run, read ..and bake!
wtorek, 12 grudnia 2017
Babka dyniowa (z małą ilością cukru)

2 szklanki mąki pszennej 

3 łyżeczki proszku do pieczenia

150g puree z dyni (1 szklanka)

1/2 szklanki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno

2 jajka

przyprawy (ja dałam 1płaską łyżkę przyprawy do pierników bo nie miałam cynamonu)

3 łyżki brązowego cukru

1/2 łyżeczki esencji z pomarańczy Oetkera

Produkty suche wymieszać (mąkę, proszek, cukier, przyprawy). Dodać puree, wymieszać. Na końcu wbić jajka, potem olej, esencję i dokładnie wymieszać (ciasto powinno być gęste). Piec ok. 50 minut w 170 stopniach.  

Puree musi być gęste, odparowane z wody. Ciasto ma piękny kolor i jest dosyć delikatne w smaku choć dynia jest wyczuwalna. 

20171212_055920

sobota, 09 grudnia 2017
"Kiszonki i fermentacje" Aleksander Baron - recenzja

Od pewnego czasu interesuje mnie temat kiszonek. Jak wiadomo (przynajmniej w pewnych kręgach :-) flora bakteryjna w jelitach jest bardzo ważna dla całego organizmu. Reguluje nasze trawienie, wydalanie ale także wchłanianie, a nawet głód. 

Przyznam, że ze względu na swoje problemy jelitowe raczej rzadko sięgałam po produkty kiszone (ogórki, kapusta). Ponieważ nie jem też generalnie produktów mlecznych, w związku z tym regularnie przyjmuję probiotyki. Ostatnio przekonałam się natomiast do buraków kiszonych i płynu, który powstaje. Zrobienie ich w domu jest naprawdę proste, a dostęp do buraków trwa cały rok (to kolejna wielka zaleta tego genialnego warzywa!). Ponieważ jestem też fanką kimchi, która w zasadzie też jest fermentowana naszła mnie ochota na zrobienie kroku dalej w krainę fermentacji :-). 

Przy ostatniej wizycie w okolicznej księgarni trafiłam na książkę Aleksandra Barona "Kiszonki i fermentacje".  Książka nie jest możne imponująco gruba natomiast jak dla mnie ma naprawdę duży potencjał :-) jeśli chodzi o wiedzę dla amatorów fermentacji. Autor jest szefem kuchni w autorskiej restauracji na ulicy Solec 44 w Warszawie. Jego pierwsza kiszonka w zasadzie była dosyć przypadkowa, natomiast stanowiła początek niekończącej się (do dziś) przygody z fermentacją i kiszeniem. Jak wynika z treści - kisić można w zasadzie wszystko lub prawie wszystko :-). Dla wielu z czytelników część przepisów pewnie będzie dosyć kosmiczna ale myślę, że po pierwsze warta spróbowania, a po drugie po tą książkę sięgną ci, którzy już kiszeniem się interesują. Przepisy są różnorodne: począwszy od klasycznych ogórków przez rzodkiew, kimchi, dynię itd. aż do owoców lub prawdziwego zakwasu chlebowego. Są to kiszonki nie tylko w zalewie solnej ale także w maślance lub jogurcie. Co mi się podoba to min. uwagi autora: dobrym fermentatorem zostaje się przez doświadczenie. Moim zdaniem podobnie jest z pieczeniem. Osobiście uwielbiam robić różne eksperymenty kulinarne. Mam też jednak kilka zeszytów w których zapisuję uwagi po nich i w ten sposób każdy z nas tworzy swoją historię kuchennego życia. Autor książki praktykuje fermentacje warzyw i owoców już od dobrych kilku lat więc czytelnicy spokojnie mogą wypróbować przepisy; bez obawy np. o nieoczekiwanie eksplozje ;-). Prawdopodobnie do wielu smaków będzie trzeba się przyzwyczaić lub odkryć ich nową paletę. By ułatwić nam ten proces w książce znajdziemy też sporo przepisów na różne dania z wykorzystaniem wcześniej omówionych kiszonek.

Kilka tygodni temu miałam okazję spróbować kiszoną rzodkiewkę. Jak się okazało później  zrobionych właśnie według przepisu z tej książki. Powiem szczerze, że chyba nie chciałabym więcej tego powtarzać ;-) ale bardzo zaciekawiły mnie np. kiszonki w maślance (jarmuż, botwinka) lub kiszona dynia, a także np. pietruszka w całości z korzeniem. Polecam serdecznie książkę wszystkim zaciekawionym tym tematem - na pewno się nie zawiedziecie. Będzie to wspaniały wstęp do dalszych przygód w krainie fermentacji :-)! 

