run.., love, read ..and bake!
poniedziałek, 07 sierpnia 2017
baton proteinowy "nuts&oats with pepper" Activlab

Wczoraj znalazłam w sklepie. Zaskoczył mnie zestaw, że z "nutą papryki" :-). Na plus też, że 70% to orzechy arachidowe, 10 % płatki owsiane. Reszta nie jest już może tak organicznie zdrowa ale to ostatecznie baton proteinowy za mnw. 4-5 zł. 

Po wyjęciu z opakowania ma się wrażenie, że to baton oblany w sosie pieczeniowym (żartuję trochę :-). Duże kawałki orzechów, całe lub łamane płatki. Lekko słodki w smaku i faktycznie z nutą papryki, tak na końcu języka. Jak na baton proteinowy bez mleka - naprawdę dobry skład i mało słodkie. Niestety chyba wycofany produkt obecnie z rynku bo trudno go znaleźć, nawet online (kupowałam faktycznie na wyprzedaży). 

1 sztuka 50g; 256 kcal. skład: tłuszcz 17,5 g ; węglowodany 10g; białko 10g; błonnik 9g. 

 20170807_075014

08:03, aga.the.script , bieganie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 sierpnia 2017
"Legenda Wikingów. Opowieści o Ragnarze Lodbroku, jego żonach i synach" Artur Szrejter - recenzja

Dziś zapraszam nieco w inną podróż niż zwykle na tym blogu. Chciałabym zaprosić Was do innego świata jakim są opowieści ze świata Wikingów. Od dawna fascynują mnie mity i legendy. Dzięki temu pewnego razu w bibliotece znalazłam książkę Artura Szrejtera  "Mitologia Germańska". Później gdy zaczęłam recenzować książki, udało mi się także przeczytać kilka innych tego samego autora. To co mi się podoba w jego książkach to nie tylko olbrzymia wiedza ale także sposób pisania. Umiejętność przekazania wiedzy historycznej w sposób przystępny to dosyć trudne zadanie. W pewnym sensie książki o mitologiach może nie są stricte historyczne rozumiane jako wykład o konkretnych faktach. Legendy i mitologie to przekazy ustne, zapisane nieraz po bardzo długim czasie. Niemniej jednak to co uważam za szczególne w książkach tego autora to także umiejętność przedstawiania wielu kontekstów kulturowych i religijnych. Mówiąc krótko: zwykle dostajemy nie tylko książkę na temat np. mitów German ale także książkę o ich całym świecie.

 "Legenda Wikingów" w pewnym sensie jest i nie jest podobna do innych książek jak chociażby do poprzedniej, dwutomowej, "Herosi mitów germańskich". Podobna jest o tyle, że zawiera zbelteryzowany przekład (autorski oczywiście :-) dwóch klasycznych powieści (sagi i fragmentu kroniki) na temat Ragnara Lodbroka. Nie podobna - ponieważ ogranicza się właśnie tylko do tego. Pierwsza część to islandzka  "Saga o Ragnarze Lodbroku" z XIII wieku. Druga to zapis, przekaz duńskiego dziejopisa Saxona Grammaticusa, pochodząca z XII - XIII wieku. Mimo tego, że obie teoretycznie pochodzą z podobnego okresu, jednak również mocno się różnią. Islandzka saga to jest to co moglibyśmy uznać za klasyczną sagę o Wikingach: krew leje się gęsto, ludzie mają kontakt z Bogami, a niektórzy nawet półbogów za żony czy mężów. W przekazie Grammaticusa jest już nieco inaczej ponieważ jest to zapis chrześcijańskiego kronikarza, który pisze z tej perspektywy. Jednocześnie wychwala swojego króla i losy dzielnych Duńczyków. 

To co mi się szczególnie podoba w obu utworach to idea, że Wikingowie podbili zasadniczo cały świat (no, może prawie cały ;-). W każdym razie jest tutaj wszystko czego potrzeba: dzielni wojownicy, super herosi, piękne kobiety. Jak pisze autor we wstępie, książka powstała niejako na zamówienie jego żony i przyjaciół, fanów serialu "Wikingowie".  Osobiście nie widziałam żadnego odcinka (poza pierwszym). Niemniej jednak jako fanka mitów, legend i opowieści o dzielnych herosach, czuję się absolutnie usatysfakcjonowana. 

