run.., love, read ..and bake!
poniedziałek, 06 listopada 2017

Dwie nowe rzeczy zauważone w sklepie: 

 - "mleko" owsiane z dodatkiem białka grochowego. Ma więcej protein na 100g (i więcej kalorii). W smaku owsiane z lekko wyczuwalną nutą białka grochowego. 

- "mąka" z pestek winogron czyli mielone pestki winogron. Wg producenta można stosować jako dodatek do innych mąk. Wg netu do spożýwania na surowo o dużej zawartości polifenoli. Ostrożnie dawkować przy jednoczesnym zażywaniu leków przeciwzakrzepowych. Ten produkt dopiero wypróbuję. 

20171102_073340

 

13:25, aga.the.script
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 listopada 2017
competitive eaters

Ostatnio na YT w jakiś sposób natrafiłam na vloga brytyjskiego zawodnika (:-)? jedzącego na czas BeardMeetsFood. Trochę z ciekawości, a trochę z obrzydliwości (tak, to też może być argument do voyeryzmu) plus z chęci posłuchania brytyjskiego akcentu ;-)(poza tym podoba mi się czołówka) obejrzałam kilka filmików (episodes).  BeardMeetsFood jest relatywnie szczupły i jak mówił w jednym filmiku ćwiczy na siłce 5-6 razy w tygodniu po mnw.  godzinę - dwie. Widać to zresztą po muskulaturze. Normalnie nie lubi fast foodu ani nawet specjalnie nie je wiele mięsa. W dni wolne od nadmiernego jedzenia je mniej kalorii niż standardowa dieta żeby wyrównać nadmiar. W przeciwieństwie do zawodów jedzenia na czas (czy na blogu czy organizowanych) gdzie raczej spożywa się właśnie tzw. syf. (Słyszałam o konkursie w USA na jedenie ząbków czosnku :-) ale w żadnym innym nie widziałam np. wpychania w siebie brokułów czy jabłek ). Jedzenie na czas stało się pewnego rodzaju pasją? czy sposobem na siebie? po tym jak kiedyś dla żartu zrobił coś takiego, nagrał i zobaczył, że przysporzyło mu to publiczności. Obecnie ma ponad 152 tysięcy subskrybentów.

Wnioski są następujące: 

- w Anglii jak i w Stanach żywności jest pod dostatkiem :-). W czasie jednej z podróży BeardMeetsFood kupił za 30 dolców jedzenia w fastfoodzie i naprawdę była to imponująca ilość hamburgerów, pączków, frytek, ciastek itd. 

- lubimy oglądać skrajności. Naście tysięcy subskrybentów i np. po dwieście tysięcy wyświetleń filmików to całkiem imponujące. Z całą pewnością dobra równowaga dla wszystkich "what I eat a day - vegan" (oczywiście żartuję ;-) plus momentami zastanawianie się czy pan zwróci za chwilę czy teraz ;-).. 

Z jednej strony jest to dla mnie trochę głupie, może obrzydliwe albo po prostu bez sensu. Jako osoba mająca za sobą różne etapy odchudzania i metody żywienia w tym przypadku nawet idiotyczne jest dla mnie to, że w wielu przypadkach po prostu to co jest jedzone nie ma znaczenia bo chodzi tylko o ilość objętościowo albo liczbę kalorii. Nie cieszyć się z tego co się je (jeśli już jemy wszystko i do oporu) to chyba dla mnie najbardziej bezsensu. Ciekawostką natomiast jest to, że tylko w tańszych lub ewentualnie lepszych (a nie super dobrych) restauracjach oferuje się właśnie np. hamburgery 1 kilogramowe lub zestaw śniadaniowy na 5 talerzach co nawet dla zwykłego obżartucha jest zbyt dużą ilością. Oczywiście to ma być specjalny bonus po którym dostaje się vouchery dożywotnie na daną sieć lub lokal bo zwykły zjadacz raczej takiej ilości nie przeje. 

