run.., love, read ..and bake!
niedziela, 01 października 2017
subiektywnie - baton wysokoproteinowy "Baton czekoladowy" Smart Food

20171001_214606

 Cena ok. 5 zł

Skład: 

1 szt. 203 kcal (50g)

Białko 36g, tłuszcz 13g, węglowodany 22g, błonnik 16,2, sól 1,12g

Skład: chrupki sojowe, mleczna czekolada, masa kakaowa, chrupki z białka serwatki, mąka ryżowa, hydrolizat że7latyny, białka mleka, odtłuszczone kakao, olej palmowy, aromaty, emulgator, substancja słodząca sukraloza. 

Ze wszystkich kupnych batonów tego typu, które probowałam ten jest najmniej słodki. Konsystencja zwykłego batonu z płatków ale o wiele mniej słodka. A zatem dobre dla fanów ww. batonów. W moje gusta chyba najbardziej trafił ten z płatków owsianych i orzechów ale ten przynajmniej jest o wiele mniej słodki niż te o konsystencji tradycyjnych batoników. No i na pewno ma najwięcej białka. W poprzednich, które próbowałam średnia zawartośc była na poziomie ok. 22g. 

Słodzikiem w batonie jest sukraloza czyli pochodna sacharozy. Jak donosi sama Wikipedia słodzik ten w sam w sobie nie jest szkodliwy, natomiast jego pochodne powstające w czasie rozkładu - tak. Organizm nie trawi sukralozy w całości. Dzięki odporności na wyższe zastosowania jest częściej stosowanym słodzikiem niż apsartam. Szkodliwość skuralozy jest nie ustalona do końca. Moim zdaniem jak w przypadku każdego sztucznego cukru należy zachować rozsądek i nie spożywać generalnie dużych ilości. 

A osobom z ZJD lub nadmierną fermentacją w jelitach zalecam też raczej ostrożne podejście do innych słodzików i ich pochodnych. Moja obserwacja wynika z autopsji i dlatego jestem generalnie raczej zwolenniczką słodzików raczej naturalnych czyli jak  w diecie SCD jest to miód (oczywiście również w umiarkowanych ilościach).  Niektóre słodziki jak np. malitol (pozyskiwany ze zbóż i wytwarzany z naturalnych składników) również może przyczyniać się do nadmiernej fermentacji, a przy dużym spożyciu powodować biegunki. Temat słodzików jeszcze powróci, a póki co jak zwykle polecam dokładne czytanie składu produktów. 

 

21:47, aga.the.script , bieganie
Link Dodaj komentarz »
Biegnij Warszawo 2017

Bardzo fajna impreza. Muzyka na starcie i przybicie piątek z biegaczami, którzy stali obok mnie. No i czas - 53 min. Wiadomo - nie mistrzowski ale i tak o ok. 7 minut lepszy niż w czerwcu na tym samym dystansie więc sukces :-). Polecam serdecznie!

 Biegnij Warszawo 2017

14:55, aga.the.script , bieganie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 września 2017
floating albo sól czyli mały odpływ od rzeczywistości :-)

Kilka dni temu zamarzył mi się powrót nad morze nad którym spędziłam niedawno chwilę (niestety krótką :-). Siedząc w pracy przypomniało mi się, że w zasadzie są dwa sposoby na małą ucieczkę. Jednym z nich może być floating. Wprawdzie dotychczas jeszcze przeze mnie nie wypróbowany ale kiedy usiłowałam zapisać się do jednego z miejsc w Warszawie (na weekend) okazało się, że terminy są z wyprzedzeniem dwutygodniowym. Generalnie jest to kąpiel, w zamkniętym mikro basenie (kabinie) w mocno mineralizowanej solą wodzie. Udajemy się do kabiny wyposażeni tylko w klapki i przygotowany ręcznik (plus ewentualnie czepek). Kąpiel sprzyja regeneracji mięśni więc jest też wskazana dla osób uprawiających intensywnie sport. Ponieważ kąpiele odbywa się w pojedynczo i w zamkniętych kabinach, może też być formą relaksu. 

