run, read ..and bake!
czwartek, 16 listopada 2006
posmaki po paryskie

posmakowane rzeczy z paryża przywiezione:

- pasztety mięsne pyszne ponoć

- rum - hmm - zagadka dobrych skojarzeń: zasadniczo jak potem mi się przypomniało rumu nigdy nie lubiłam, a tan jak się okazało pachnie nieco lekarstwem dentystycznym do zęba, który wkładają w trakcie leczenia. lekko wykręca ..

- herbata zielona japońska sencha niepowtarzalna stanowczo

- ciastka z nugatem - takie sobie.dobre ale żadna rewelacja.

-czekolada z imbirem - jestem zawiedziona bo jest mało ostra,mleczna, z lekką tylko nutką imbiru kiedy akurat rozgryzie się mikrokawałek kandyzu

- orzechy w polewie kawowej (tajlandzkie chyba) - dobre bardzo bo nie są słodkie tylko nawet lekko słonawe ale zasadniczo mulące (produkt z objawami rzeczy, która ma tendencję do niepowstrzymywania przed definitywnym zakończeniem całej paczki czegoś ;-)  

czwartek, 09 listopada 2006
smakowe obserwacje paryskie - cz.2

zdobycze z paryża ;-)) :

wasabi

herbata zielona japońska sencha (ze sklepu chin-afryk-antyl-orient) - pyszna!

cukier vanilia bourbon

czekolada gorzka z imbirem (a jednak..)

cukierki z tamaryndowca (wspomniane)

kawa prazona, bezkofeinowa - coś w rodzaju zbożówki (że też nigdy nie wpadłam wcześniej na to, żeby parzyć ją w ekspresie !)

kawa z guatemali (arabica) i nowej papui

oczywiście - casiss ;-) no i rum z martyniki ;-)

płatki alg suszone (b.cienkie i juz lekko spreparowane) - gotowe do użycia albo do sushi albo do jedzenia ot tak ale myślę że będą też dobre do warzyw gotowanych lub smażonych

sos curry extra hot

pasta z chilli i soli

kupiłam też w prezencie pasztety z przyprawami,różne ale poza tym że ładnie wyglądają to nic  nie wiem dalej bo w końcu wege jestem. serów nie kupowałam bo nie wiem kiedy zobaczę się z rodziną a sama mam alergię na laktozę więc nie jem serów ;-) śmieszne było to że sklepie sieci champion (to samo co carrefour) odnalazłam ser camambert, który był wyprodukowany w polsce ;-) dla właśnie tej firmy .

inne widziane ciekawostki, obserwacje i tak dalej:

francuzi ogólnie rzecz biorąc to naród mało kanapkowy.zresztą jak wspomniałam bułek tak prawie nie ma.łatwiej kupić quische w kawałku albo tartaletki czy tartę z owocami itd. sysytem jedzenia jest taki, że rano kawa (o tym za chwilę ..), potem coś w ciągu dnia i wieczorewm ok. 21 kolacja - główne danie dnia. plus wino itd. co tu mówić - koleżanka tak powiedziała i przyznam, że w czasie tej pory kiedy akurat wychyliłam się przez okno to widziałam jak w kilku innych oknach było widac ludzi jedzących rodzinami kolację. co ciekawe - jest tam mało otyłych ludzi (naprawdę). jak już to w większości są to pochodzenia arabskiego lub cudzoziemcy. w każdym razie w Polsce jakoś bardziej łatwiej zauważam grubych ludzi.koleżanka mówiła zresztą że dla niej to niepojęte jak w Polsce może być tak, że po 40. większość facetów jest gruba lub ma brzuch tzw. mięsień piwny. tam jest to nie do pomyślenia.

