www.pasza.blox.pl: książki, dietetyka, bieganie.. i nie tylko!
niedziela, 14 kwietnia 2019
Probiotyki, a IBS (ZJD i NZJ) w diecie bezmlecznej

Zastanawiałam się jak zatytułować ten wpis. Ostatecznie zdecydowałam się na taki jak widzicie :-). 

Po części chcę w tym tekście podzielić się swoimi wrażeniami ze stosowania probiotyków w ZJD (lub IBS jak bywa nazywany również; także odnosi się to według mnie to niektórych NZJ). Także chcę podkreślić rolę probiotyków nie tylko w naszej diecie ale również w naszym życiu i funkcjonowaniu naszego organizmu. 

Generalnie o roli probiotyków mówi się dużo. Nawet ktoś kto nie interesuje się dietetyką ani żywieniem, zetknie się z tym tematem gdy dostanie antybiotyk, a wraz z nim kurację osłonową probiotyku na czas leczenia. Antybiotyki mają za zadanie wybić wszystkie chorobotwórcze baterie ale wybijają także florę jelitową, którą mamy w swoim przewodzie pokarmowym. O tym jak ważna (i niezwykła!) jest ich rola możecie przeczytać chociażby w tych książkach, które recenzowałam na moim blogu: Margit Kossobudzka "Człowiek na bakterie" oraz M.Mosley "Jelita wiedzą lepiej"  , a także "Zagłodzić raka" .  Mówiąc w bardzo dużym skrócie wszystko to co jemy tworzy naszą florę jelitową oraz tzw. mikrobiotę czyli wszystkie mikroorganizmy, które nasz organizm (jelita) zamieszkują. Jest to dla mnie bardzo ciekawy temat ponieważ wychodzi na to, że nie tylko my dostarczamy paliwa określonym bakteriom, grzybom i mikroorganizmom ale także one potrafią sterować naszymi zachciankami jedzeniowymi, a także nawet zachowaniem ! Co nie jest aż tak szokujące w sumie jeśli weźmiemy pod uwagę, że jelita to drugi obok mózgu narząd z tak wieloma receptorami. W każdym razie podsumowując można powiedzieć, że autorzy wszystkich wymienionych książek popierają różnorodną dietę, opartą na możliwie prostych produktach i najlepiej o najniższej zawartości przetworzonego cukru. Chyba nawet we wszystkich wspomina się o tym, że odpowiednimi bakteriami można nawet wspomóc leczenie depresji. A także, że w przypadku bardzo ciężkich chorób jelit gdy zawodzi inne leczenie, nieraz stosuje się zasiedlenie jelit chorego pacjenta, florą bakteryjną zdrowej osoby. Ten zabieg często przynosi bardzo pozytywne efekty.  

Osobiście zgadzam się ze wszystkimi wyżej wymienionymi teoriami. Zgadzam się z tym, że to co jemy całkowicie wpływa na to jak się czujemy. Nie twierdzę, że zmiana diety potrafi zmienić charakter ale trochę jednak racji w tym znajduję. Jakkolwiek sama byłam z 20 lat na diecie wegańskiej, a potem wegetariańskiej uważam z perspektywy czasu, że powrót do diety mięsnej wpłynął na poprawę mojej kondycji psychicznej. Zawsze należałam do osób, które dbają o dietę i będąc na diecie wege dbałam o różnorodność, produkty eko itd. Wyniki krwi zresztą miałam podobne do obecnych, także nie miałam anemii przez wszystkie lata. Jednak mając od pewnego momentu problemy z ZJD i NZJ dieta w której był rosół oraz zero ziaren i cukrów, nie tylko poprawiła mój stan fizyczny ale także psychiczny. Charakter raczej mi się nie zmienił ale uważam, że ogólna kondycja psychiczna mi się poprawiła.

