym kruchym cieście. No i tylko 1 jajko :-) ! 

4-5 jabłek małych lub 4 szt. średniej wielkości (obrać ze skórki, pokroić na kawałki. Włożyć do garnka, dodać kilka łyżek wody, rozgotować ale musi mieć konsytencję zwartą, a nie płynną. Rozdusić widelcem na masę. Ostudzić.) 

1 i 3/4 mąki z ryżu białego 

1/2 kubka oleju dobrej jakości 

1jajko 

1 łyżka cynamonu / przyprawy piernikowej bez cukru 

2 łyżeczki bezgl proszku do pieczenia 

Mąkę wymieszać z proszkiem, cynamonem. Jajko rozmieszać z olejem, dodać do mąki. Wymieszać i następnie wrzucić mus. Wszystko dokładnie połączyć. Piec w ok. 170 stopniach mnw. 30-40 minut aź do jasnego zbrązowienia brzegów. 

Można dodać garść rodzynek i ew. dosłodzić choć warto pamiętać, że im słodszych jabłek się użyje tym słodsze będzie ciasto. Wypiek jest nieco chrupiący i smakuje podobnie jak klasyczne kruche ciasto z jabłkami. PS. Nie wiem od czego to zależy ale piekąc drugi raz ciasto tym razem w postaci babeczek, było bardzo kruche. Choć nie mniej smaczne. Sprawdziła się też posypka z prażonych w cukrze migdałów.

Jeśli użyjemy musu całkowicie rozdrobnionego, gładkiego otrzymamy rodzaj biszkoptu, o równomiernej strukturze.

Smacznego! 

20160822_17.18.31

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 74