Aleksander Baron "Kiszonki i fermentacje" wydawnictwo Pascal 

20171211_162828

07:33, aga.the.script , literatura
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 grudnia 2017
"Tajemnicze życie grzybów" Robert Hofrichter - recenzja

Nigdy nie przypuszczałam lub bym nie przypuszczała, że książka o grzybach może być tak wciągająca i ciekawa! Przeczytałam ją jednego wieczoru i właściwie nawet trochę mi było przykro, że się skończyła :-). 

Robert Hofrichter jest biologiem i mykologiem z wieloletnim doświadczeniem naukowym. Wiedzę, którą posiada (zarówno w praktyce jak i w teorii) bardzo ciekawe (i zapewne w pewnym sensie skrótowo) przekazuje czytelnikom. Co szczególnie interesujące to niesłychane bogactwo świata grzybów. Mnie nigdy nie fascynowało ani zbieranie grzybów ani ich jedzenie. Wiedziałam owszem, że jest coś takiego jak grzybica (różnych części ciała) oraz, że w okresie pyleń warto wysłuchać alertów dla alergików na ten temat. Jednak cały gatunek nigdy nie był przedmiotem moich rozważań. Tymczasem dzięki Hofrichterowi wędrówka po krainie grzybów okazała się być wielce pouczająca. Książka w zasadzie zaczyna się i kończy klasyczną podróżą zbieracza grzybów leśnych i jego obserwacji. Jednocześnie w czasie całej wycieczki mamy okazję poznać złożoność świata grzybów. Tworzą go nie tylko te widoczne gołym okiem lub te które znamy ze swoich stołów. Zaliczają się do nich także mikroorganizmy. Również grzyby morskie, grzyby, które rosną na pustyni albo takie,które żyją pod ziemią i tworzą liczne symbiozy z drzewami i roślinami. Są oczywiście też takie które pasożytują i na roślinach i na zwierzętach, w tym na ludziach. Co ciekawe grzyby nawet zaliczyły kilka wizyt w  kosmosie ;-) i całkiem dobrze (w pewnym sensie) sobie w nim radziły (gorzej maszyny, które ulegały przez to korozji lub zanieczyszczeniom). Mnie szczególnie zaintrygowała opowieść w której to mrówki hodują grzyby w mrowisku, a także jak grzyby potrafią wykorzystać owady w celu konsumpcji oraz wykorzystania ciał czy chityn do tworzenia nowych miejsc dla swoich grzybni. Tak jak wspomniałam nigdy nie należałam i nie należę do osób dla których grzyby stanowiły przedmiot refleksji (no i daleko mi w ich konsumpcji do Froda ;-). Jednak lektura "Tajemniczego życia grzybów" sprawiła, że faktycznie z wielkim zainteresowaniem odkrywałam kolejne zagadki i niewiadome tego świata. Wielka w tym zasługa autora, który dzieli się swoją olbrzymią wiedzą z czytelnikami niczym dobrą powieścią. Może nie sensacyjną ale z całą pewnością bardzo malowniczą. W czasie czytania miałam prawie wrażenie jakby ktoś oprowadzał mnie po wielkiej puszczy w której grzyby stanowią główny punkt zainteresowania. Tak poniekąd zresztą było :-).  W każdym razie jest to świetnie napisana książka, o fascynującej tematyce, nie tylko dla znawców tematu. 

Robert Hofrichter "Tajemnicze życie grzybów" wyd. Prószyński i S-ka  / cena 36 zł /

pierwotnie recenzowałam ją dla portalu Dla Lejdis

link do wydawnictwa

20171210_123933

18:20, aga.the.script , literatura
Link Dodaj komentarz »
pierniczki zaparzane bezglutenowe

I w ewentualnej opcji wegańskie jeśli mleko zastąpi się mlekiem roślinnym. Przepis z książki "Święta bez pszenicy" (nieco zmidyfikowany): 

100g mąki gryczanej (ja użyłam Melvit)

80g mąki ryżowej (jw.)