Z drugiej strony zastanawia mnie czy można przyzwyczaić się (fizycznie jak do używek) do tak dużych pochałanianych porcji? Założywszy, że np. dokonuje się tego dwa razy w tygodniu lub minimum raz. Czy mózg jest w stanie przyzwyczaić się do tego obżarstwa czy nie? Czy można po miesiącu takich regularności tak samo za tym tęsknić jak za słodyczami i słodkim smakiem? Wydaje mi się, że trochę tak chociaż ten pan czyni to z zupełnie innych powodów niż np. osoby zagłuszające jedzeniem smutki itd. No i najbardziej współczuję dnia po. Ja sama czasem zauważam jak źle się czuję po jakimś wyskoku jedzeniowym lub kilku dniach jedzenia czegoś totalnie dla mnie innego i nie mojego. Nie jestem w stanie nawet ogarnąć nawet bólu głowy albo doła, którego mogłabym mieć po takiej fieście 15 tysięcy kcal z McDonaldsa. Z całą pewnością nie byłaby to fiesta, którą chciałabym mieć na pożegnanie ;-). Nie wiem jak często realnie pan dokonuje tych sesji ale i tak zastanawia mnie właśnie na ile organizm jest w stanie funkcjonować normalnie/regularnie na dłuższą metę. Nie mówiąc o tym, że nie wyobrażam sobie również gastrycznych efektów i lub problemów (o czym też nieraz on mówi). 

YT to mennica wszystkiego. Dla mnie każdy taki vlog to też możliwość zobaczenia innego kraju, innego miejsca na ziemi. Z całą pewnością BeardMeetsFood zaprowadził mnie w inne progi ;-). Jak widać wszystko jest wysoce osobnicze. Ja nie mogłaby startować w konkursie competetive eaters.. chyba, że dotyczyłby wyciskanego soku z papryki :-P .. ale imponują mi ultramaratony więc w zasadzie tez przekraczanie granic możliwości. Czyli w zasadzie w obu przypadkach sprawdza się idea, że granica istnieje tylko w naszym umyśle ;-). Miłego wieczoru! 

 

 

wtorek, 31 października 2017
chlebek bananowy z dynią

100-150g surowej startej na grubo dyni

2 dojrzale lub przejrzale banany

2 łyżki tahini 

2 jajka 

2 kubki (ok. 200g) mąki pszennej

2 łyżki proszku do pieczenia bez fosforanów

szczypta cynamonu 

1 łyżeczka esencji waniliowej (prawdziwej :-) 

Banany rozgnieść i wymieszac z dynią. Dosypać mąkę z proszkiem i cynamonem i wymieszać. Dolać tahini, esencję, wbić jajka. Wszystko wymieszać. Jeśli trzeba dolać 2-3 łyżki wody. Ciasto ma być gęste. Piec w nagrzanym piekarniku  ok. 40-50 minut w 180 stopniach C. 

W smaku bardzo lekko słodkie, dominuje banan. Wanilia daje fajnego posmaku. 

20171031_180230

bez cukru

18:00, aga.the.script , bez cukru
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 października 2017
budowanie wytrzymałości oraz dlaczego warto systematycznie trenować

Wczoraj poraz kolejny miałam okazję wziąć udział w webinarze StrąkMana czyli Adama Sułowskiego. Ultraironamana i ultratriathlonisty. Przedmiotem głównym wykładu było zagadnienie dlaczego warto systematycznie trenować. 

Odpowiedzi jest kilka i zasadniczo wydają się być bardzo oczywiste :-) ale warto było to wszystko usłyszeć od osoby o dużym doświadczeniu: 

- generalnie systematyka pozwala nam zarówno zbudować wytrzymałość jak i cenić postępy lub poziom zadowolenia z tego co ćwiczymy. I to jest zasadniczo podstawowa i najważniejsza rzecz. 

- plan treningowy pomoże i ułatwi nam uporządkować swoje życie :-) pod kątem ćwiczeń, a także oczywiście pomoże ocenić ile czasu możemy poświęcić na treningi, jakiego rodzaju ćwiczenia sprawiają nam frajdę, a do których powinniśmy się przekonać. 

 Plan treningowy jest o tyle istotny, że: 

- pomaga oszacować realnie czas, który chcemy i możemy poświęcić. Warto jest zastanowić się ile razy w tygodniu możemy np. biegać, jeździć na rowerze itd. Określić godziny i pory dnia. Rozpisać taki plan albo na tydzień albo na miesiąc do trzech. W ten sposób nie robimy czegoś dorywczo. Regularnie ćwiczymy i długofalowo dbamy o swoją kondycję. 

- pozwala ustalić cele. 

Jeśli nie mamy celów, trudno powiedzieć nam samym czy jesteśmy zadowoleni z efektów czy nie. Małe cele przynajmniej w podstawowy sposób pozwolą nam ocenić na ile doceniamy jakość swojego wysiłku czy właśnie wkładu czasu w to co robimy. 

