www.pasza.blox.pl: książki, dietetyka, bieganie, pieczenie.. i nie tylko!
czwartek, 19 kwietnia 2018
żel siarczkowy do ciała Sulphur Busko Zdrój

Dziś chciałam Wam polecić :-) produkt, który uważam za przydatny zarówno z perspektywy biegania jak i dbania o ciało :-). 

Jako alergik i osoba wrażliwa na zapachy chcąc nie chcąc używam i szukam produktów kosmetycznych o raczej prostym składzie. I niezbyt perfumowanych. Poza tym od dawna jestem fanką polskich sól leczniczych - także do kąpieli. Nie mam obecnie wanny (także namoczenie jest niemożliwe :-) i preparat o którym dziś piszę w minimalnym stopniu uzupełnia te braki. 

Żel siarczkowy do ciała Sulphur Busko Zdrój w zasadzie jest prawie bez zapachu. Dodatek olejku eukaliptusowego poprawia mikrokrążenie, a zawartość siarczków działa leczniczo (lub wzbogacająco) na skórę. Produkty z wyciągiem z siarczkami używa się m.in. w leczeniu reumatyzmu i chorób skór. Są bardzo bogate w składniki mineralne i siarczki, które mają działanie przeciwzapalne.  Innym razem polecę Wam inny super produkt tej samej marki, który jest bardzo pomocny i skuteczny przy leczeniu kontuzji (używałam przy naciągnięciu mięśni i stanach zapalnych stawów). 

Produkty z tej serii to m.in. żel i balsam do ciała, a nawet krem. Pierwotnie kupiłam żel szukając produktu pomocnego przy poprawie krążenia w operowanej nodze (po usunięciu żylaków). Teraz czasem używam go na całe ciało. Wyciagi z soli zostawiają nieraz coś w rodzaju bardzo cienkiej warstwy, która zasycha na skórze ale w tym przypadku jest to bardzo bardzo delikatne.

Żel kosztuje ok. 17 zł - w mojej zielarni, w necie może odrobinę tańsze. 

20180419_072536

środa, 18 kwietnia 2018
przegląd prasy biegowej marzec - kwiecień 2018

Na co warto zwrócić uwagę w obecnych numerach  (kolejność alfabetyczna :-): 

Magazyn Bieganie (numer kwietniowy): 

jak zwykle bardzo dużo bardzo ciekawych artykułów: sporo informacji o kontuzjach, metodach rozpoznawania bólu i biomechanice ciała w trakcie biegania. Także o bieganiu na tzw. progach (różnego rodzaju).  Dochodzę do wniosku (pewnie niezbyt odkrywczego), że  warto zaprzyjaźnić się z fizjoterapeutą. Przyznam, że zaczynam serio myśleć o wizycie u osteopaty oraz właśnie fizjoterapeucie. Poznanie swojego sposobu chodzenia i biegania, stawiania stopy itd. z całą pewnością może nas ustrzec przed wieloma kontuzjami, a także przyczynić się do lepszej mechaniki biegu co jest istotne z perspektywy lat, które chcę na to poświęcać :-). 

- jak zwykle testy produktów tym razem są to wiatrówki: szczególnie ważny element garderoby dla biegaczy ale także triathlonistów. Z myślą o tych ostatnich można również przeczytać spory artykuł o różnicach między rowerem uniwersalnym, a szosowym. 

Magazyn Runner's World edycja polska (marzec-kwiecień 2018: od tego numeru to dwumiesięcznik w wersji papierowej): 

Na okładce wita czytelników Joanna Jabłczyńska. Przyznam, że trochę rozczarował mnie wywiad z nią. Nie jakością ale długością :-). Miałam wrażenie, że jest urwany w połowie ;-) bo Joanna znana jest z  miłości do roweru, a bieganie dopiero od pewnego czasu chyba stało się także ważnym elementem w jej treningach. 

W każdym razie w środku dwa główne dla mnie tematy to przygotowanie do półmaratonu (plany treningowe na różne opcje, porady itd.) oraz jak schudnąć biegając i nie narażając się ani na efekt jojo ani na wygłodzenie. Poza tym jak zwykle: testy obuwia, ćwiczenia, trochę przepisów i porad żywieniowych, felietony i artykuły (szczególnie polecam tekst o Robercie Gibb, która jako pierwsza kobieta przebiegła maraton bostoński w 1966 roku!) 