60g skrobi ziemniaczanej

70g  (ja dałam ok. 90g - miałam resztę syropu w butelce) syropu daktylowego

120 ml mleka (lub roślinnego)

przyprawy: 1 łyżeczka imbiru w proszku, 1 łyżeczka cynamonu

1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia bez fosforanów i bez glutenu 

Mleko podgrzać i wymieszać z syropem  aż się zagotuje.  Suche składniki wymieszać. Zalać je gorącym płynem. Wymieszać łyżką i potem ręką zagniatać aż uzyskamy ciasto. Może być trochę klejące. Zostawić je do ostudzenia, a najlepiej na kilka godzin - na blacie. Wtedy też trochę wyschnie i da się dobrze wałkować. Jeśli nadal się klei można wałkować przez folię lub podsypać odrobiną mąki gryczanej.

Piec ok. 15-20 minut w 170 stopniach.  Dobrze jest sprawdzać spód pierników i piec do lekkiego zbrązowienia (spodu). Te pierniczki są bardziej miękkie niż twarde.

Są mało słodkie, korzenne. Trochę przypominają herbatniki lub tzw. suchary bieszczadzkie w wersji piernikowej :-). Po upieczeniu przechowywać w zamkniętym pudełku - wystawione na talerzu stają się bardzo twarde. 

W oryginalnej wersji można ewentualnie dodać jeszcze jajko ale wtedy ciasto może być bardziej klejące. 

Bez tłuszczu. 

Miłych Mikołajek! 

20171206_162521

 

08:07, aga.the.script , bezglutenowe
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 grudnia 2017
maltodekstryna ze stewią czyli trochę o słodzikach

Niedawno kupiłam stewię w proszku. Ogólnie nie jestem zwolenniczką słodzików, nawet tych bardziej naturalnego pochodzenia. Chciałam jednak wypróbować stewię, którą często używa się min. właśnie do różnych mniej lub bardziej dietetycznych wypieków. 

Ta, którą kupiłam w składzie ma : maltodekstrynę i glikozydy stewiolowe (2,3%). I w zasadzie na co teraz zwróciłam uwagę - na opakowaniu ma duży napis "stevia" a pod spodem "słodzik stołowy na bazie glizkozydów stewiolowych" :-). 

Dziś bardziej interesuje mnie maltodekstryna. Staram się czytać etykietki i często spotkałam się z nią w składzie zarówno tabletek do ssania, cukierków dietetycznych, zwykłych tabletek, leków, suplementów, produktów spożywczych, a także min. żeli energetycznych dla sportowców czy napojów izotonicznych. 

  czym jest maltodekstryna? 

W skrócie mówiąc (jak wynika z reaserchu po necie) maltodekstryna to produkt hydrolizy skrobi. Zwykle bezglutenowa (czyli ze skrobi z kukurydzy, tapioki, ziemniaków, owsa) ale zdarza się także z pszenicy. Przyjmuje się jednak, że (teoretycznie :-) jeśli nie ma tego napisanego na opakowaniu, to znaczy, że jest bezglutenowa. Właściwości różnych rodzajów maltodekstryn są właściwie niezwykłe. Wiążą wodę, zagęszczają, tworzą rodzaj żelu, przenoszą smak, poprawiają jego walory, są stosowane też np. jako emulgatory, hamują krystalizowanie cukru, poprawiają gęstość produktu, a także jego smarowność (stąd np. użycie maltodekstryn również do produkcji maseł roślinnych czy serów i zachowanie ich smarowności, nawet po wyjęciu z lodówki). W przemyśle spożywczym są stosowane min. do wytwarzania słodyczy (także tych dietetycznych), lodów, żywności dla dzieci, napojów gazowanych itd. 

zastosowanie w sporcie 

Osobom uprawiającym sport maltodekstryna jest znana ze względu na szybką wchłanialność cukrów (glukozy) do organizmu. Dlatego też jest elementem składowym wielu żeli energetycznych i napoi izotonicznych czy carbo. Żele czy napoje zależnie od swojego składu mogą powodować różne problemy żołądkowe (skurcze, biegunki, bóle brzucha). Maltodekstryna wydaje się być dobrą alternatywą ponieważ podwyższa kaloryczność i ilość węglowodanów, jednocześnie nie zwiększając przy tym jego osmolarności (czyli pozostaje łatwiej wchłaniana). Podobno także jeśli doda się ją do płynów izotonicznych (z potasem, magnezem, wapniem i sodą) to pozwala lepiej nawodnić organizm. Także może stanowić zatem dobre źródło glukozy albo przynajmniej można stosować ją do przepłukiwania jamy ustnej w czasie wysiłku powyżej 2godzin co zmniejsza poczucie zmęczenia. 