Ze względu alergię na mleko od lat bardzo rzadko jem cokolwiek mlecznego, poza symboliczną kapką mleka do kawy (poza domem) lub bitą śmietaną :-) od czasu do czasu. Dlatego też cały czas brałam i biorę różne probiotyki. Wielokrotnie jedzenie kiszonek było dla mnie nieosiągalne ze względu na problemy z jelitami. Zostawało więc picie soków z kiszonek (też nie zawsze dawało radę) i probiotyki. Patrząc pod kątem NZJ największym odkryciem dla mnie z ostatnich miesięcy był Lactoral IBD. Przeczytałam o nim artykuł w specjalistycznej gazecie "Food Forum" . Lactoral IBD był wymieniony obok innych preparatów z badaniami klinicznymi. W dodatku miał dosyć przystępną cenę. Pierwotnie brałam go około 3 miesięcy bez przerwy. Pozytywne skutki odczułam chyba już po tygodniu lub dwóch. Bardzo znacząco zmniejszyła mi się nadmierna perystaltyka jelit (ładnie mówiąc :-) przy nie zmienianiu diety (chociaż jak pisałam o tym wcześniej i tak raczej mniej lub bardziej trzymam się cały czas podobnej wersji czyli też nie "szaleję" za często). Poza tym zauważyłam (naprawdę!), że biorąc ten preparat mam lepszy nastrój (a ogólnie nie miałam wtedy jakiegoś super czasu w życiu). Obecnie kontynuuję branie Lactoralu ale robię przerwy. Ogólnie myślę, że działają na nasze jelita konkretne szczepy bakterii i w odpowiedniej formule. Sama nie raz i nie dwa biorąc polecany przez kogoś innego probiotyk nie czułam wielce pozytywnego wpływu (np. Sanprobi Sport & Active). Choć co trzeba podkreślić, działanie bakterii też ma być różne i np. ma "tylko" zwiększać odporność. Ma to zastosowanie chociażby właśnie w sporcie zawodowym lub pro amatorskim gdzie często zawodnik balansuje cały czas na skraju choroby i zdrowia, ze względu na wysiłek, któremu podlega. Zmęczenie zwiększa łatwość złapania infekcji chociażby. Nawet jednak i w tej kwestii trzeba cierpliwie wypróbować, to co jest działa w pożądany sposób, na konkretną osobę.  Dla mnie Lactoral (musi być IBD, a nie inny) jako pierwszy jest tym, którego działania odczułam w 100% pozytywnie na moje jelita. Jeśli cierpicie również na WZJG lub ZJD w postaci biegunkowej, to radzę wam zapoznać się z tym produktem. Mnie zachęciły też dobre recenzje innych użytkowników. Uważam w każdym razie, że są to te 3 konkretne szczepy i w takiej formule, a nie innej. Czy równie dobry okazałby się być np. VSL3 - tego nie wiem i pewnie nie dowiem się dopóki nie wypróbuję :-). 

Podsumowując uważam, że mikrobiom wpływa na nas absolutnie, tak jak i my wpływamy na niego żywiąc go czymś takim, a nie innym. Jako alergik mam wrażliwy organizm ale też sama nieraz obserwuję jak bardzo zmienia się np. mój poziom drażliwości w miejscu w którym są inne roztocza/bakterie/grzyby/whatever niż np. w moim domu. Przy jednoczesnym nie zmienianiu diety itd. Wiem, że często są to bardzo subtelne zmiany jak i wymagające ciągłej refleksji ale przynajmniej na pewno mogę powiedzieć, że na mój ZJD i NZJ pozytywnie zadziałała zmiana diety jak i ostatnio ten probiotyk. Przy stanach zapalnych warto też dołożyć do diety kwas masłowy (Debutir lub Intesta) bo również poprawia stan śluzówki. 

Tyle na dziś ze zwierzeń o własnej mikrobiocie ;-) . 

Miłej niedzieli! 

 

Marynowane buraczki z borówką

Dobra pomysł na urozmaicenie codziennego obiadu lub kolacji albo w ogóle jakiegoś posiłku albo oczywiście na dodatek świąteczny jeśli je obchodzicie. 

