run, read ..and bake!
sobota, 30 grudnia 2017
ucierane ciasto z bakaliami

Ciasto miało być możliwe klasycznym szkockim ciastem o pięknym wyglądzie :-). Chciałam upiec na święta ale ostatecznie padło na Nowy Rok :-). 

Z braku niektórych składników oraz dostępności innych :-),  zmieniło swój skład na rodzaj ciasta ucieranego. Zamiast cukru używam - po raz pierwszy - mieszanki  Susaron: zagęszczonego soku z winogron, jabłek i syropu chleba świętojańskiego (o mniejszej ilości kalorii od cukru 100g - 295 kcal; łyżeczka 14kcal  i niższym IG).  Przyznam, że nie do końca mam przekonanie do słodzików choć syrop też nie jest bardzo naturalnym produktem. Wolę jednak cukry złożone niż sam cukier, nawet w ciastach dla "normalsów". Przepis na zwykłej pszennej mące - tym razem dla konsumentów zwykłej mąki . 

150g masła o temperaturze pokojowej 

4 łyżki syropu (ewentualnie miodu - w cieście są bakalie i wg mnie nie ma co więcej słodzić :-)

3 jajka o temperaturze pokojowej

225g mąki pszennej

2 łyżeczki proszku do pieczenia bez fosforanów 

ok. 200 - 250g suszonych i posiekanych mieszanych bakalii (śliwki, morele, orzechy nerkowca, żurawina i w tym  kandyzowany imbir 50g) 

łyżka delikatnych przypraw korzennych (Kamis) - oryginalnie to "pumpkin spice" czyli podobny zestaw

płatki migdałów do posypania ok. 50g

Piekarnik włączamy i nagrzewamy do 160 stopni.

Masło utrzeć z syropem na pulchną masę (mikserem lub okrągłą trzepaczką). Mąkę wymieszać z proszkiem i przyprawą. Dodać w 3 częściach do mąki, na zmianę z 3 jajkami (najpierw porcja mąki - utrzeć, potem jajko - utrzeć itd. Można mieszać mikserem, okrągłą trzepaczką lub widelcem) . Na końcu będzie to gęsta masa. Dodać posiekane bakalie. Wymieszać. Foremkę wyłożyć papierem do pieczenia, przełożyć ciasto. Wierzch posypać płatkami migdałów. Piec ok. godziny w temperaturze 160 stopni. Jeśli przypieka się zbyt szybko wierzch - przykryć kawałkiem folii aluminiowej. Ciasto samo w sobie jest mało słodkie, lekko korzenne. Trochę wyrasta. 

Przepis oryginalny: 

225g mąki pszennej / 1 łyżeczka przypraw korzennych "pumpkin spice" / 2 łyżeczki proszku do pieczenia/ 150g masła/ 150g cukru / 3 jajka / 450g bakalii (suszona porzeczka, morele, rodzynki) / skórka z pomarańczy starta / kandyzowa skórka pomarańczowa 55g/ opcjonalnie połówki wiśni kandyzowanych 55g - do ciasta i dekoracji/ opcjonalnie 1 łyżka whisky / oraz  115g blanszowanych migdałów, które układamy w piękny, kolisty wzór na cieście. 

Wykonanie jw. - masło + cukier utrzeć. Mąkę wymieszać z przyprawami, proszkiem i ucierać z resztą. Piec ok. 1,5 g w 150 stopniach. 

 

Wszystkiego dobrego na cały Nowy Rok! 

20171231_082752

 20180101_123805

22:12, aga.the.script , słodkości
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 grudnia 2017
Agnieszka Rylik "Nokaut" - recenzja

Biografia słynnej kick boxerki z Kołobrzegu. 

Agnieszka Rylik swoją sławę zdobywała powoli. Zaczynała jako dziecko, które chciało po prostu i uprawiało różne sporty. Potem był boks, a po boksie kick boxing. Najbardziej obsypany nagrodami. Sukces okupiony ciężką pracą. 