Dla mnie cele też gdzieś tam po części pomagają w budowaniu motywacji. Dotychczas biegałam dla samej siebie bo nie mam ciśnienia na robienie życiówek czy rywalizację. Jednak  po udziale w kilku biegach bardzo doceniam i cieszę się z ogólnej atmosfery; z tego, że wiem, że jestem w grupie fanatyków ;-) i że mam okazję porównać swoje treningowe tempo czy doświadczenia z tymi w samym biegu (a zawsze są inne). Przygotowując się do konkretnych biegów łatwiej jest dbać o motywację oraz o plan treningowy niż biegać tak po prostu. 

- nasza kondycja buduje się dzięki planowi treningowemu.

Bez względu na to czy celem będzie najlepszy wynik na 5 czy 10 km czy maraton powinno się uwzględniać różne rodzaje ćwiczeń. Czyli ustalając plan tygodniowy uwzględnić np. biegi długie, podbiegi, interwały itd. i wpisać je w określone dni. W kolejnym tygodniu zmieniać kolejność lub dodać coś innego - wtedy nasze ciało jest zaskakiwane :-) różnymi formami ćwiczeń. Fajnym pomysłem też, odnośnie motywacji, jest według mnie propozycja by określić minimum treningowe. Takie minimum żeby nawet śmiać nam się chciało z tego, że mamy to zrobić. Czyli może to być np. 20 minut najwolniejszym truchtem lub spacer na 30 minut. Jak się ubierzemy i wyjdziemy.. to o czym sama wiem z własnego doświadczenia albo faktycznie zrobię to minimum albo uznam to za dobrą rozgrzewkę i pobiegnę i tak "tyle co zwykle". 

- systematyczne treningi uczą nas o tym, że możemy więcej. 

Brzmi to może nazbyt coachingowo ale uważam, że tak jest. Sama po sobie zauważyłam, że biegając regularnie i określone długości przy stworzonym planie jestem (i będę ) w stanie biegać więcej lub np. szybciej jeśli to jest moim celem. Systematyka pozwala moim zdaniem na zbudowanie wytrzymałości. Stąd niedaleko do dojrzenia w głowie, że mogę więcej i że mogę myśleć inaczej. Nie traktować 10km jako "o Boże dam radę" tylko jako "jest git!". I cieszyć się z tego, że  jestem w stanie przebiec to, a za kolejne pół roku 20 km itd. Dla kogoś może to nie będzie nazbyt ambitne trenowanie ale co tez uważam za istotne - każdy swój plan treningowy i swoje cele powinien dopasować do siebie. Ktoś będzie się cieszył z przebiegnięcia 5 km w 25 minut, a dla kogoś bieganie 5 km wolnym truchtem będzie już super wydarzeniem samym w sobie. Wszystkie cele i osiągnięcia są ważne. Tylko my ustalmy ich wartość!

- różnorodność treningów.

zachęca nas do kolejnych ćwiczeń :-). Dobrze jest jeśli nawet np. tylko biegając wplatamy w naszą aktywność także inne ćwiczenia. Osobiście przymierzam się do większej ilości ćwiczeń w domu, a także do zakupu nartorolek jako uzupełnienia biegania. Poza tym wszystkie inne aktywności jak nawet joga czy pilates (marzę ponownie o tai chi :-) dają nam kolejne i inne zadania, wysiłki i przyjemności :-). 

Podsumowując plan treningowy to dla mnie nie tylko aktywność sportowa. To także określenie celów. Może, z czym się spotkałam, niektórzy uważają, że obecne społeczeństwo jest aż nazbyt ustawione na cele ale wydaje mi się, że czasem cele pozwalają nam łatwiej żyć ;-).. albo przynajmniej sprawiają, że nasze życie wydaje się być bardziej uporządkowane. Moim zdaniem warto je określać bo faktycznie nie wiedząc do czego się zmierza, trudno powiedzieć czy już tam się jest :-). 

Dla mnie chyba największym ogranicznikiem w regularności jest czas ale wczorajszy wykład zmotywował mnie do ponownego przemyślenia i ułożenia planów (również treningowych) czego i wam życzę :-). 

 

 

 

07:50, aga.the.script , bieganie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 października 2017
korzenne rogaliki z piernikowym masłem orzechowym

Bardzo lubię tahini Primaviki. Kiedyś z kolei w moim ulubionym sklepie z tzw. zdrową żywnością trafiłam na piernikowe masło orzechowe. Wprawdzie masło z orzechów arachidowym jem raczej rzadko ale polubiłam bardzo tą wersję z dodatkiem korzennych przypraw. Świetny dodatek do ciastek lub naleśników, szejków czy chleba.

Ciastka przygotowuje się szybko i dosyć krótko się piecze. 

W swoim składzie to masło ma: 81% orzechów, cukier, lecytynę sojową, przyprawy i sól morską.