Magazyn Ultra marzec - kwiecień 2018

W tym z kolei magazynie na dzień dobry wita nas Agata Matejczuk. Może jej nie znacie ale ja pamiętam ją z filmy dokumentalnego "Biegacze" gdzie podziwiałam bardzo jej udział w biegu ultra jakieś 2 miesiące po porodzie (recenzja). Jak można się dowiedzieć z wywiadu (tym razem długiego :-) dzięki dobrej woli i pomocy wielu zaangażowanych osób, Agata będzie mogła w tym roku w wystartować w wymarzonym UTMB. Podziwiam zarówno inicjatorów pomysłu jak i wszystkich, którzy zechcieli wesprzeć Agatę. 

Ponad to (jak zwykle :-) wiele ciekawych artykułów: kilka opisów biegów ultra (od polskich przez Hawaje i Gran Canarię), testy i recenzje butów na skaliste szlaki oraz odzieży Kalenij (także oczywiście na dalekie biegi). Także w związku z nadchodzącą wiosną ostrzeżenie przed kleszczami; trochę ćwiczeń jogi, kilka przepisów na pożywne dania z zieleniną oraz wiele innych cennych informacji. 

 20180419_053340

 

 

14:36, aga.the.script , bieganie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 kwietnia 2018
Nathanael Johnson "Ekożycie pod lupą" - recenzja

Bardzo ciekawa książka . Tak można by ją podsumować :-). Rozwijając zdanie należało by dodać: dla osób, które są ciekawe świata i nie boją się kwestionować własnych poglądów albo ich zmieniać. 

Przewodnich tematów w książce jest kilka. W zasadzie każdy rozdział jest bardzo rozbudowanym reportażem. Autor z reguły poszukuje odpowiedzi na pytania, które sam stawiał sobie lub do których stawiania zmusiło go życie. Urodzony pod koniec lat 70. minionego wieku, był wychowywany przez rodziców, którzy uważali, że dzieciństwo bez cukru, telewizji i nadmiernego kontaktu z cywilizacją sprawi, że Nathanael i jego brat będą .. No właśnie - kim? Szczęśliwymi ludźmi bez próchnicy? Przystojnymi młodzieńcami o genialnych umysłach nieskażonymi głupimi kreskówkami? A może ponurymi inteligentami, których cierpienie świata sprowadzi do szamańskich metod leczenia depresji? 

 Dzieciństwo Nathanaela Johnsona w jakiś sposób na pewno było bardzo szczególne. Ilu rodziców pragnie zdrowych i szczęśliwych dzieci? Wielu. A ilu jest w stanie ochronić swoje potomstwo przed zanieczyszczoną atmosferą, skażeniami gleby lub problemami społecznymi? Chyba nikt. "Ekożycie pod lupą" to rodzaj konfrontacji dorosłego człowieka, którego dzieciństwo było nieco inne niż średniej krajowej, razem z tym co poznał, zyskał lub stracił wchodząc w relacje z teraźniejszym amerykańskim społeczeństwem. Johnson sam stawia sobie pytania lub usiłuje odnaleźć właściwe odpowiedzi. Jak pokazuje w swojej książce, bardzo często bardzo trudne jest zarówno trafne postawienie pytania jak i znalezienie jedynej słusznej odpowiedzi.