Książka jest autobiograficzna i taką ma postać. Czytamy ją w pierwszej osobie choć wysłuchał i spisał Wojciech Zawioła. Dziennikarz do którego sportsmenka od dawna ma zaufanie i dlatego podzieliła się z nim swoimi wspomnieniami i przemyśleniami. 

Całość jest zbudowana klasycznie tzn. poznajemy historię kickboxerki od początku do momentu obecnego :-). Szkoła podstawowa, liceum, pierwszy klub, studia itd. oraz szczegółowo opisana kariera sportowa, także we wszystkich jej etapach. 

Nie znam osobiście Agnieszki Rylik ale po lekturze można mieć wrażenie, że jest to silna osobowość. Twarda, nastawiona na sukces, korzystanie ze wszystkich aspektów życia ale także inteligentna, wrażliwa i ciepła. Sport zawodowy to niełatwy kawałek chleba. Nie zawsze mimo włożonego wysiłku udaje się uzyskać wyniki na pożądanym poziomie. Do ogromnego fizycznego nakładu pracy dochodzi także psychika. Umiejętności radzenia sobie nie tylko z presją chęci wygrania ale także z ludźmi, których napotyka się na swojej drodze. W dodatku, nie ukrywajmy, kick boxing kobiet nie jest dyscypliną o wielkiej popularności. Wprawdzie i tak jest bardziej popularny niż kiedyś ale nadal może się wydawać, że to dosyć niszowy sport. W dodatku często budzący albo kpiny albo śmiech. Agnieszce Rylik z całą pewnością udało się kilka rzeczy: zrealizować świetną karierę sportową, wykorzystać jej doświadczenia w dalszej pracy, a także założyć rodzinę. "Nokaut" to fajnie spisana biografia i warto ją przeczytać szczególnie jeśli kiedyś należało się do fanów, a teraz chce się przeczytać dobrą książkę o prawdziwym życiu sportsmenki. Dla mnie jest to także opowieść o życiu inteligentnej, energicznej, aktywnej, walecznej (zawsze!) i konsekwentnie idącej do celów osobie.

Agnieszka Rylik "Nokaut. Historia bokserki" Wydawnictwo Edipresse Książki 2017 

link do księgarni internetowej

książkę recenzowałam pierwotnie dla portalu Dla Lejdis

08:42, aga.the.script , literatura
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 grudnia 2017
domowe czekoladki z pastą kokosową

To ciąg dalszy w temacie świątecznych łakoci. Chciałam zrobić coś na wzór kuleczek z masą kokosowo-rumową. Wyszło bardziej wytrawnie ale uważam też, że fajnie i że to początek do dalszych kreatywnych przepisów. No i że :-) to świetna metoda na smaczne kalorie przed lub po intensywnym treningu :-). Temat jeszcze będzie powracał :-). 

2 czekolady gorzkie (jedna 60%, druga 70%)

ok. 100g pasty kokosowej Amaizin (zakochałam się w niej; jest to po prostu mielony miąższ kokosa - masę zrobiłam 200g ale zużyłam na tą porcję połowę) 

łyżka lub dwie miodu płynnego 

opcjonalnie łyżka alkoholu 40% 

Pastę wyjąć z pudełka. Wymieszać z miodem i alkoholem. Myślę, że można dodać ewentualnie bardzo drobno krojone rodzynki lub skórkę pomarańczową. 

Dalsze postępowanie jest zależne od dostępnych opcji: 

- osobiście włożyłam pastę do szczelnego pudełka i włożyłam do lodówki. Po kilku dniach smak alkoholu wyparował, a pasta okazała się być sztywnym kawałkiem masy. Utemperowałam czekoladę. Częścią wylałam foremki, pokruszone kawałki masy włożyłam i zalałam ponownie czekoladą. Ponieważ się śpieszyłam - kolejny spory kawałek pokroiłam na większe i mniejsze kawałki i tak zanurzałam w czekoladzie. 

