run.., love, read ..and bake!
sobota, 09 września 2017
subiektywnie - batony proteinowe: Genuss Plus, Bakoma Men Pro, MaxSport Protein

Batony proteinowe to w zasadzie jedyne słodycze, które kupuję co jakiś czas. Wiem, że można zrobić je w domu ale te kupne mają dla mnie zaletę taką, że są pakowane pojedynczo, nadają się do długiego przechowywania i mogą walać się po moim plecaku nawet kilka tygodni lub miesięcy ;-) aż nadejdzie odpowiedni czas. Jedna obserwacja jest taka, że trudne jest kupno batonika bez serwatki lub białka mleka (a jednocześnie bez np. dużej ilości orzechów lub daktyli). Jednocześnie wydaje się, że zawartość serwatki dodaje nie tylko protein ale i słodki smak (tak jak z mleka).  Kupując staram się wybierać te, które glukozę lub syrop mają na drugim miejscu. Kiedy miewałam problemy jelitowe, czasem to był jedyny produkt, który mogłam zjeść bez konsekwencji sensacji żołądkowych. Teraz traktuję je raczej w kategorii okazjonalnych słodyczy lub jako doładowanie po długim bieganiu. 

20170903_194846

Z ostatnich testów: 

1. " Bakoma MEN Pro" smak orzeszki ziemne. Cena ok. 5 zł za 1 baton 60g. Witaminizowane. 1 szt. -239 kcal

Na początku dodam tylko, że śmieszy mnie to, że jak rozumiem jest to baton tylko  "Men pro". W batonowym świecie Bakomy "Woman pro" muszą się chyba jeszcze zasłużyć ;-).. 

Skład: 

koncentrat z białka serwatki i wyizolowanego białka sojowego 23,5%, syrop glukozowy, kakaowa polewa17%, oligrofuktoza, orzeszki ziemne 7%, tłuszcz palmowy, glicerol, płatki sojowe, produkty zbożowe kakaowe, maltodekstryna, rodzynki 2%, olej rzepakowy, ciemna czekolada, emulgator lecytyna z soi + witaminy. 

Zawartość w 100g: białko 25g, tłuszcz 16g, węglowodany 43g. 

Ten baton jest najbardziej twardy w konsystencji. Przypomina mi w smaku nie wiem dlaczego niegdysiejsze wafelki Princessy, które w latach 80., w papierowych torbach, mój dziadek przynosił prosto z Goplany. Te batoniki są oczywiście inne bo proteinowe ale przyznam, że dla mnie kojarzą się z "power bar", który ma dawać energię ale nie musi być smaczny. Dobre jest to, że mają kawałki orzeszków. Chociaż zawartość serwatki jest na podobnym poziomie jak innych batonikach, wydają się być najbardziej mleczne (pewnie też przez to, że polewa jest jogurtowa).

2. "Protein Chocolate" Max Sport. Cena ok. 5 zł. 1 sztuka 60g. Bezglutenowe i wzbogacone błonnikiem. 1 szt. - 215 kcal

Czekoladowy, w polewie z czekolady. Skład: koncentrat białka serwatkowego i wyizolowanego białka sojowego 25,8 %, syrop skrobiowy, polewa kakowa 18%, oligofruktoza, olej rzepakowy, rodzynki, glicerol, płatki sojowe, kakao w proszku 2%, ekstrudat, emulgator lecytyna sojowa. Zawartość białka w 1 batonie 15g, węglowodany 18,5g, tłuszcz 8,4g, błonnik 4,4g, 

Ten baton wygrał w testach smakowych :-). Wydawał się być mniej słodki niż inne, jednocześnie mocno czekoladowy i najbardziej sycący co jest chyba wpływem zawartości błonnika. 

3."Genuss Plus". Marka Rossmanowa. Cena ok. 2,50. 1 sztuka 35 gram. Witaminizowane. 1 szt. - 140 kcal

Dostępne w kilku smakach. Na zdjęciu Schoko-crisp-geschmack. Czekoladowy z kawałkami mikro łamanego wafelka, w polewie z mlecznej czekolady.