Przepis oryginalny znalazłam w gazecie "Moje Gotowanie", którą przez przypadek dostałam. W składzie był: 1 kg buraków podłużnych, 120g konfitury z żurawiny, 2 łyżki świeżo startego chrzanu + zalewa: 120 ml soku z jabłek niepasteryzowanego + 120 ml octu winnego, 2 liście laurowe i ziele angielskie (buraki ugotowane pokroić na talarki, wymieszać z chrzanem i żurawiną, ułożyć w słoiku i zalać przegotowaną marynatą) Ponieważ jednak żurawina mnie uczula zastąpiłam ją borówką oraz zamiast marynaty z octu i soku z jabłek (mam alergię krzyżową jabłek z pyłkami, których teraz pod dostatkiem :-) dodałam sam ocet winny dobrej jakości.

Buraczki są dobre w zasadzie do zjedzenia od razu jak i po marynowaniu się w lodówce. 

1 kg buraków ugotowanych w skórkach (w przepisie były podłużne, osobiście kupiłam normalne bo takich nie było w okolicy)

1 mały słoik niskosłodzonej borówki 200g (wybierając decydowałam wg tego której marki borówka miała najwięcej owoców na 100g. Ostatecznie kupiłam firmy bodajże "Nasza Chata" w której było 67g owoców na 100g produktu)

2 łyżki czubate chrzanu (użyłam gotowy; wybieram zawsze taki bez mleka w proszku : trzeba przeczytać etykietkę :-) 

ocet winny włoski dobrej jakości 

Buraki ugotować, obrać, zetrzeć na tarce na plastry lub pokroić wg własnego uznania. Ostudzone wymieszać z borówką i chrzanem. Dodać kilka łyżek octu i wymieszać. Proponuję zacząć od 3 łyżek i potem dodawać po jednej tak żeby smak nie był zbyt kwaśny. W sumie do moich buraczków dodałam ok. 5 łyżek. Wymieszać dokładnie, przełożyć do pojemników i marynować do podania. Moim zdaniem nadają się do przechowywania w lodówce do tygodnia na pewno. 

 

10:12, aga.the.script
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 kwietnia 2019
babeczki świąteczne bez cukru

 Przepis inspirowany klasycznym i świątecznym ciastem włoskim. 

Tytuł trochę zwodniczy ponieważ zamiast cukru dodałam 3 łyżki syropu ryżowego. W smaku jednak samo ciasto nie jest w ogóle słodkie, do momentu gdy ugryziemy kawałek z suszonymi owocami. Wielbicielom słodkiego smaku poleciłabym zatem dodać np. 2 łyżki stewii lub miodu. W NZJ czy IBS osobiście nie radzę stosować w wypiekach ksylitolu ani np. ertytrolu ze względu na to, że oba słodziki mogą podrażniać jelita i powodować szybszą perystaltykę. Tyle  z mniej efektownych tematów :-).

Babeczki mają piękny kolor i są bardzo puszyste. Możecie nie dodawać olejku pomarańczowego, wtedy ciasto będzie dosyć neutralne w smaku ale zachowa kolor. 

 20190407_130135

250g mąki pszennej eko 750

2 łyżki proszku do pieczenia bez fosforanów

1 jajko z wolnego wybiegu + 200ml soku pomarańczowego + 5 łyżek oleju

3 łyżki  syrop ryżowy bio

75g suszonej moreli drobno pokrojonej w kostkę

2-3 krople olejku pomarańczowego lub skórka starta z 1 pomarańczy 

po migdale na każdą babeczkę do dekoracji

Mąkę wymieszać z proszkiem i wsypać do miski. Mokre składniki wymieszać w innym pojemniku i stopniowo dolewać do suchych. Ciasto jest dosyć płynne i puchate. Na końcu wmieszać morelę. Piec ok. 40 minut w nagrzanym piekarniku do temp. 170 stopni. 