- jeśli będziecie chcieli zrobić coś z przygotowanej masy od razu: myślę, że da się formować kuleczki i zanurzać w czekoladzie. Albo przygotować formę do zrobienia czekolady i zrobić duża tabliczkę. Albo jeszcze proponowałabym masę włożyć do pojemnika (wyłożonego folią spożywczą lub papierem do pieczenia żeby było łatwiej wyjąć), wyrównać, pokroić nożem w pojemniku, zamrozić. Utemperować czekoladę, masę wyjąć z pudełka, pokroić do końca na kawałki, zanurzać w czekoladzie i odstawić do zastygnięcie. 

Temperowanie czekolady jest o tyle ważne, że daje jej ładnego blasku plus powoduje, że nie traci ona konsystencji w temperaturze pokojowej (czyli czekoladki nie miękną za bardzo). Temperuje się wyłącznie prawdziwą czekoladę (z masłem kakaowym; niektóre tanie mają masło roślinne zamiast). Ja zwykle robię to najprostszą metodą - rozpuszczam 3/4 w kąpieli wodnej i 1/4 dodaję pokruszoną i mieszam aż do rozpuszczenia. 

Moja wersja tych czekoladek kokosowych jest w sumie mało słodka; sycąca i kokosowa w smaku (ale nie nazbyt jak przy wiórkach). 

20171221_082207

niedziela, 17 grudnia 2017
kilka słów o żelach i napojach izotonicznych

Niedawno brałam udział w wykładzie na ten właśnie temat. 

Żele zwykle stosuje się w czasie długich biegów; podobnie jest z napojami izotonicznymi chociaż ich używają się także przy mniejszym wysiłku lub po prostu jako gaszące pragnienie . Dobre nawodnienie i źródła łatwo przyswajalnej energii to ważny element strategii do wykonania (z sukcesem :-) długotrwałego wysiłku. 

Co uważam  za szczególnie warte przekazania ? 

Należy dbać o nawodnienie jeśli nasz wysiłek trwa dłużej niż 1 godzinę. Generalnie uważa się, że poniżej tego czasu nie ma potrzeby stosowania napoi izotonicznych i wystarczy sama woda. 

Żele 

Jednym z głównych lub głównym składnikiem żeli jest glukoza ( lub fruktoza, maltodekstryna, sacharoza). Wynika to z tego prostego faktu, że jest dobrze wchłanianym cukrem (o maltodekstrynie pisałam niedawno przy okazji stewi w proszku. Ogólnie myślę, że z punktu widzenia dietetycznego nie wiem czy taką  stewię poleciłabym komuś na diecie odchudzającej ale sportowcowi - raczej tak. Właśnie ze względu na szybką wchłanialność ). Dzięki temu zawodnik w krótkim czasie dostaje dawkę energii. Do lat 90. uważano, że maks wchłaniania na godzinę to było 60g. Obecnie uważa się, że można zwiększyć to o kolejne 30g ale przy sportach trwających ponad 2,5 g. Jeśli doda się do glukozy fruktozę to zwiększa to ogólnie wchłanialność (w zakresach podanych). Przy czym przy wysiłku trwającym dłużej niż 5 godzin jak się okazało - skład zasadniczo nie ma znaczenia (tzn. czy będzie to sama glukoza, glukoza - fruktoza czy glukoza - sacharoza). 

W kupnych żelach średnio - jedna saszetka zawiera średnio między 15-30g węglowodanów. Należy zatem dokładnie czytać opakowania żeby móc samemu wymierzyć sobie ilość i częstotliwość przyjmowania żeli. Trzeba też zwrócić uwagę czy  żel należy popić wodą (i uwzględnić to w ogólnym planie nawodnienia) - zwiększa to absorpcję.  Są to koncentraty energetyczne dlatego tez dobrze jest w czasie przygotowań wypróbować jakie dobrze służą naszemu żoładkowi i jelitom (duża zawartość cukrów może nieraz powodować problemy gastryczne). Oczywiście ważna tez jest funkcjonalność opakowania i tego czy dobrze się je nam otwiera w czasie aktywności fizycznej  itd. 