Skład: 27 % serwatka z mleka, syrop glukozowy, czekolada mleczna,syrop fruktozowy, izolat białka sojowego, białko serwatkowe 5 %, tłuszcz palmowy, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, mąka ryżowa, mąka pszenna, kwas L-askorbionowy, cukier + witaminy. 

Zawartość białka w 1 batoniku 5,4 g, tłuszcz 4,0g, węglowodany 20,0g. W smaku najsłodsze i o najbardziej delikatnej i raczej miękkiej konsystencji. Oblewane czekoladą. 

Kupne batony proteinowe to nie jest oczywiście samo zdrowie :-) ale pozwalają szybko uzupełnić kalorie. Z powyższych najmniej przypadł mi do gustu Bakomy (smakowo i konsystencją). Zasadniczo wszystkie mają podobny skład chociaż Genuss Plus są stanowczo najsłodsze i chyba najbardziej przypominają w smaku normalne batony. Nieraz uratowały mi życie ;-) bo są małe, łatwo je zmieścić do kieszonki, plus są łatwo dostępne i lekkostrawne. Maxsport absolutnie zadowolił mnie smakowo ale ze względu na dodatek kakao, muszę jeszcze wypróbować wersję waniliową. 

 

07:33, aga.the.script , bieganie
Link Komentarze (2) »
piątek, 08 września 2017
wrześniowy magazyn "Bieganie"

W tym numerze min. : 

- ciąg dalszy tematu sandałów do biegania.Temat poruszony w poprzednim numerze bardzo mnie zaciekawił. W najnowszym jest natomiast artykuł Dariusza Małka na temat wrażeń podczas testowania tego obuwia. Po lekturze sprawdziłam cenę na stronie producenta i waha się ona między 150 - 200 zł, a zatem dla osób spragnionych nowych doznań jest to w zasadzie przystępny cenowo produkt. Jak pisze autor tekstu by zacząć w nich biegać trzeba się do tego odpowiednio przygotować. Z całą pewnością sandały mogą stać się ciekawą alternatywą dla klasycznego obuwia. 

- kolejne wywiady; tym razem min. z Bartłomiejem Przedwojewskim, który specjalizuje się w biegach górskich oraz z Robertem Bandoszem, specjalistą od biegów z przeszkodami 

- sporo artykułów na temat treningów, ćwiczeń i przygotowania się do maratonu (który w Warszawie odbywa się już całkiem niedługo)

- analiza i testy napojów izotonicznych 

- propozycje i testy  obuwia do biegania w  zakresie cenowym ok. 300 zł 

- część poświęcona ultra bieganiu czyli stały element magazynu tym razem głównie o triathlonach, imprezach, sprzęcie i przygotowaniom. 

20170908_090853

07:57, aga.the.script , bieganie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 września 2017
domowy sok z dzikiej róży

250g owoców surowej dzikiej róży

250 ml wody

+ ewentualnie miód/stewia

Różę umyć, odciąć ogonki. Zblendować dokładnie z wodą. Przecedzić przez sitko, a najlepiej przez papierowy filtr do kawy (owoc róży ma dużo pestek i nawet drobne sitko może być potem trudno wyczyścić - moje jedno nie dało się uratować). 

Jeśli dodacie cukru, sok moźna zapasteryzować lub przechować w lodówce kilka tygodni. To wersja dla osób nie posiadających wyciskarki - zwykła sokowirówka może nie przeżyć wielu drobnych pestek. 

20170907_091723

09:27, aga.the.script , napoje
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 września 2017
"50 roślin, które zmieniły bieg historii" Bill Laws - recenzja

 "Gdyby nagle znikła cała roślinności świata, nie byłoby dnia jutrzejszego. A mimo to z taką łatwością lekceważymy rośliny, niemego świadka naszej cywilizacji". To zdanie zamieszczone we wstępie, prawdopodobnie najlepiej charakteryzuje ideę całej książki. 