Drugą metodą i nieco tańszą może być kąpiel we własnej wannie (o ile ją posiadamy ;-). Polecam dodać do wody sól bocheńską. Uwielbiam ją ze względu na jej wszechstronne działanie: przeciwzapalne, regenerujące, rozgrzewające. Kąpiel powinna trwać około 10 minut. Jeśli chcemy zachować lecznicze działanie soli, nie spłukujmy mocno skóry i nie stosujmy po wytarciu żadnych kremów, balsamów itd. Sól bocheńska jest także świetna do inhalacji przy stanach zapalnych zatok. Nawet jeśli nie mamy urządzenia do ich przeprowadzania, wystarczy rozpuścić kilka łyżek soli w misce lub jakimś większym pojemniku i nachylając głowę, pod ręcznikiem, skorzystać z działania solnej pary. 

Soli leczniczych na rynku jest kilka. Ze względu na różne działania warto przeczytać więcej o ich właściwościach. Osobiście jestem fanką właśnie bocheńskiej. Jest też dostępna min. sól iwonicka i angielska sól epsom. Kąpiele w solach często są również polecane przy chorobach stawów; zarówno RZS jak i innego rodzaju. 

06:04, aga.the.script
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 września 2017
o dobrych bakteriach i florze jelitowej

W ostatnim wydaniu dodatku zdrowotnego do gazety można przeczytać bardzo ciekawy wywiad z dr nauk medycznych Pawłem Grzesiowskim, pediatrą i wakcynologiem, prezesem Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa i fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń w Warszawie. Wywiad jest bardzo ciekawy dotyczy bowiem roli tzw. dobrych bakterii w organizmie. Z jednej strony mowa jest o rzeczach obecnie już wydawało by się oczywistych. Czyli o tym jak ważną rolę pełni flora jelitowa w budowaniu naszej odporności O tym, że probiotyk należy brać już w pierwszym dniu antybiotykoterapii (a nie później) ponieważ już od pierwszej dawki w naszych jelitach mogło powstać spore zamieszanie (spowodowane działaniem leku czyli wybiciem wszystkich bakterii: tych dobrych i tych złych). Warto też pamiętać o tym, że zaleca się brać preparaty w których baterie są liczone w miliardach, a nie w milionach (na 1 kapsułkę). Można tez zwrócić uwagę czy nasz środek rozpuszcza się w jelitach czy jest pozbawiony tej osłony (istnieje wtedy ryzyko, że część preparatu rozpuści się zanim dotrze do jelit).  Probiotyki stosuje się także często w chorobach jelit (nie tylko infekcyjnej biegunce) ponieważ uważa się, że sprzyjają one zmniejszaniu stanów zapalnych w jelitach.

Jeśli czeka nas zabieg w szpitalu, można już 2 tygodnie wcześniej brać profilaktycznie probiotyk. 

Ważne jednak by pamiętać, że nawet biorąc probiotyki można przesadzić - istnieje coś takiego nawet rodzaju sepsy spowodowany z kolei olbrzymim przerostem "dobrych" bakterii. 

 

Z ciekawostek uważa się także, że dobra flora wpływa na nawet na przewlekłe zapalenia zatok. Oprócz tego interesująca informacją dla mnie było to, że przewlekłe zapalenia zatok mogą min. wynikać z przewlekłych nieżytów na tle alergicznym (podrażnienie śluzówki, które prowadzi do stanów zapalnych). Dzięki temu być może wyjaśniłam sobie ;-) skąd moje częste nawroty zapaleń zatok choć zapewne sprawa odporności to inna sprawa (np. swego czasu zauważyłam, że biorąc olej z rokitnika w kapsułkach zmniejszyła mi się jednocześnie częstotliwość zapaleń zatok. Chyba muszę już do tego powróć :-). 

Polecam cały wywiad. 

dodatek "tylko zdrowie" nr 38 (178)

wywiad prowadziła Margit Kossobudzka "Dobre bakterie. Jak brać probiotyki żeby działały". 

21:34, aga.the.script
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 września 2017
Adam Sułowski "StrąkMan" : "Time 2 TRI . W drodze do Triathlonu" - recenzja

Bynajmniej nie zamierzam zostać triathlonistką. Za bardzo nie lubię pływania ;-). Na stronę StrąkMan trafiłam gdy szukałam w necie ciekawych książek z dziedzin, które mnie interesują, a o których chciałabym napisać i oczywiście je przeczytać. 

