HAPPEN! what I love..and bake.
piątek, 22 kwietnia 2005
ciasteczka na pocieszkę

Tego dnia za oknem wcale nie było ponuro. Wcale nie trzeba było rozgrzewać się herbatą ciepłą ani tym bardziej wkładką. Jednak samotne, nudne popołudnia niosą za sobą to ryzyko, że czasem trzeba jakoś zapewnić sobie przyjemność drobną. Taką niewielką, która nie obciąży budżetu ani nie rozszarpie i tak skołowanego umysłu. Zatem - cóż prostszego dla kogoś obdarzonego szafką pełną różnych wiktuałów jak nie upichcić czegoś? Oczywiście musi być to w miarę dietetyczne bo nawet samotne dziewczyny lubią pozostawać w gronie cudownych i uroczych panieniek o nienagannej (czasem..) figurze. W każdym razie wybierając między tuńczykiem w puszce oraz zieloną herbatą i suszoną fasolą, należało wybrać coś.. coś pysznego co zapełni miło brzuszek i pozwoli z optymizmem spojrzeć na świat. A ten był bardzo niespokojny i jakby nawet kręcił się za szybko..

Ciasteczka zdrowtne:

1 część mąki białej (np. ok 2 szklanek)

1 część otrąb pszennych (ok. 3/4 szklanki)

ciepła woda

kilka łyżek oleju

rodzynki, pestki dynki

cynamon, imbir, przyprawa do pierników

proszek do pieczenia ok. 2 łyżeczek

tarte jabłko

Mąkę wymieszać z otrębami oraz przyprawami. Dodać olej i ciepłą wodę - tyle żeby wyrobić w miarę gęste ciasto. Dodać rodzynki, pestki i wyrobić ponownie. Na końcu dodać jabłko. Ciasto nie powinno być za bardzo klejące. Uformować grubszy rulonik i ostrym nożem ciąć na plasterki, formując okrągławe ciastka. Kłaść na blaszce wysmarowanej olejem. Piec aż do nabrania żwawych rumieńców.

Ciastka te nie są kruche lecz raczej twarde. Można jednak dodać więcej tłuszczu i proszku do pieczenia wtedy powinny być bardziej pulchne.

niedziela, 30 stycznia 2005
Dzidzia Piernik Story

Dzidzia Piernik Story

Dość karnawału, kończę z iluzją!

Wcale tego nie chciałam. Nie chciałam zakładać tych skarpetek z każdym paluszkiem osobno uszytym, bo cisną i jest jeszcze zimniej niż bez nich. Ale nie miałam wyjścia bo wczoraj dopiero co przyjechałam do domu, a tu okazało się, że muszę iść koniecznie na imprezę, na której jak to okazało się mam spotkać swojego Niedoszłego Narzeczonego (znanego jako NN), który to z kolei był łaskaw puszczać do mnie oczka w czasie sylwestra a gdy przejęłam ster działań zmierzających do zacieśnienia naszych więzów, to oczywiście okazało się, że on jest kompletnie pijany i po prostu zasnął na kanapie w trakcie mojej przemowy, co było jednocześnie jednoznacznym policzkiem wymierzonym mojej kobiecości i atrakcyjności, która z kolei była załamana już poprzednio brakiem odpowiednich bodźców do jej rozwijania no bo jak tu pracować w warunkach gdy wszyscy są zajęci, nieszczęśliwi lub właśnie zaczynają nowe życie bez zbędnych obciążeń, no więc to wszystko spowodowało, że chociaż nie chciałam zakładać tych skarpetek bo i bez tego marzną mi ciągle moje kończyny, ale musiałam to zrobić bo skoro te wszystkie czynniki doprowadziły moje samopoczucie do upadku i demoralizacji wewnętrznej to czyż nie było to jedynym ratunkiem na poprawę ostatniego bastionu godności własnej? I tak ubrana w czerwonoczarne nożne futerałki, różowy szalik, bordowy polar i granatowe dżinsy oraz sandały wyszłam na mroźną ulicę i napotkałam pierwsze zdumione spojrzenie przypadkowego przechodnia (znanego jako PP), to wiedziałam, że było warto nawet gdyby sklep spożywczy był jeszcze dwie ulice dalej.

CZOKLET NA HUMORY:

Do gorącej płynnej czekolady dodać chili, mniej więcej pół łyżeczki na małą filiżankę.