Bill Laws, znany angielski dziennikarz i pisarz, stworzył piękną książkę o roślinach. Nie tylko ze względu na kolorowe ilustracje, reprodukcje i ogólny layout całej książki. "50 roślin, które zmieniły bieg historii" to dla mnie urzekająca książka również ze względu na treść. W zacytowanym zdaniu ze wstępu zawiera się moim zdaniem duża prawda o tym jak traktujemy często rośliny. Pozwalamy na ich niszczenie albo nie dbamy o nie. Tymczasem one dają nam przecież tlen, karmią nas, leczą i bardzo często także upiększają nasze działki, ogrody lub stoły. Ciekawa jest zatem perspektywa autora, który wybrał 50 rodzajów roślin, które w sposób szczególny wpływały na historię ludzkości. 

W pewnym sensie może się to wydawać nieco abstrakcyjne ale tylko do momentu kiedy zaczniemy czytać książkę. Znajdziemy tutaj zarówno rośliny, które wydają się pospolite jak cebula czy groszek pachnący ale także bardziej egzotyczne jak agawa czy bambus. Jest również mowa o np. herbacie, kawie; również o kokainie. Także o tulipanach, dzikiej róży, ziemniakach, kakao, kapuście, wanilii i wielu innych. Każdy mini rozdział o kolejnej roślinie pozwala czytelnikowi zapoznać się z wiadomościami stricte biologicznymi (o samym gatunku, pochodzeniu, uprawie itd.) rozszerzonymi o kontekst historyczno-kulturowy. Możemy zatem dowiedzieć się często w jaki sposób dana roślina "wyemigrowała" z oryginalnego miejsca pochodzenia do innych krajów. W jaki sposób zaczęła być wykorzystywana na skalę masową lub w jaki sposób wpłynęła na rozwój współczesnej medycyny, przemysłu lub jak zmieniała społeczności. Wybierając na chybił trafił przykład słonecznika: dowiadujemy się skąd pochodzą ziarna, w jaki sposób trafiły do Rosji (która jest potentatem w ich hodowli do dziś), co wytwarza się z ziaren i roślin ale jest także mowa o Van Goghu i jego słynnym obrazie ze słonecznikami. Konteksty kulturowo-historyczne przewijają się prawie cały czas. Szczególnie gdy w sposób bardzo namacalny wpływały i wpływają na życie ludzi. Tak przecież było z herbatą, kawą i tytoniem, które do dziś stanowią najczęstsze używki, a o które całkiem niedawno toczono dosłownie liczne batalie. Kokaina nie jest może w tej samej grupie (chociażby ze względu na cenę ;-) ale z całą pewnością jest rośliną, która dosłownie kształtuje wiele procesów społecznych. Inne przykłady można już tylko wymieniać w losowej kolejności Jak chociażby jabłoń, która nie tylko daje pyszne owoce ale także produkuje się z nich cydr. Była także istotną rośliną w kulturze celtyckiej. Nie wspominając o jabłku, które wpłynęło na odkrycia naukowe Newtona. Podobnie chmiel, który z rośliny służącej min. do wytwarzania barwników i krótko fermentowanego napoju stał się podstawą do produkcji piwa. Nie tylko już warzonego w klasztorach ale na skalę światową. 

"50 roślin, które zmieniły bieg historii" to pięknie wydana książka, której lektura jest bardzo ciekawa na wielu poziomach. Po pierwsze bardzo ładnie wygląda, po drugie ma dużo ilustracji i zdjęć, a po trzecie i być może najważniejsze zawiera dużo informacji. Wiele z nich opiera się nie tylko na konkretach. Autor często przytacza anegdoty i liczne ciekawostki, a całość jest napisana lekko i bardzo przystępnie. Polecam zatem wszystkim kochającym rośliny, a także spragnionym wiedzy jak i doceniającym połączenie nauki z estetyką. 