"Time 2 Tri" to rodzaj poradnika dla wszystkich, którzy chcą się zmierzyć z traithlonem. Książkę w postaci ebooka możecie dostać w gratisie jeśli zasubskrybujecie stronę autora. Jak wspomniałam jest to poradnik, który dobrze się czyta oraz jest pełen praktycznych wskazówek i uwag na temat uprawiania trzech różnych dyscyplin i połączenia ich w jedno, w postaci triathlonu. Adam Sułowski opisuje w jaki sposób jego wcześniejsze szkolne zainteresowanie sportem przełożyło się także na zainteresowanie różnymi dyscyplinami oraz  późniejszym zainteresowaniem w uczestnictwie w triathlonie. Ta książka to bardzo fajnie napisany poradnik. najcenniejsze w nim jest chyba to, że został stworzony z punktu widzenia praktyka czyli osoby aktywnie uprawiającej dane dziedziny. Ponad to co w sumie jest podkreślane w książce kilka razy: według autora by być triathlonistą nie trzeba fortuny ani miliona gadżetów. Owszem trzeba zainwestować pieniądze w kilka rzeczy jak rower, pianka i parę innych. Nie trzeba jednak wyłącznie na markach budować swojej wizji siebie jako triathlonisty. Nawet najdroższe gadżety nie zastąpią treningu ani motywacji do niego. Znajdziecie zatem w tym poradniku zarówno informacje na temat przygotowań (i to także tych długofalowych), treningów, przeplatania ich, regeneracji, ćwiczeń wspomagających, a także wiele innych. Są również zawarte informacje na temat sprzętu, a nawet diety. Autor jest na diecie roślinnej (jak podkreśla nie lubi określenia weganin) i zresztą właśnie o tym jest jego druga książka "Ultra Strąkbuk". Mimo tego, że raczej nie planuję udziału w triathlonie z ww. powodu to książkę czytało mi się bardzo fajnie. Ciekawił mnie bowiem system długotrwałych przygotowań  ponieważ myślę o jakimś ultramaratonie w przyszłym roku. A osobiście jestem zdania, że nawet przy średnich osiągach da się wypracować formę na długie biegi, tylko trzeba się do tego odpowiednio przygotować. Autor piszę tez o tym, że np. warto przed rozpoczęciem przygotowań skonsultować się  z ortopedą/fizjoteraupetą w celu określenia możliwości narządów ruchu / sprawności itd. Także warto zrobić badania krwi i echo serca. Myślę, że to kolejne wskazówki, które warto zastosować by nie narażać swojego organizmu na jakieś ekstremalne wysiłki nie będąc przy tym w realnie dobrej kondycji. Jeśli szykujecie się do triathlonu, zapewne tych wskazówek będzie tam o wiele więcej. Ja powrócę jeszcze do tej lektury, a zainteresowanym polecam lekturę strony autora lub wizytę na jego fan page na FB. 

Adam "StrąkMan" Sułowski "Time 2 TRI. W drodze do triathlonu"

 

14:09, aga.the.script , literatura
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 września 2017
domowe kimchi