co do kawy. śmieszne, że w stolicy jak człowiek idzie do śródmieścia to głównie ma kawiarnie sieciowe. osobiście przyzwyczaiłam się do kaw latte z dużą ilością ubitego mleka (mimo alergii.. ;-) no i te wszystkie nescafe, dailysy,heaveny i tak dalej. jak wie się gdzie skręcić żeby znaleźc fajną kafejkę to można to zrobić, a jak nie to pozostaje to co się znajdzie. w ten sposób, że my gonimy za światem - we Francji - przekonałam się, że gonimy za USA (jak to przeczytałam wczoraj w "Max" edycja niemiecka - a propos czegoś innego ale mnie rozśmieszyło "US und A .. "). A tymczasem w takim Paryżu trochę inaczej to wygląda. Przez dwa dni łaziłam po bardziej znanych miejscach i mniej znanych. Generalnie co jest oczywiście specyfiką państwa (kultura, tradycja, Francja) - jest pełno braserii (cudnych zresztą ;-) : z ciasteczkami, deserami, ew. kanapkami ale robionymi z 1/3 bagietki itd. Z sieciowych miejsc widziałam McDonalda, Starbucks i ... to chyba wszystko. A - jeszcze pamiętny z Londynu - pyszny lecz zimny - Hagendaz. W McDonaldsie na Champs Elizee można kupić super kawę - mają osobne stoisko, także z deserami. Kawa - b. dobra.Mocna,aromatyczna, z pianką. Ale serwują to chyba tylko tam bo w innych można kupić tylko zwykłą kawę z mlekiem. W Hagendasie kawa dobra, no a lody - wiadomo ;-) jadłam tam też ciasteczko, tzw.brioszkę czyli drożdżowe z pomarańczowym lub cytrynowym aromatem (ma specyficzny kształt). I było dobre ;-) Problem polega na tym, że jak się pójdzie do kafejki czy braserii to nie ma tam latte (tak, tak..) tylko cafe au creme (pewnie błędnie piszę) ale chodzi o to, że jest to kawa z większą ilością mleka. I dostaje się kawa ekspresso z mlekiem ;-) Także towarzysze z pufów sieciowych w Polsce - proszę się nie dziwić. Taką samą zresztą kupiłam na lotnisku a nazwało się to "duża kawa na mleku"..

w sklepach typu market zaskakujące jest ile produktów jest takich samych jak w polsce.słodycze, jogurty,niektóre sery. jest też całe mnóstwo innych rzeczy, których u nas nigdy nie będzie jak np. nadzienie do tart - warzywne i słodkie (gruszkowe itd.). czekolada nestle do robienia nadzienia do ciast albo polew tzw. kuwertury ale o wysokiej zawartości kakao. b. tanie są bloki z marcepanu też takiego do robienia ozdób. herbaty o wymyślnych smakach. no i wlaśnie a propos kawy jeszcze - b. powszechne jest tam, że kupuje się kawę od razu w porcjach umieszczonych w filtrach - o różnym kształcie - w zalezności od typu ekspresu. bardzo to ułatwia sprawę bo od razu wkłada się tylko taką porcję na miejsce w ekspresie a potem się wywala. jak dla mnie jednak kawa do ekspresu philipsa (chyba sopenso?) była słaba albo tak jakby miała mniejszą zawartość kofeiny. ale może to zbędne nawyki nałogowca ;-)

wina to osobna historia. piłam jedno z alzacji - b. fajne bo podobne do niemieckich rieslingów które bardzo lubię. cięższe, gęstsze, minimalnie cierpkawe w smaku i leciuteńko gazujące na języku po otwarciu butelki - pyszne jednym słowem.

generalnie reasumując, co większość ludzi i tak wie, jest tam znacznie większa kulutra jedzenia niż u nas i broń panie boże żeby to się zmieniło bo świat nawet nie fast foodów ale fast konsumpcji jest zbyt okropny i niecierpliwy na dobre kulinaria i eksperymenty ;-)

poniedziałek, 06 listopada 2006
smaki paryza

arabskie pikle - kalafior, marchew plasterkach, ogorek kiszony,cebulka malusienka - wszystko slone cholernie,z octu i lub jakby czesciowo kiszone.charaterystyczny smak chyba kolendry ktora stosuja czesto (koriander - brzmi z francuska jakos tak). z tego samego targu zielona papryczka z marynaty ale raczej gorzkawa niz ostra i juz nie tak zasolona oraz bob-fasola jak nazwalam - zolte ziarna straczkowe,plaskie, tez z marynaty octowej, tez z przyprawa jak wyzej. i harissa - pasta z chilli,soli i oliwy .