Co powinno być w składzie żelu? Poza węglowodanami dodaje się często także sole mineralne. Na szczególną uwagę zasługuje sód ponieważ wytraca się go wraz z potem. Jest to bardzo indywidualne. Dlatego też przy dużym wysiłku można dodatkowo stosować sód w kapsułkach lub tabletkach. Dodanie więcej soli do izotoniku może spowodować, że zawodnik nie będzie chciał go wypić, a jednym z celów jest nawodnienie więc w tej sytuacji używa się np. izotoników oraz dodatkowo sodu. Jeżeli chodzi o inne dodatki to magnez lub potas czy wapń warto także regularnie dostarczać w diecie (codziennej), a nie tylko traktować jako konieczną składową żelu. Dodatek witamin jest raczej przereklamowany ;-) tzn. że realnie nie ma to większego wpływu na wydolność 

Na koniec wspomnę o kofeinie. Według badań niewielka zawartość kofeiny nie nasila diurezy (choć u kobiet może tak). Warto jednak pamiętać, że duże dawki kofeiny bez odpowiedniego nawodnienia (i soli mineralnych) mogą nieraz wpłynąć negatywnie na zawodnika, szczególnie przy długotrwałym wysiłku. 

Napoje izotoniczne 

Jeżeli chodzi o napoje izotniczne to można przygotować je samemu w domu. Podstawowy przepis to 1 l wody, miód - 60g, sól - 2g. Inną alternatywą jest np. woda kokosowa. Generalny podział to napoje izotoniczne (nawadniające i z węglowodanami), hipotoniczne (dobrze nawadniające, mało węglowodanów) oraz hipertoniczne (mało nawadniające ale z dużą zawartością węglowodanów - mają głównie dostarczyć energii np. po intensywnym wysiłku). Jak wspomniałam dla zawodników ważny jest też smak, nie tylko zawartość węglowodanów. Wbrew pozorom jest to istotne, szczególnie przy długotrwałym wysiłku żeby nie trzeba było zmuszać się (lub zawodnika) do picia.

Podaż napoi izotonicznych jest również ważna z tego powodu, że dostarczają one wody i energii (glikogenu) nie tylko do ciała i mięśni ale także do mózgu. Dzięki temu nawet przy sporym wysiłku zawodnik jest w stanie dobiec do mety (mówiąc kolokwialnie) ponieważ uważa, że ma na to siłę psychiczną - nawet jeśli realnie czuje, że fizycznie nie jest najlepiej. 

Obecnie najnowsze trendy w żelach idą w stronę użycia polimerów węglowodanów. Generalnie chodzi o to by znaleźć produkt szybko i dobrze wchłaniający się bez jednoczesnego obciążania żołądka. Zainteresowanym polecam stronę Maurten czyli producenta. 

Osobiście jestem z kolei bardzo ciekawa produktu MySpringEnergy . Jak producent reklamuje w składzie są węglowodany z bardziej naturalnych źródeł (niż stricte sama czysta glukoza).Dzięki temu poziom otrzymanej energii jest bardzie równomierny niż przy samym glukozowym kopie.  Mam zamiar je wypróbować za jakiś czas i na pewno o tym napiszę (w PL są dostępne stacjonarnie tylko w dwóch miejscach). 

 

 

17:51, aga.the.script , bieganie
Link Dodaj komentarz »
olej z nasion marchwii

Lubię wyszukiwać nowe produkty. Ten olej znalazłam niedawno w swoim ulubionym sklepie ze zdrową żywnością. 