Bardzo lubię kimchi. Jest to fermentowana kapusta pekińska w ostrej marynacie (smakuje inaczej niż kiszona ale też zawiera dużo dobrych bakterii :-) Głównym składnikiem pasty, którą się dodaje do kapusty jest suszona ostra papryka (w oryginale to gochuagru). Dobre kimchi jak dla mnie :-) wyróżnia się wyczuwalną fermentacją ale także właśnie odpowiednią dozą ostrych przypraw. Zdarzało mi się jeść zarówno bardzo ostre kimchi w koreańskiej restauracji ale także kimchi (warszawskie :-)  w wersji wręcz sosu słodko-kwaśnego. Podstawą jednak jest kapusta pekińska, która musi być odpowiednio przygotowana. Są dwie wersje jej przygotowania: jedna to kiszenie kapusty przez minimum 6 godzin w solonej wodzie lub natarcie kapusty, a dokładniej jej liści solą i zostawienie również na minimum 6-8 godzin. Najlepiej ponoć na całą noc. Nadmiar soli w drugi przypadku można zmyć. Według koreańskiego kucharza (którego przepis znajdziecie na kanale Munchies na UTube) odpowiednie zakiszenie i zasolenie jest podstawowym elementem. Jeśli to nie będzie dobrze zrobione wtedy nawet ogromna ilość dodatków nie zmieni smaku. Wspomniane procedury dotyczą całych połówek kapusty. Przed dodaniem przypraw powinniśmy sprawdzić czy nasza kapusta smakuje jak solona kapusta. Jeli tak, mozna doda reszte. W oryginale również do pasty marynującej używa się min. gochuagru, sosu z ostryg, kawałka gruszki dla naturalnej słodyczy, marchewki, rzodkwi daikon, odrobiny szczypiorku. Jak pan podkreślał każdy dom w Korei ma swój przepis, każda rodzina według swoich upodobań przygotowuje inny miks dodatków. Kimchi powinno fermentować minimum kilka dni w temperaturze pokojowej (od 3 do 5). Potem można pojemnik szczelnie zamknąc i wstawić do lodówki. Im dłużej fermentuje tym lepsze. 

Dzisiejszy przepis pochodzi ze strony jadlonomia . Moja wersja jest nieco inna w proporcjach ale wywodzi się właśnie z tej strony. Zaletą tego przepisu jest to, że przygotowuje się go szybko. Kimchi po zakiszeniu może stać w lodówce bardzo długo. Moja poprzednia porcja była tam jakieś pół roku i z wielkim smakiem zjadłam jej końcówkę. Kimchi najczęściej jem jako dodatek do dań warzywnych lub obiadowych. Zdarza mi się także zjeść z nim kanapkę. Ze względu na to ile ostrych przypraw użyjecie, będzie mniej lub bardziej pikantne. Kimchi smakuje mi bardziej niż same kiszone warzywa, w klasycznym wykonaniu. Chociaż ostatnio odkryłam kiszone buraki.. ale zestaw kimchi też ma swój urok. Dzięki wstępnemu kiszeniu kapusta pozbywa się klasycznego zapachu warzyw kapustnych. A zatem oto przepis na szybkie kimchi: 

1. 1 średniej wielkości kapusta pekińska + 2 lub 3 litry wody (1 łyżka soli morskiej na litr) . 

Kapustę przekrawamy, odcinamy dół. kroimy na mniejsze kawałki lub wąskie paski. Wkładamy do dużej miski, zalewamy wodą, przykrywamy, obciążamy i odstawiamy na minimum godzinę. 

2 Pasta do marynaty:

2 łyżki mąki ryżowej + 3/4 kubka wody : do garnka wkładamy mąkę, zalewamy wodą. Gotujemy kilka minut do uzyskania konsystencji gęstej pasty. Odstawiamy do ostudzenia. 

3. Dodatki:

3 łyżki sosu sojowego 

1 mała marchewka pokrojona w krótkie paseczki lub małe kawałki 

1 mała cebula drobno pokrojona 

1 lub 2 wiechcie :-) szczypiorku lub kawałek zielonej części dymki 

1 mały kawałek imbiru surowego, posiekanego lub startego (opcjonalnie) 

około 1/2 lub 1 łyżeczki płatków chili 

ewentualnie 1/4 łyżeczka soli 

4. Do ostudzonej pasty dodajemy sos sojowy i mieszamy. Następnie dodajemy pozostałe dodatki i mieszamy wszystko ponownie. Kapustę odciskamy z wody. Mieszamy z pastą. Wkładamy do pojemnika lub słoików. Ciasno upychając ale zostawiając nieco miejsca na ewentualny sos, który powstanie. 

Jeśli przekładam kimchi do słoików, to zostawiam je na blacie w kuchni, przez minium dwa dni. Zakrętkę odkręcam lub tylko przykładam by powietrze miało dostęp. Po dwóch dniach zakręcam, wkładam do lodówki i używam w miarę potrzeby. 

domowe kimchi

16:31, aga.the.script , przepisy
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 78