pieczywo - bulek nie znalazlam w piekarence - wiadomo ;-)) - bagietki i chleby biale. ale kupilam chlebek z orzechami - dobry, wilgotny ale taki raczej jak dla mnie bulkowo-obiadowy np. do gulaszu a na kanapki to nie bardzo.a, no i oczywiscie w piekarni pita obok bagietek itd.

ze sklepu chinsko-afrykansko-antylskiego : cukierynki z tamryndowca (!) czyli ostre (chilli),kwasne,slodkie - jednym slowem pysznosci. oraz cukierki z imbiru, plasterki marmolady imbirowej suszone, orzeszki arachidowe w polewie kawowej, tofu swieze, pelno bulw korzeniowych:bataty, rzodkwie i rozne inne rzeczy, ktore u nas widuje sie raczej na zdjeciach w ksiazkach kucharskich. aha, no i jeszcze np. algi ! suszone w plasterkach ;-) zywnosc bio ogolnie rzecz biorac jest droga.

 chwilowo musze konczyc te ekscytacje bo pada bateria w kompie ;-) zreszta za chwile ide do sklepu.. (wczoraj na targu patrzac na slodycze typu czekolada z orzechami, w roznokolorowych opakowaniach itd.) poczulam sie jak male dziecko komunizmu wychodzi ze mnie - kupowac, kupowac i jesc te wszystkie mleczne pasty,orzechy, rodzynki i ciastka i zelki.. a nie tak jak wczesniej tylko na swieta ;-)) ale kolezanka u kt. jestem z kolei w prawdziwych belgiskich czekoladkach odnalzala.. smak jedynej,prawdziwej,dobrej,polskie pasty z dziecinstwa komunizmu czyli robionej tzw.czekolady z mleka w proszku itd. wiec dziala to w dwie strony ;-))

wtorek, 31 października 2006
konfitura świąteczna - specjalna edycja ;-)

3/4 kg owoców z nalewki (śliwki i pomarańcza)

3/4 jabłka startego

pół paczki rodzynek

pół buteleczki olejku pomarańczowego

sok z 1 cytryny

żelfix 3:1, cukier

taaak, wyszedł całkiem dobry przysmak dla niedźwiadków świątecznych ;-) zapakowałam to w małe słoiczki bo jest bardzo słodkie, z posmakiem alkoholu i pomarańczy. smakuje podobnie jak nadzienie do piernika świątecznego. stanowczo dobre ;-)

a wszystko dzięki żelfixowi ..

12:35, aga.the.script , przepisy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 października 2006
tofu marynowane z czosnkiem

jest to ten sam przepis który kiedyś podawałam. różnica jest taka, że oryginale marynuje się ser feta, ja zrobiłam wersję z tofu i jest niezłe:

paczka tofu zwykłego ( w kawałku)

kilka ząbków czosnku

pieprz, tymianek, bazylia, sól

olej z pestek wingoron (akurat ten bo lubię ale może też oliwa)

ser pokroić w kostkę, czosnek w plasterki. kłaść w słoiku warstwami:ser, czosnek,przyprawy (każdej po trochu - sól też bo tofu z wody jest niesolone), ugnieść, następną warstwę i tak do końca składników. zalać olejem, powtykać patyczek cienki żeby przebić ew. bąble powietrza i jak trzeba to zalać dodatkowo olejem. odstawić na kilka dni do lodówki lub w chłodne miejsce.

14:30, aga.the.script , przepisy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 października 2006
ciastka sezamowe z solą

mąka pszenna ok. 35o g

opakowanie serka grani

3/4 kostki margaryny (masła)

ew. zimna woda

sezam prażony mocno ok. 100g

z mąki, sera, tłuszczu i wody wyrobić ciasto jak na kruche. dodać sezam, wmieszać i wyrobić razem. odstawić do lodówki na kilka godzin. piekarnik nagrzać do 200 stopni, blachę wysmarować tłuszczem, z ciasta odrywać kulki rozpłaszczać je najcieniej w rękach na ciasteczka. posolić na blaszce . piec ok. 20 minut. po upieczeniu gorące wsypać do miski i jeszcze raz posolić i wymieszać. (oczywiście można wałkować, wykrawać itd. ale mi się nigdy nie chce ;-)

10:41, aga.the.script , słodkości
Link Dodaj komentarz »