 

12:41, aga.the.script , bez cukru
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 kwietnia 2019
Co jem będąc na diecie SCD czyli moja dieta przy NZJ

..czyli z cyklu "What I ate a day". Dieta SCD, której jestem zwolenniczką w gruncie rzeczy jest bardzo podobna do paleo. Z tym, że jej korzenie mają zupełnie inną ideologię lub właśnie wręcz jej nie mają. Diet SCD powstała jako rodzaj terapii dla osoby chorej na NZJ. Jej celem jest zminimalizowanie ilości cukru w diecie (nie tylko jako białego cukru ale także glukozy, która powstaje wskutek trawienia różnych produktów). Zmiana flory bakteryjnej może prowadzić do powstawania stanów zapalnych oraz przynajmniej  podrażniać jelita.  

Chociaż dieta SCD zasadniczo wymaga wykluczenia całkowitego zbóż i wszystkich warzyw oraz produktów skrobiowych, jednak nie mogę odzwyczaić się od ich minimalnej ilości. Na co dzień trzymam się zasady żeby możliwie ograniczać to czego nie powinnam jeść. 

Dzienny jadłospis wygląda mniej lub bardziej podobnie : 

- po obudzeniu się szklanka ciepłego napoju typu cienki rumianek + kawa na mleku roślinnym domowej produkcji 

- w zależności od sytuacji : probiotyk (ostatnio Lactoral IBD - polecam przy ZWJG lub NZJ) + często kwas masłowy + witamina C / rutyna + okresowo A+E (żadnej z tych witamin nie powinno się brać długo) + czasem cynk . Probiotyk na czczo, reszta w czasie jedzenia. 

- śniadanie: 2 kawałki chleba gryczanego dmuchanego + jajko lub ryba wędzona 

- przekąska : domowej produkcji przegryzki z płatków bezglutenowych owsianych Provena (bez cukru, mleka itd. zasadniczo to same płatki + jajko + odrobina tahini) lub .. pieczywo (bułka ciemnoziarnista) lub jabłko, nieraz trochę chrupiących warzyw. 

- obiad: warzywa gotowane lub z dodatkiem surowych . Bez dodatków typu dressingi i sosy. Jeśli jestem w pracy zwykle biorę też kawałek mięsa (najczęściej gotowanego, mała porcja) lub ryby. 

- kolacja czy danie wieczorne : gotowane warzywa. Nieraz z kawałkiem pieczywa. 

 

20190402_104020

Oczywiście są różne warianty; wszystko zależy od sytuacji i potrzeb. Jeśli mam gorszy okres "jelitowo" to wtedy jem wyłącznie gotowane rzeczy (rosół, mięso, warzywa, nawet jabłko). W najgorsze dni nieraz wspomagam się batonami proteinowymi. Wtedy też, nawet codziennie, jem rosół. Gotowany na kurczaku organicznym (dokładnie porcji rosołowej w moim przypadku); nie jest najważniejsze mięso ale wywar. Według różnych teorii rosół wspomaga chore jelita ponieważ dzięki kolagenowi pozytywnie wpływa na stan śluzówki jelit. I ja jestem zwolenniczką oraz przykładem tego działania. Dlatego też mimo 20 lat bycia na diecie wege/wegańsikiej, obecnie niestety za nic nie zrezygnowałabym z terapeutycznej roli rosołu w mojej diecie. Dodam jednak, że ilość mięsa w mojej diecie nie jest bardzo duża. Nie jem wieprzowiny, wołowiny; nie kupuję zwykle wędlin, parówek ani pasztetów itd. Jeśli już jest to indyk (mielony lub do upieczenia i pokrojenia na plastry) albo eko porcja rosołowa. Często za to jem ryby (gotowane lub sardynki, makrela, śledzie). Nie stosuję również w kuchni kostek ani gotowych rosołów. 

Jeśli mam dobry okres to  wtedy jem więcej surowych warzyw. W każdej jednak opcji i tak dawkuję sobie surowe warzywa w raczej rozsądnych ilościach. Zdarzało mi się wielokrotnie wywalić prawie całą surówkę czy sałatkę (kupną lub domową) ponieważ jej określona ilość wpływała dosyć dramatycznie na moje jelita. Kiełki na przykład są dla mnie od dawna towarem nieosiągalnym poza naprawdę kilkoma sztukami :-) na raz. Nawet słonecznika, które uwielbiam rzadko lądują na moim talerzu. 