Polecam wam zatem serdecznie, także inne książki tego autora (pisze nie tylko o mitologiach). Natomiast jeśli kochacie ponad wszystko świat Wikingów sięgnijcie także po np. znakomita książkę profesora Duczko "Moce Wikingów" tego samego wydawnictwo. Autor oprowadza nas po świecie wikińskich kobiet i mężczyzn pokazując biżuterię z którą chowano zmarłych. Jest to bardzo ciekawa podróż ponieważ również opowiada wiele o życiu codziennym, systemie wierzeń, o rolach mężczyzn i kobiet w społeczeństwie. 

A ja z niecierpliwością czekam na kolejną książkę Artura Szrejtera :-). 

Artur Szrejter "Legenda Wikingów. Opowieści o Ragnarze Lodbroku" Instytut Wydawniczy Erica 2017

link do wydawnictwa

09:39, aga.the.script , literatura
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 sierpnia 2017
Rooibos latte / Rooibos chai

 Czasem kiedy piję herbatę w pracy, podejdzie ktoś i zapyta co mam w kubku. Kiedy mówię, że rooibos, zwykle pada pytanie: a na co to jest :-)? Zaczynam potem tłumaczyć czym jest roiboos. Zwykle kończy się na uprzejmym potakiwaniu ale zdarza się, że ktoś się nawet poczęstuje.

Rooibos jest rodzajem krzewu. Rośnie w Afryce i stąd jego nazwa oznaczająca "czerwony krzew". Tak też bywa nazywany nieraz w angielskim "redbush". Suszone liście tnie się na kawałki, poddaje fermentacji i otrzymujemy susz gotowy do przygotowania naparu. Według informacji producentów zawiera dużo mikroelementów i przeciwutleniaczy. Jest bezkofeinowy. Ponoć także obniża ciśnienie i uspokaja :-). Ma dosyć szczególny smak - od bardzo delikatnego po mocno miodowy. Jednocześnie trudno wytłumaczyć komuś kto nigdy nie pił rooibosa jaki to smak bo dla wielbicieli czarnych herbat może być po prostu trochę nijaki. Obecnie jest dostępny w wielu wersjach, z różnymi dodatkami (suszone owoce, skórka pomarańczowa itd.). Zależnie też od producenta herbata różni się intensywnością… i subtelnościami w smaku. Najpowszechniejszą odmianą jest czerwony rooibos. Można dostać także zielony czyli niefermentowany. Ponoć zawiera jeszcze więcej przyswajalnych składników. Ma jednak też trochę inne działanie, w tym np. sprzyja laktacji.  Zatem jeśli macie wrażliwą tarczycę (i nie chcecie produkować mleka) zalecam stopniowe wypróbowanie. 

Zwykle pijam po prostu zaparzony wrzątkiem. Najczęściej staram się kupować rooibos pakowany luzem bo jest to bardziej ekologiczne i ekonomiczne. Jeśli tylko mi się to udaje to staram się go kupować w Niemczech gdzie jest to bardzo popularna herbata i po prostu niekonfekcjonowany można czasem  kupić taniej niż u nas. Można tam dostać rooibos z wieloma dodatkami. Jeden z moich ulubionych to ten z suszonym rokitnikiem. 

Dziś postanowiłam wypróbować "Rooibos latte" lub jeśli dodacie sporą szczyptę mieszanki przypraw (imbir, kardamon, cynamon) otrzymacie "Rooibos chai": 

na 1 porcję: 

2 łyżki klasycznego rooibosa dobrej jakości + 1 szklanka wrzącego mleka migdałowego 

Herbatę zaparzać ok. 3 minut. Przecedzić. W wersji chai można dodać szczyptę przypraw korzennych i dosłodzić miodem. 

Mleko migdałowe wydobywa dodatkowe smaki i w tym zestawieniu ta herbata bardziej przypomina smakiem czarną. Pyszny napój na każdą chwilę - niech was nie zniechęci kolor ;-). 

 20170804_054443

 

 

05:41, aga.the.script , napoje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 sierpnia 2017
kolano vs kolagen :-)

Kolagen jest białkiem budującym tkankę łączną wchodzącą w skład stawów czy ścięgien. Myślałam o nim ostatnio całkiem dużo ;-), oczywiście także z powodów, że w ostatnich kilku miesiącach biegałam znacznie więcej niż w poprzednich. Zaczęłam odczuwać pewną suchość w stawach (jeśli można tak to ująć) i z tego też powodu analizowałam temat kolagenu jak również ćwiczeń rozgrzewających przed i po bieganiu. 