"50 roślin, które zmieniły bieg historii" Bill Laws, wydawnictwo Almapress 2016,2017 

strona wydawnictwa

Dziękuję za egzemplarz recenzencki wydawnictwu almapress

 20170903_080431

07:51, aga.the.script , literatura
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 września 2017
gryczano-pszenny chleb z jogurtem

To typ chleba tzw. irlandzkiego, a w każdym razie chleba na sodzie. Przygotowuje się go szybko; piecze się około 40 minut. Ten typ pieczywa jest raczej wilgotny i najlepszy do spożycia zaraz po upieczeniu lub podpieczony na patelni lub w tosterze. Mój chleb zrobiłam w mniejszej wersji czyli na 4 porcje. Wygląda nieco "rustykalnie" ale zapewniam, że warto wypróbować :-). 

150 g mąki gryczanej 

150g mąki pszennej 

1 łyżka czubata siemienia lnianego mielonego + woda ok. 1/4 kubka (lub zamiennie 1 jajko) 

szczypta soli

1 łyżeczka proszku do pieczenia bez fosforanów + 1 łyżeczka sody 

1 małe pudełko jogurtu naturalnego 180g 

Mąki wymieszać z proszkiem, sodą, solą i siemieniem. Dodać jogurt, wymieszać. Dolewać po trochu wodę tak by uzyskać ciasto, które można zagnieść (około 1/4 kubka). Naciąć od góry krzyż ostrym nożem. Piec ok. 40 minut w nagrzanym piekarniku do 190 stopni. 

Zamiast siemienia i wody można dać 1 jajko. Powinno wystarczyć do zagniecenia ciasta. Reszta jw. 

20170902_061225

06:15, aga.the.script , przepisy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 września 2017
zielone espresso :-)

Jak już pisałam na blogu, bardzo często piję sok z zielonych ogórków. Tym razem w wersji z brokułem, witaminą C i matchą. Dobre orzeźwienie po porannym biegu:

na całą porcję około 1 litra (zwykle robię porcję na dwa dni - jedną wypijam od razu, drugą przelewam do butelki i trzymam w lodówce):

około 1 - 1,5 kg zielonych ogórków

1 surowy brokuł podzielony na drobne cząstki

1 cytryna wyciśnięta lub pół łyżeczki lewoskrętnej witaminy C

do filiżanki : pół łyżeczki matchy dobrej jakości 

Ogórki obrać i wycisnąć w sokowirówce z brokułem. Jeśli macie sokowirówkę starego typu (jak ja) wyciskajcie na przemian ogórki i brokuł - maszyna się nie zatnie. Do całego soku dodać cytrynę lub witaminę C. Pół porcji przelać do kubka, dodać matchę, wymieszać. 

Ogórki wybieram ze względu na mikroelementy i nawilżenie skóry. Brokuł jest nazywany super zielonym warzywem, o wielu cennych składnikach i antyrakowym działaniiu (nie polecany jednak zbyt często przy chorobach tarczycy). Namawiam do wypróbowania - jeszcze niedawno sok z brokuła był dla mnie czymś wybitnie ohydnym :-). Po tym jak zaczęłam dodawać go w kawałkach do innych zielonych soków, idę teraz na całość ;-). Witamina C zakwasza w fajny sposób sok i wg mnie tez odrobinę konserwuje zawartość składników. Poza tym oczywiście sprzyja syntezie kolagenu i uszczelnia naczynia. Matcha jest kolejnym antyoksydantem. Polecam kupić dobrej jakości - tańsza może naprawdę sporo różnić się w smaku. Matcha pobudza; ponoć też wpływa dobrze na krążenie i naczynia krwionośne. Surowa na pewno ma najwięcej odżywczych substancji, które możemy wchłonąć. Koktajl w smaku jest ogórkowo-kwaskowy. Jeśli ktoś bardzo boi się brokuła, może dodać marchewkę lub buraka. 

20170901_085833

10:02, aga.the.script , napoje
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 74