W obu przypadkach można pić koktajle warzywne z sokowirówki oraz soki wyciskane. Obecnie można kupić dużo gotowych produktów tego typu. 

Należę do osób, które preferują proteinowe śniadania. Generalnie unikam smażonych i tłustych potraw (poza rybami). Uważam jednak, że tłuszcz też musi być w diecie i dlatego od czasu do czasu jem masło. Oprócz tego staram się z tłuszczami nie przesadzać ponieważ i tak codziennie praktycznie piję mleko z migdałów więc mam wystarczającą ilość Omega 6, które jak wiadomo powinny być spożywane w ograniczonej ilości. W sumie jem też mało owoców (raczej grapefruity i ewentualnie jabłka). Piję co jakiś czas soki z czarnej porzeczki, aronii lub dzikiej róży (pół do jednej szklanki). 

Generalnie nie jem żadnych kasz, ryżu i produktów z nich wytworzonych. Poza wspomnianym chlebem gryczanym. Nie jem też ziemniaków ani nabiału. Wprawdzie dieta SCD dopuszcza jogurt ale ze względu na alergię na mleko, jogurty czy sery spożywam bardzo rzadko. Kupuję za to często jajka z wolnego wybiegu, ryby wędzone i świeże. Ogólnie również rzadko jem produkty strączkowe (też z tego powodu, że trudno je strawić plus w wyniku ich trawienia też mogą powstać cukry). Nieraz sięgałam po białko grochowe by przygotować ciastka proteinowe. Zdarza mi się zjeść "normalne" ciastko lub batona ale wszystko zależy od tego jak się mam w danym momencie. 

Jeżeli chodzi o słodycze dieta SCD wyklucza zasadniczo wszystkie słodycze na rafinowanym cukrze. W zależności od opcji (bo jest też jej mniej lub bardziej restrykcyjna wersja) można stosować miód. Dla mnie jest w sumie jest to wystarczające ponieważ dieta z kolei dopuszcza banany oraz owoce takie jak np. jabłka. Poza tym jeśli nie ma się ogólnie problemów z przerostem flory można też skorzystać z suszonych owoców. Osobiście raczej ich nie jem (poza daktylami) bo po prostu nie jestem fanką. Uważam, że jeśli mamy dobrze skomponowaną dietę i jemy też różne warzywa czyli dostarczamy sobie wszystkie sole mineralne to nie ma się za często ochoty na gotowe słodycze. Dla mnie większym problemem jest np. nie podjadanie daktyli wieczorem jako pociechy po ciężkim dniu. Poza tym nawet w ciągu dnia wystarczy mi po prostu jabłko. Zdarza mi się jeść kupne słodycze oczywiście (i to różne :-) . Nieraz kupuję mleczną czekoladę na słodziku (kalorycznie podobnie jak zwykła ale nie ma cukru rafinowanego). Też jednak nie jest idealne rozwiązanie ponieważ malitol, sorbitol, ertytrol i ksylitol w moim przypadku powodują co najmniej zaburzenie flory jelitowej (szybka fermentacja i tak dalej.. :-) oraz w okresie gorszym - przyśpieszenie perystaltyki jelit. Mimo wszystko (poza ksylitolem) są to sztucznie wytworzone słodziki i choć organizm ich nie trawi, to jednak dla "jelitowca" i tak może mieć to znaczenie. Dlatego uważam, że generalnie jest się najlepiej trzymać z dala od słodyczy i jak już jeść owoce (choć też nie za wiele). A jeśli mamy naprawdę wrażliwe jelita, to w sumie prędzej polecałabym słodycze na rafinowanym cukrze albo miodzie lub syropie Susaron (niestety trudny do kupienia). Powodują zmianę flory ale nie wpływają na ruch jelit. 

I tyle na dziś z życia bloggera :-) .. 

Aloha!

niedziela, 17 marca 2019
Muffinki jabłkowe aka szarlotka bez tłuszczu

Przepis powstał drogą koncepcji mieszanej z dwoch innych, które prezentowałam na blogu. 