Jeśli chodzi o kolagen to można oczywiście kupić różne preparaty. Cena przypuszczalnie będzie uzależniona od składu (czy będzie to jedyny składnik czy z innymi jak np. kwasem hialuronowym, glukozaminą itd.) oraz jakości hydrolizatu (cząsteczek), które mają być lepiej przyswajane przez organizm. W wielu preparatach składnikiem jest kolagen wieprzowy ale można kupić też kolagen z ryb. Zwykle preparaty z kolagenem są co najmniej wzbogacane o witaminę C, która sprzyja syntezie tej substancji. 

Zastanawiałam się niedawno czy w takim razie przy przeciążonych stawach (i starciu chrząstki)  pomocna byłaby doustna kuracja żelatyną. Na chłopski rozum byłoby to wskazane skoro kolagen w kapsułkach jest właśnie często pozyskiwany z żelatyny (wieprzowej bądź wołowej). Na jednym z forów znalazłam wypowiedź osoby, która twierdziła, że przy stanie zapalnym stawów pomogła sobie bardzo jedząc przez miesiąc codziennie żelatynę. Z kolei według innych osób (np. na stronie Pogromcy Mitów i także SFD ) twierdzenie, że jedzenie żelatyny może pomóc na stawy jest bzdurą min. z tego względu, że zanim żelatyna dotrze do jelit zostaje rozłożona jak każde inne białko na poszczególne elementy i przetransportowana gdzie potrzeba organizmie co oznacza, że tak naprawdę być może wcale nie wchłaniamy akurat kolagenu z żelatyny, którą spożyliśmy. Chociaż trzeba podkreślić, że zdania były tam podzielone :-) bo niektórzy twierdzili, że żelatyna to znany środek od dawna, o działaniu wspomagającym pracę stawów. 

Na jeszcze innej stronie znalazłam informację na temat tego co w naszej diecie wspomaga produkcję kolagenu w organizmie. Są to:

ciemnozielone warzywa (szpinak, kapusta, kapusta włoska szparagi) - zawierają luteinę, która pomaga budować kolagen, 

czarna porzeczka ze względu na dużą ilość witaminy C,

fasola (źródło kwasu hialuroniowego) oraz

buraki ze względu na dużą ilość krzemu, który buduje także włosy i paznokcie oraz również witaminę C

ziarna zbóż ze względu na glutamin i prolinę, które także wpływają na syntezę kolagenu. 

Z bardziej ekstrawaganckich rzeczy w tym temacie to dowiedziałam się niedawno o jedzeniu wieprzowych skórek? chyba gotowanych. Według koleżanki mojej mamy wpływają one w sposób znaczący na gładkość skóry (potwierdzone naocznie, że osoba wygląda relatywnie młodo ;-) i ma gładką skórę. Podobno również świetnym elementem diety na problemy ze stawami jest rosół na kurzych łapkach. 

Również na jednym z blogów poświęconych kosmetyce znalazłam także opinię bardzo dobrą o pewnym kolagenie rybim (kosmetyku), który można stosować nie tylko na twarz ale także jako środek po oparzeniu. 

Zastanawia mnie także czy w takim razie wystarczyło by jeść rybie skóry? Skoro kolagen występuje miedzy skórą a resztą tkanki? A wieprzowina lub wołowina mogą być nie do końca bezpieczne ze względu na priony, które mogą zawierać mimo takich a nie innych procesów wytwarzania żelatyny? 

W każdym razie postanowiłam się zastosować do innych ogólnych wskazówek i włączyłam do diety tłuste ryby, rosół ( długo gotowany, który na diecie SCD i tak je się często), galaretkę bez cukru oraz codzienną porcję soku z porzeczek lub innych jagodowych owoców. Jestem ciekawa jakie będą efekty. Trudno mi powiedzieć czy preparat na stawy, który biorę to placebo. Przenalizowała niedawno także jedną z wypowiedzi na temat preparatów tego typu na stronie prowadzonej przez farmaceutkę. Z opinii tam zamieszczonych jak i krótkiej ankiecie wśród bliskich mi osób (4), wynika, że każdemu pomaga co innego. Są osoby, którym bardziej pomaga sama glukozamina, a są takie, które chwalą sam kolagen. Natomiast z całą pewnością żeby odczuć działanie trzeba preparat przyjmować minimum miesiąc lub nawet trzy. 