Tematyka o której pisze z jednej strony jest dosyć szeroka. Z drugiej w dużym stopniu dotyka codziennego życia zwykłego człowieka. Choć trzeba dodać, że raczej takiego, który sam zadaje sobie pytania lub po prostu ma pewne przemyślenia na niektóre tematy. To o czym pisze autor to m.in. sprawa porodu naturalnego (co jest lepsze lub gorsze: cesarka czy poród naturalny), mleka i zdrowotnych probiotyków (czy słuszne jest, że w Stanach bardzo ogranicza się i kontroluje sprzedaż niepasteryzowanego mleka?), czy jedzenie warzyw jest współcześnie zdrowe (zważywszy na to ile pestycydów i trucizn mogą mieć w sobie), jak pogodzić idealistyczne wyobrażenie o pięknej naturze i drzewach z prowadzoną polityką wyrębu (i zadbać o przyszłość lub nie zniszczyć wszystkiego co mamy na Ziemi), czy szczepionki mają sens czy nie, jak tworzy się skalę porównawczą do badań naukowych,  a nawet także o hodowli wieprzowiny i rynku nasienia (tak jest przy masowych hodowlach). Generalnie rzecz biorąc są to nie tylko bardzo szczegółowo napisane rozdziały. Autor jak najbardziej rzetelnie i wiarygodnie starał się zgłębić każdy temat. Często pisze właśnie np. o swoich wyobrażenia idealnego eko świata albo o tym jakie było jego dzieciństwo, a z czym przyszło mu się mierzyć gdy założył rodzinę itd. W zasadzie żaden z tematów czy pytań nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Johnson praktycznie przy każdym rozważanym temacie pisze także o procesach społecznych, które zmieniły wiele sytuacji. Jego obserwacje dotyczą nie tylko zmian, nieraz narzuconych odgórnie (jak np. wojna). Co jest ciekawe zauważa także wiele szczegółów, które często umykają. Teraz myślę, że zwłaszcza w dobie wiedzy z internetu kiedy każdy może zdobyć argument za i przeciw konkretnym teoriom (choć z badaniami naukowymi bywa tak samo ;-). Ilustruje to chociażby przykład rozważań dlaczego ludzie często cenią medycynę alternatywną bardziej niż konwencjonalną. Bardzo skrótowa i uproszczona odpowiedź: ponieważ w tym drugim przypadku z reguły poświęca im się więcej czasu. A konwencjonalna medycyna obarczona różnymi systemami, przelicza tylko choroby i chorych, a nie dba o to czy ktoś ma pewien komfort psychiczny np. w czasie leżenia po operacji w gorącej, wieloosobowej sali (gdzie załóżmy, że np. lepsze warunki mogłaby skrócić rekonwalescencję itd.). 

Przyznam szczerze, że trudno mi streścić książkę Johnsona. Zresztą nie ma to najmniejszego sensu ale naprawdę podziwiam autora za ogrom pracy,który włożył w próbę usystematyzowania wiedzy o otaczającym go świecie. Oczywiście w zakresie pytań na wybrane tematy. Dla mnie było to bardzo ciekawe ponieważ sama, jako idealistka, marzę o równowadze natury i człowieka. Po przeczytania rozważań autora, który borykał się z podobnymi wizjami i pytaniami, wiem jedno. Kompromisy są możliwe ale wymagają zrozumienia wielu różnych czynników i współpracy wielu (też bardzo różnych) ludzi. Czy zatrzymamy postęp cywilizacji? Pewnie nie. Czy nasze dzieci będą mogły skorzystać z bogactwa żywności, którą oznacza się tylko jako niskokaloryczną lub bez cholesterolu? Być może. Ale czy tak samo ich wnuki będą mogły biegać nago po dzikich lasach? Na to już trudno znaleźć odpowiedź. Każdy kto czasem zadaje sobie pytanie jak funkcjonuje współczesny świat i człowiek, powinien "Ekożycie.." przeczytać. Polecam!

Nathanael Johnson "Ekożycie pod lupą" wydawnictwo VIVANTE 2016

20180415_183130

05:40, aga.the.script , literatura
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 kwietnia 2018
Dominika Musiałowska "Insulinooporność" - recenzja

"Insulinooporność to stan obniżonej wrażliwości tkanek na działanie insuliny, hormonu odpowiedzialnego m.in. za regulowanie stężeń glukozy. W rezultacie poziom glukozy może przyjmować nieprawidłowe wartości. Stan ten może doprowadzić do cukrzycy typu 2., zazwyczaj jednak przez wiele lat udaje się uniknąć rozwoju tej choroby dzięki nadprodukcji insuliny (hiperinsulinizmowi). Hiperinsulinizm z jednej  ratuje przed cukrzycą,  z drugiej zaś strony wywiera niekorzystny wpływ na niektóre procesy w organizmie. "

 Ten cytat to fragment początku rozdziału pierwszego książki Dominiki Musiałowskiej "Insulinooporność". Dla wielu osób będzie to zapewne zupełnie nieznane określenie jakiegoś schorzenia. Mnie samą zainteresował ten temat po tym jak w mojej internetowej grupie biegowej pojawił się post czy są tu osoby biegające i mąjące właśnie insulinooporność. 