produkty dietetyczne i poziom IG

Warto jednak jeszcze wspomnieć o tym, że maltodekstryna ma wysoki Indeks Glikemiczny (105) czyli nawet jeśli np. jecie słodycze "dietetyczne" ze względu na obniżoną kaloryczność ale takie które mają malotdekstrynę w swoim składzie, poziom cukru po ich spożyciu (mimo pewnej oszczędności kalorii) i tak może wam wzrosnąć. Spożycie dzienne, w granicy zdrowego rozsądku, nie jest szkodliwe dla organizmu ludzkiego. Jednak o czym warto pamiętać - jest to produkt wysoce przetworzony i z wysokim IG. 

maltodekstryna subiektywnie :-)

Na koniec dodam jeszcze z perspektywy własnej, że mając problemy z florą jelitową lub cierpiąc na częste stany zapalne jelit należy bardzo ostrożnie podchodzić do cukrów wytwarzanych jako pochodne innych produktów. Będę jeszcze ten temat analizować ale jestem zdania - na podstawie własnych obserwacji wyłącznie :-), że mając takie przypadłości niestety możemy być narażeni na skutki uboczne różne trawienia takich cukrów w naszych jelitach. Nie bez kozery :-) na różnych słodyczach "dietetycznych" można przeczytać dopisane drobnym drukiem, że nadmierne ilości mogą być przeczyszczające. Odnosi się to zarówno np. do ksylitolu (który trzeba sobie dawkować i przyzwyczaić organizm) ale także np. do malitolu (który jest również pochodną "alkoholi cukrowych" pozyskiwanych ze zbóż). Ksylitol jest na pewno o wiele bardziej naturalną formą słodzika. Malitol jednak już nie i choć np. nie jest trawiony zasadniczo przez organizm ludzki, to jednak może właśnie powodować wzdęcia czy nawet biegunki. 

 Korzystałam ze stron: 

https://fabrykasily.pl/diety/malotodekstryna-czym-jest-zastosowanie-szkodliwosc/

https://czytamyetykiety.pl/maltodekstryna/

https://poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/czy-maltodekstryna-w-zywnosci-jest-szkodliwa-wlasciwosci-zastosowanie_44008.html

https://dietetycy.org.pl//meltodekstryna/

 

 

 

11:14, aga.the.script , diety
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 grudnia 2017
piernik korzenny na miodzie bezglutenowy

Lubię okres przedświąteczny bo mogę wtedy piec i wymyślać różne przepisy i testować je na znajomych :-). Ten przepis pochodzi z książki Caroliny Fereiry "Moja kuchnia bez glutenu". Zaniosłam go w podzięce znajomym - twierdzili, że bardzo dobry. Oby nie była to tylko kurtuazja ;-). 

Przepis: 

200g mąki bezglutenowej (mieszanki gotowej lub np. gryczanej i ryżowej - ja użyłam marki Melvit pół na pół)

60g skrobii ziemniaczanej

1 łyżka proszku do pieczenia bez glutenu i bez fosforanów

1 łyżka siemienia lnianego

1 łyżka przypraw korzennych

250g miodu

50 ml oleju 

150 ml wody 

+ orzechy do dekoracji (użyłam gotowej mieszanki orzechów i bakalii ale to opcjonalne)

Mąki, proszek, przyprawy i siemie wymieszać. 

Miód zagotować razem z olejem i wodą. Gorącym płynem zalewać mąki. Najlepiej stopniowo i mieszać widelcem bo całość jest bardzo gorąca. 

Przelać do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Piec godzinę w nagrzanym piekarniku do 150 stopni. Studzić w foremce. 

Zależnie od użytej mieszanki przypraw będzie mniej lub bardziej korzenne.

W smaku jest bardzo miodowy i naprawdę czuć, że jest tam użyty ten składnik. Dałam jedną łyżkę gotowej mieszanki przypraw korzennych (imbir, cynamon, kardamon) i byłam nawet zdumiona jak bardzo korzenne w smaku było ciasto. Myślę, że spokojnie nadaje się do przechowywania przez kika dni jak również do przełożenia powidłami. 

20171204_090953

bezglutenowe, wegańskie, na miodzie

07:52, aga.the.script , bezglutenowe
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 83