 Warto też podkreślić zalety ćwiczeń rozgrzewających przed biegiem i ćwiczeń rozciągających po biegu. Dobrze rozciągnięte mięśnie lepiej trzymają stawy. Kiedyś ich w ogóle nie stosowałam. Teraz doceniam :-). 

 

18:57, aga.the.script , bieganie
Link Dodaj komentarz »
najprostszy koktajl z witaminą C

Zachęcam serdecznie do korzystania z tego co obecnie można kupić. Porzeczki, końcówka agrestu, jeżyny, maliny, wiśnie. 

Nawet przy ZJD/IBS można się cieszyć tymi owocami. Nie mam sama blendera kielichowego (jeszcze :-) i w związku z tym surowe owoce miksuję małym blenderem z wodą filtrowaną lub mineralną i po prostu przecieram przez drobne sitko. Po zblendowaniu masa naprawdę przeciera się błyskawicznie, a wszystkie pestki i skórki zostają na sitku. 

Składniki: 

1 blender + duży pojemnik/dzbanek 

1 szklanka czerwonej (lub czarnej)  porzeczki obranej  (lub np. pół kubka jagód i pół czarnej porzeczki lub agrest i porzeczka, jagoda i porzeczka czarna, wiśnia i jagoda - opcje zależą wyłącznie od waszego smaku) 

1 - 1,5 szklanki wody niegazowanej 

Porzeczkę zalać wodą. Zblendować ręcznym blenderem. Przelać przez drobne sitko i dodatkowo przetrzeć łyżeczką (zajmuje ok. 1-2 minut). Można zmiksować w proporcjach 1:1  (lub nawet z pół szklanki) wtedy otrzymamy gęstszy mus.

Można ewentualnie dosłodzić.

Mus można zamrozić i jeść jako sorbet. 

Jeśli chcemy inny deser można na bazie musu przygotować również galaretkę. 

20170803_113242

Witamina C jest ważna jak i ciemne antyoksydanty ponieważ: wzmacnia naszą odporność, wzmacnia naczynia krwionośne i wspomaga syntezę kolagenu. Osoby dużo ćwiczące lub biegające powinny także spożywać więcej witaminy C ze względu min. właśnie na kolagen, a także ogólne zalety (zmniejszamy ryzyko anemii przy częstych treningach). 

11:28, aga.the.script , napoje
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 sierpnia 2017
"Dieta dla alergików" - recenzja

Książka "Dieta dla alergików" wprawdzie ukazała się jakieś 10 lata temu ale wspominam o niej na blogu ponieważ sama kupiłam ją jakiś czas temu w tzw. taniej księgarni i mam nadzieję, że także i wam uda się na nią trafić. Zachęcam do przejrzenia i lub nabycia. 

Książka może być ciekawa dla wszystkich alergików lub osób, które podejrzewają u siebie alergie lub nietolerancje pokarmowe. Dosyć jasno i szczegółowo jest wyjaśnione na czym polegają alergie pokarmowe, jak przeprowadzać dietę wykluczającą oraz czym zastąpić produkt o którym myślimy, że może nas uczulać lub w inny sposób nam szkodzić. To w skrócie mówiąc pierwsza część, a druga to już klasyczna część kulinarna czyli przepisy. Przy każdym mamy zaznaczone jaki produkt NIE został użyty (odmiana spora w porównaniu z klasycznymi książkami prawda ;-)?; także nieraz jakie zastępniki możemy stosować. Wypróbowałam z tej książki kilka przepisów na pieczywa bezglutenowe i niektóre były naprawdę super (szczególnie polecam ciasteczka z kokosa i prosa - mają cudowny karmelowy zapach :-). 

Jeśli zatem uda się wam na nią gdzieś trafić, to zachęcam do lektury. 

"Dieta dla alergików"  (praca zbiorowa) wydawnictwo Samp 2007

20170802_092317

link do księgarni 

krótka recenzja video na stronie fan page na FB 

08:39, aga.the.script , literatura
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 74