Hasło "insulinooprność" budzi skojarzenia z cukrzycą i w zasadzie są one całkiem słuszne. Jest to zaburzenie (medycyna nie traktuje tego jako odrębnej jednostki chorobowej), które wskutek nieleczenia może prowadzić do wielu innych schorzeń. Ogólnie mówiąc organizm nie radzi sobie z utrzymaniem prawidłowego poziomu insuliny we krwi. Może produkować jej zbyt dużo lub zbyt mało. Przyczyn insulinooporności może być wiele. Jedną z nich może być nieprawidłowa dieta ale może to być także skłonność genetyczna do takich zaburzeń; nieprawidłowe funkcjonowanie tarczycy, nadmiar kortyzolu itd. Przez wiele lat może nie dawać objawów ale w pewnym momencie może dać się odczuć poprzez min. przyrost masy ciała (mimo nie przejadania się), problemy z koncentracją, senność, zmęczenie, uczucie zimna, ochota na słodycze, napady głodu po 2-3 godzinach po posiłku (tzw. wilczy apetyt) oraz duże trudności w schudnięciu (mimo diety i ćwiczeń).

Diagnostyka podstawowa to wykonanie badań m.in. test obciążenia glukozą oraz HOMA IR czyli sprawdzenie poziomu glukozy i insuliny (po obciążeniu glukozą). Nieraz w ramach leczenia zostają włączone leki; czasem skuteczne jest bardzo zmiana żywienia na dietę z  niskim IG oraz aktywność fizyczna. 

 Książka Dominiki Musiałowskiej jest napisana świetnie :-). Nie tylko dla osób stricte zainteresowanych tematem. Z jednej strony w dosyć dokładny sposób tłumaczy czym jest insulinooporność. Zarówno w sposób powiedziałabym bardziej naukowy jak i potoczny. Autorka napisała książkę w sumie na poły autobiograficzną. Sama żyje z insulinoopornością od  dobrych kilku lat. Po zdiagnozowaniu zaczęła m.in. prowadzić bloga i stronę na FB, a publikacja jest niejako pisemnym ukoronowaniem wszystkich doświadczeń. 

Książka nie tylko podoba mi się z tego powodu, że sama uważam, że cukier to zło ;-). Oczywiście żartuję bo sama przecież również nieraz jem słodycze i produkty mocno przetworzone itd. Jednak moje problemy jelitowe doprowadziły mnie w ogólnym rozrachunku do diety niskocukrowej i dlatego też jestem zwolenniczką cukrów w postaci bardziej złożonej. W każdym razie "Insulinooporność" to znakomicie napisany poradnik. Pozwala nie tylko otrząsnąć się z szoku po diagnozie. Daje również wiele życiowych porad. Wielu pacjentów z tym zaburzeniem ma także problemy m.in. endokrynologiczne, u kobiet - często również hormonalne (PCOS), zaburzenia metaboliczne, nadciśnienie itd. Dołożywszy do tego kolejne problemy z poziomem insuliny: nie jest lekko. Każdy z nas chce być zdrowy. Niektórzy wolą ograniczyć się do leków i trzymać nadal ten sam styl życia.  Chociaż  insulinooporność daje się opanować w wielu przypadkach bez tabletek ale wymaga cierpliwości, zmiany wielu nawyków żywieniowych oraz.. innego podejścia do siebie lub życia :-). Jak wykazuje autorka w większość osób chorujących na insulinooporność oprócz diety powinno także na stałe (!) zażywać ruchu. Aktywność fizyczna (o większym lub mniejszym stopniu natężenia - wystarczą spacery lub coś co nam odpowiada: tenis, taniec, rower itd.) jest wręcz niezbędna do utrzymania dobrego działania diety i równowagi w całym organizmie. Szczególnie cenne dla mnie jest tej książce nie tylko to w jaki sposób jest podana wiedza. Niemniej wielkim skarbem są odautorskie refleksje na temat życia z tym zaburzeniem, a także jak sobie z tym radziła (radzi) autorka. Jeśli zatem borykacie się z tym problemem lub usłyszeliście właśnie diagnozę - głowa do góry! Dominika Musiałowska zorganizuje wam początek dalekiej podróży, której celem będzie lepszy stan zdrowia i komfortu waszego życia. Może na początku będziecie czuć się zagrożeni, zszokowani lub rozbici tym co was czeka. Dzięki "Insulinooporności" będzie o wiele łatwiej poradzić sobie z psychicznym i fizycznym wymiarem nadchodzących zmian. W książce jest nie tylko wiedza o samym zaburzeniu. Także porady i obserwacje dietetyka; przepisy; doświadczenia innych osób z tym zaburzeniem, informacje na temat produktów i ich Indeksów Glikemicznych, a także jak obliczać tzw. Ładunek Glikemiczny oraz jak nauczyć się przynajmniej akceptować jakąkolwiek aktywność fizyczną, jak nie upadać na duchu i znaleźć równowagę psychiczną, jak jeść na mieście itd.  oraz ponad wszystko - słowa otuchy i wsparcia od autorki. Polecam serdecznie zatem wszystkim, którzy (niestety) mają stwierdzoną insulinooporność. Także wszystkim pasjonatom dietetyki i tzw. zdrowego odżywiania się. 