W zależności od rozpaczy lub braku ognia w ciele zaleca się nawet większe dawki papryki ;)

Czekoladę do picia, można w domu przygotować dzięki kupnej, porcjowanej czekoladzie jak np. Lindt lub innych firm . Pilnować się przepisu i zagotować dwa razy – będzie gęstsza. Można także po prostu :

  1. mając mikrofalówkę: włożyć do filiżanki kilka kawałków czekolady, zalać niewielką ilością mleka (najlepiej 3,5%) i podgrzać, zamieszać do rozpuszczenia, zagotować.
  2. kuchenkę gazową – podobnie tylko że przygotowywać w garnuszku lub chcąc przysporzyć sobie dumy i satysfakcji filiżankę wstawić do tzw. kąpieli wodnej (garnek z gorącą wodą).

W obydwóch przypadkach są jednak bardzo duże szanse na to, że będą one rzadsze niż te gotowe do zrobienia.

niedziela, 23 stycznia 2005
w stronę orientu

Opowieści Tysiąca i Jednego Paszy

Tego wieczora Pasza siedział sobie na wysokiej acz nieuklepanej odpowiednio górce puchowych i atłasowych poduszek. Ciągle to jedna, to druga rozjeżdżały się w prawo lub lewo, a na wet czasem do tyłu. Pasza był bardzo niezadowolony. Usiłował właśnie kontemplować przecudny zachód słońca nad pełnym przepychu jego własnym miastem. Wieżyczki minaretów dumnie obnosiły swoją urodę pomiędzy niższymi z natury dachami domów zwykłych mieszczan. Dachówki lśniły ciemną czerwienią a słońce dodawało im złotego blasku. Ludzie radośnie mościli swe zadki na niemniej kolorowych taboretach i sofach. Nargile już czekały na wonne tytonie, a kolejne imbryki z kavą zaczynały wjeżdżać na niskie stoły. Nie, stanowczo nie – pomyślał Pasza – to miasto nie jest całkiem zwykłe. Cóż, nie ukrywajmy, że poznawszy choć odrobinę uroki Mahvaty, trzeba było przyznać tym rozważaniom co najmniej odrobinę racji. Pasza poklepał się zatem uspokojony po brzuchu. Kolacja była całkiem zadowalająca ale.. ale.. brakowało jej tego jedynego, niepowtarzalnego akcentu, który niczym kopuła zwieńczał Hagię Sophię. Akurat korytarzem przemykała się Scheherazada. Było widać, że wybiera się na jakieś dycho albowiem ubrała co lepsze szatki, które oczywiście stosownie odkrywały kawałki jej uroczego ciałka. Ej ty! – krzyknął Pasza – Chodź tu. Już dawno temu miałem ciebie się pozbyć ale swoją gadatliwością sprawiłaś, że musiałem kupić sobie dyktafon oraz skatalogować porządnie te opowieści bo już zaczynałem się gubić w domysłach czy to pięćsetna opowieść czy też jedziesz drugi raz od początku.. Dziewczyna wprawdzie nie poczuła się zagrożona, niemniej jednak dygnęła przed Paszą. Od razu przeszła do rzeczy. – Rozumiem, że deseru nie było.. Pasz drgnął zdumiony jej przenikliwością. – No naprawdę, jesteś niesamowita.. Szecherezada popędziła zatem do kuchni by wydać odpowiednie polecenia, a sama pośpieszyła na kurs tańca brzucha. Nie na darmo w końcu nauczyła się pić piwo, od pewnego jasnowłosego turysty..

Kruche ciasteczka w stronę orientu:

  • porcja kruchego ciasta z pół kilograma mąki.
  • kilka (kilkanaście) orzechów włoskich, posiekanych
  • 3-4 figi suszone, pokrojone na małe kawałki
  • garść ziaren słonecznika
  • kilka łyżeczek cukru
  • kawałek masła całkiem spory (ok. 20-30 g)
  • kilka łyżeczek cukru
  • imbir cynamon
  • jajko

Bakalie wymieszać, dodać cukier. Na patelni rozpuścić masło, dodać bakalie i smażyć kilka minut uważając żeby za bardzo się nie skarmelizowały. Przestudzić. Ciasto podzielić na porcje i rozwałkować jak najcieniej. Jeden kawałek położyć na wysmarowanej tłuszczem blaszce. Masę wymieszać z rozbełtanym jajkiem. Posmarować tym ciasto, posypać przyprawami i przykryć drugim kawałkiem, też cienko rozwałkowanym. Docisnąć. Piec do jasnego zbrązowienia ciasta.

1 ... 71 , 72 , 73 , 74 , 75