Ciasto: 

1 słoik masła orzechowego z przyprawami (185g)

1 jajko

mąka pszenna - około dwóch kubków.

Wszystkie składniki należy wymieszać: najpierw masło z jajkiem, a potem dodać mąkę. Zwykle daję ją na oko - zależnie od konsystencji, którą chcę uzyskać. Musi dać się zagnieść. Jeśli chcecie wałkować wtedy należy raczej dodać jeszcze jedno jajko lub dodać odrobinę wody żeby było całkowicie plastyczne. Przy ww. zestawie ciasto trzeba zagnieść ale jest i tak dosyć kruche. Da się wałkować ale jeśli chcecie ładne kształty polecam wykorzystać do tego silikonowe foremki na ciastka bo będzie łatwiej wyjąć na blachę. Piec na blasze wyłożonej papierem do pieczenia ok. 20 - 30 minut w 180 stopniach. Zależnie od piekarnika może to być krócej i radzę pilnować wypieku bo tego typu ciastka generalnie pieką się szybko i łatwo jest o przypalenie (spód powinien być jasnobrązowy). 

Nadają się do dłuższego przechowywania w zamkniętym pojemniku.  

Jeśli nie macie takiego masła warto wypróbować własną mieszankę z masła bez dodatków i sporej porcji przypraw. 

20171029_105117

10:58, aga.the.script , słodkości
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 października 2017
ciasto z jabłkami i imbirem

Wspaniała alternatywa dla tradycyjnej szarlotki. Co mnie zawsze zadziwia :-) to fakt, że ciasto jest bez tłuszczu a w mojej wersji  i bez cukru. 

Pięknie pachnie! 

4 małe jabłka (mnw. wielkości piłek tenisowych) 

kawałek imbiru 4-5 cm 

100g moreli szuszonej 

2 kubki mąki pszennej 

1 łyżka proszku do pieczenia bez fosforanów 

1 łyżeczka ekstraktu z cytryn w płynie (znalazłam niedawno taki firmy Oetker - bez cukru i alkoholu) 

3 jajka 

opcjonalnie 2 łyżki alkoholu 40% i 2 łyżki miodu

Jabłka umyć, wyciąć gniazdo. Pokroić na dosyć drobną kostkę. Morele pokroić tez w kostkę lub drobne paski. Imbir obrać i zetrzeć na grubych oczkach. Wymieszać  morele i imbir z jabłkami i dodać 2 łyżki nalewki domowej produkcji (wódki) lub w wersji bez alkoholu - 2 łyżki soku owocowego. Wymieszć wszystko i odstawić do lodówki, najlepiej na kilka godzin albo przynajmniej 30 minut. Mąkę wymieszać z proszkiem. Do dużej miski wrzucić owoce. Wbić 3 jajka, dodać 2 łyżki miodu, ekstrakt z cytryny i wymieszać dokładnie. Następnie połaczyć z mąką. Wymieszać dokładnie - masa dosyć gęsta będzie więc mimo trudności i pozornej suchości należy zrobić to możliwe dokładnie. Przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w nagrzanym piekarniku, około 50 - 60 minut w 180 stopniach. 

Ciasto jest dosyć aromatyczne. Jabłka nie rozpadają się także wielkość kawałków będzie taka sama jak przed pieczeniem. 

Zamiast miodu można dodać inny wybrany słodzik. Dla fanów prawdziwego cukru przepis przewiduje 250g cukru - wymieszanego z pokrojonymi jabłkami i bakaliami. Jeśli dodamy cynamon zamiast imbiru wówczas może warto zrezygnować ze słodzenia - ta przyprawa sprawia, że smak wydaje się słodszy. 

Polecam na jesienne wieczory :-). 

20171029_105537

ciasto bez tłuszczu i bez cukru

wersja bezglutenowa: 

mąkę pszenną zastąpić mąką gryczaną (osobiście używam Melvit) z dodatkiem 2 łyżek mielonego siemienia lnianego 

Reszta jak w oryginalnym przepisie - jeśli ciasto odrobinę za suche, dodać kilka łyżek wody (mąką bezglutenowa ma inną konsystencję i wymaga często nieco więcej płynu). Ciasto będzie po upieczeniu trochę bardziej suche niż oryginał ale też całkiem smaczne. Zalecam wam wypróbowanie go z różnymi rodzajami jabłek - użycie słodszych i bardziej kruchych odmian spowoduje, że ciasto, nawet bez cukru, będzie naprawdę słodkie. Również może warto wypróbować z jeszcze bardziej delikatną mąką z białego ryżu. 

16:57, aga.the.script , bez cukru
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 78