PS. A bieganie przy diecie z niskim IG będę rozpracowywać nadal ;-). 

Dominika Musiałowska "Insulinooporność" wydawnictwo FEERIA 2017

Fundacja Insulinooporność

Bardzo serdecznie dziękuję cudownej p. Monice z Wydawnictwa FEERIA :-) dzięki, której uprzejmości otrzymałam książkę do recenzji. 

 20180409_080056

 

 

piątek, 06 kwietnia 2018
Jeff Galloway "Trening mentalny biegacza" - recenzja

Wspaniała lektura na wiosnę :-)!  Zarówno dla tych, którzy właśnie otwierają lub otwarli już sezon biegowy albo dla tych, którzy zamierzają dopiero rozpocząć przygodę z tym sportem. 

W zasadzie na każdym etapie uprawiania biegania motywacja jest niezmiernie ważnym elementem treningu. Obojętnie bowiem czy będzie to pierwszy bieg, a może i nawet tylko spacer. Może to być też kolejny trening z założonych. Za każdym razem musimy czuć w sobie "to coś" by chciało nam się założyć adidasy i pomknąć czy to na bieżni czy po okolicznych alejkach. 

Jeff Galloway jest znanym popularyzatorem biegania. Jego metoda to przeplatanie biegu i marszu. Według niego pozwala to osobom w każdym wieku, także o każdej wadze na przynajmniej bezpieczny i powolny trucht (oczywiście można to robić też w bardzo szybkim tempie). A jak wiadomo nawet taka forma ruchu nie tylko, że potrafi zachęcić do bardziej intensywnych ale także już sama w sobie jest bardzo fajną formą aktywności. Książka "Trening mentalny biegacza" to kolejna jego autorstwa. Tym razem mowa właśnie o królowej naszej psychiki (w zakresie wielu rzeczy :-) czyli o motywacji. Jak wspomniałam jest to nieodłączny element każdego treningu lub startu. Zawsze ale to zawsze nadchodzi moment gdy trzeba pokonywać swoje słabości, wewnętrzną lub fizyczną inercję. Wiem doskonale sama jak nieraz jest trudno zmusić się do wyjścia z domu albo jak to bywa gdy w połowie biegu dopada nas zmęczenie i zwątpienie czy uda się ukończyć. Galloway zna także doskonale te sytuacje. Dlatego książka poświęcona jest wyłącznie motywacji. Znajdziecie w niej w zasadzie odpowiedzi lub porady na prawie każdy aspekt. Zarówno począwszy od podjęcia samej decyzji o wyjściu na bieżnię lub do parku, a skończywszy na realistycznej ocenie czy mimo bólu dobiegniemy do mety. Według niego jednym z głównych zagrożeń w życiu biegaczy to zbyt wygórowane założenia odnośnie celów. Stresy dnia codziennego, zmęczenie po pracy czy znużenie wykonywanymi planami biegowymi także się dokładają do zamykania się w sobie i rezygnacji z treningu. A wystarczy często tylko odrobinę zmienić nastawienie lub po prostu rozłożyć sobie wszystkie sprawy na pomniejsze elementy. Wtedy mamy poczucie, że przynajmniej wiemy, że coś na dręczy lub męczy. I możemy chociażby zastanowić się jak to rozwiązać, a nie tylko rezygnować z aktywności fizycznej w imię "świętego spokoju". Nawet krótki bieg dostarczy nam energii, polepszy przepływ krwi i po prostu da nam lepsze samopoczucie.