Babeczki są słodkie, wilgotne ale też pulchne. Piekąc w jednej foremce polecam raczej okrągłą blachę średniej wielkości.

4 jabłka obrane średniej wielkości (używałam typu Starking). Zetrzeć na tarce z grubymi oczkami.

1 jajko

2 łyzki proszku do pieczenia bez fosforanów

1 kubek 300ml mąki pszennej 750 eko

1 łyżka stewii (lub więcej innego słodzika zależnie od gustu)

1/2 łyżeczki cynamonu lub imbiru lub łyżeczka przyprawy korzennej 

Jabłka wymieszać z jajkiem. Dosypać wymieszaną mąkę z proszkiem, stewię i przyprawę. Wymieszać bardzo dokładnie. Z tej porcji wyszło mi 10 muffinek po 2 lyżki na każdą.

Piec w nagrzanym piekarniku 170 stopni ok. 40 minut. Ostudzić.

 20190407_130220

 

12:03, aga.the.script , bez cukru
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 marca 2019
Chleb na suszonym zakwasie

(wpis nie jest sponsorowany)

Od pewnego czasu testuję suszony zakwas żytni. Producent to firma "Naturalnie zdrowe" choć chodzi tu zapewne o konfekcjonowanie bo sam zakwas pochodzi z Niemiec. Paczka 500g kosztuje ok. 20 zł. Według producenta należy dodawać do ciasta od 5 - 20 % zakwasu (w stosunku do reszty). Również należy dodać odrobinę drożdży. Tyle przeczytałam na stronie aukcji. Skład to: przefementowana mąka żytnia i kultury bakterii. 

Było to dla mnie istotne ponieważ w niektórych kupnych zakwasach są także dodatki jak np. serwatka. 

Dotychczas piekłam chleb kilka razy. Stosuję proporcje: ok. 500g mąki eko pszennej 750 + 3 płaskie łyżki zakwasu i 1/2 do 1 łyżeczki suszonych drożdży (nie wypróbowałam jeszcze wersji na samym zakwasie). Wymieszać, dodać ciepłą wodę (około 1.5- 2 małych kubków czyli mnw. jakieś 300 ml wody). Najlepiej najpierw dodać 1,5 kubka i wymieszać. Jeśli bardzo klejące dosypać nieco mąki, jeśli nie jesteśmy w stanie zagnieść jednego ciasta to dolać jeszcze odrobinę. Najlepiej żeby ciasto miało niebyt mokrą konsystencję tzn. nie było zbyt wilgotne. Nie powinno się mocno kleić do ręki. 

Odstawić do wyrośnięcia. Najlepiej na kilka godzin, nawet do 12. Im dłużej będzie wyrastać, tym lepszą i lżejszą strukturą będzie miało. To co widać na zdjęciu wyrastało może z godzinę. Bułka jest nieco cięższa i ma bardziej gumową fakturę co widać. Dlatego też namawiam do kilku godzinnego wyrastania. Bez dużej ilości drożdży ciasto wolnej rośnie. Oprócz tego mniej wyrasta. 

Ciasto przebić, przełożyć do foremki. Można upiec w jednym korytku lub podzielić na kilka porcji. W tych proporcjach otrzymacie ok. 8 niewielkich bułeczek. 

Osobiście staram się mało solić dlatego nie ma soli w przepisie. Nie dodaję również cukru ani miodu jak w przypadku zaczynu do ciast drożdżowych. Ten zakwas uważam za super. Polecam wszystkim; szczególnie takim jak ja dla których robienie domowego zakwasu to duży wymóg w zakresie czasu i pilnowania czy jest dobry itd. Pieczywo ładnie pachnie.

Po upieczeniu. radzę przechowywać w lodówce bo dosyć szybko wysycha. Może to sprawa piekarnika (ja mam gazowy) ale kilkakrotnie po 2 dniach chleb był niczym kamień. W lodówce zachowuje wilgotność. 

20190303_145859







14:56, aga.the.script , przepisy
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 101