Ponieważ jest to książką Jeffa Gallowaya więc wszystkie wskazówki odnośnie treningów, sprawdzania własnej kondycji i układania planów biegowych są podporządkowane jego metodzie marszobiegu. Zostały tutaj zawarte także wskazówki dotyczące diety, przygotowań do startu, regeneracji, kontuzji, oceny bólu itd. Jednak nadrzędnym jest temat motywacji. Dlatego też właśnie można przeczytać jakie Galloway stosuje słowa - klucze pomocne przy długich biegach. Jakie są metody wizualizacji. Możemy też przeczytać o sportowcach, którzy inspirują autora. Również poznać osoby, które dzięki bieganiu zyskały dodatkowy sens życia. 

"Trening mentalny biegacza" to świetny poradnik motywacyjny. Nawet jeśli nie stosujecie metody marszobiegu Gallowaya to i tak uważam, że warto ją przeczytać. Motywacja to nasza chęć wewnętrzna do osiągniecia jakiegoś celu. Może nim być również tylko lepsze samopoczucie. A bieganie jednym ze środków by to osiągnąć. Polecam serdecznie wszystkim biegającym! 

Jeff Galloway "Trening mentalny biegacza" Wydawnictwo HELION 

Serdecznie dziękuję niezwykłej p. Justynie :-) z  Wydawnictwa za otrzymanie książki do recenzji. 

20180406_082224

czwartek, 05 kwietnia 2018
ciasto z bananami

Niskosłodzone (prawie bez cukru)  ciasto z bananami i nadzieniem czekoladowym: 

3 bardzo dojrzałe banany (mogą być przejrzałe ) obrane i pokrojone w plastry

3 jajka - osobno żółtka i białka 

2 szklanki mąki pszennej

1 łyżka proszku do pieczenia bez fosforanów

1/2 szklanki oleju roślinnego

1/5 - 1/4  szklanki wody zimnej

1-2 łyżki prawdziwej esencji waniliowej (lub 2 krople olejku lub cukier waniliowy)

do posypania: po 2 łyżki grubych wiórków kokosowych i płatków migdałowych + 1 łyżka cukru trzcinowego

nadzienie: 4-5 sztuk pralin czekoladowych / kawałków czekolady (u mnie to mojej produkcji czekoladki z deserowej czekolady i ze skórką pomarańczową i z migdałem w środku)

- miarką była standardowa szklanka typu duralex

 Żółtka wymieszać z olejem i esencją. Mąkę z proszkiem. Białka ubić na sztywno. Do miski włożyć banany - część można rozgnieść ale nie całość. Ciasto będzie miało ciekawą fakturę. Wsypać mąkę i wymieszać widelcem równomiernie. Dodać żółtka z olejem i wodę. Wymieszać. Ciasto ma mieć konsystencję bardzo gęstego jogurtu. Dodać białka. Wmieszanie ich może chwilę potrwać ale udaje się spulchnić całe ciasto więc trzeba robić to delikatnie i dokładnie.  Przełożyć do korytka wyłożonego papierem do pieczenia. Wyrównać masę, wcisnąć czekoladki, wygładzić wierzch. Posypać wiórkami i płatkami i na końcu cukrem. Piec ok. 40-50 minut w 180 stopniach aż do zrumienienia wierzchu. Studzić w foremce. 

20180404_1932121

 Ciasto jest słodkie słodyczą z bananów. Dodatek deserowej pralinki daje bardzo fajny wyrazisty akcent. 

08:06, aga.the.script , słodkości
Link Dodaj komentarz »