W smaku chyba najbardziej przypomina natkę marchewki (jeśli ją kiedyś spróbowaliście ;-). Gromadzi w sobie zieleń i esencję marchewki. Jak doczytałam się w necie - ma dużo karotenu. Ponieważ sama mam wade wzroku i uważam, że w związku z tym muszę dbać o oczy dlatego też okresowo robię sobie kuracje witaminą A+E. Ponieważ odkryłam ten olej kilka tygodni temu więc obecnie spożywam go codziennie (około pół łyżeczki), zamiast przyjmować witaminy w kapsułkach. Wg niektórych okulistów dobrze jest przyjmować preparaty poprawiające widzenie właśnie szczególnie w okresie zimowym. 

Olej ze względu na swoje szczególne właściwości oraz bardzo ciekawy smak ma zastosowanie dla mnie zarówno zdrowotne jak i kulinarne (wyłącznie na zimno). Można fo także stosować zewnętrznie na skórę - na pewno nada jej piękny koloryt, a ze względu na witaminy może mieć również zastosowanie lecznicze. Polecam wszystkim odkrywcom nowych smaków, naturalnych prodyktów oraz fanom tzw. super food. 

Producent Dary Natury. 

olej z nasion marchwii

08:59, aga.the.script , produkty
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 grudnia 2017
"Cabin Porn" Zach Klein - recenzja

Nie, bynajmniej nie jest to recenzja książki o porno. Tytuł wziął się raczej ze skojarzeń występujących w języku mediów elektronicznych. Począwszy od "food porn" czyli od nasycania się wizualnie i tekstowo jedzeniem aż min. po "Cabin Porn" czyli wyszukiwanie i fotografowanie pięknych, starych, stylowych lub dziwnych schronień ludzkich oraz ich tworzenie. 

Tak właściwie można by to doprecyzować. Książka Zacha Klein`a to papierowa wersja strony o podobnym tytule. Autor stworzył początkowo wersję elektroniczną cabinporn.com gdzie dodawał zdjęcia schronień czy rodzaju budynków w których tworzeniu sam brał udział. Z czasem wiele osób, z całego świata, także zaczęło dosyłać swoje zdjęcia i w ten sposób poniekąd powstała książka. A w zasadzie jest to album. Jak wspomniałam pokazuje zdjęcia schronień bo nie zawsze są to domy mieszkalne. W książce znajduje się 9 rozdziałów. Możecie w nich przeczytać i zobaczyć min. jak zbudować jurtę,jak zamieszkać pod ziemią, jak zbudować domek w którym wytwarza się syrop klonowy, jak zrobić dom na drzewie albo jak zaadaptować stare budynki / pomieszczenia o różnym przeznaczeniu  na cele mieszkalne. Wiele pomysłów jest naprawdę niezwykłych. Niektórym zdjęciom towarzyszą dłuższe teksty opisujące nieraz również niezwyczajne metody budowania i powstawania obiektów. Książka z całą pewnością jest przeznaczona zarówno dla osób interesujących się architekturą ale nie tylko w profesjonalny sposób.

Mnie do przeczytania skusiła pełna zieleni i przestrzeni okładka. Zach Klein pisze we wstępie o własnym miejscu spokoju wewnętrznego na Ziemi, który odnalazł w relatywnie niewielkiej odległości od Nowego Jorku (Beaver Breek). Dzieli je wspólnie z rodziną i grupą przyjaciół.  Zdjecie tego miejsca widać właśnie na okładce. Obecnie istnieje tam kilka "domków" wybudowanych własnoręcznie i umiejscowionych w lesie. Na miejscu organizowane są warsztaty dla osób chcących nauczyć się tradycyjnych metod budowania. W zbiorze wszystkich zdjęć podoba mi się ich niezwykłość, piękne kadry, wiele przestrzeni i zieleni, a czasem olbrzymia przytulność. Nieraz także przedziwna lokalizacja, a czasem naprawdę bardzo zaskakująca konstrukcja. Wszyscy musimy gdzieś mieszkać, a te zdjęcia oddają charakter, pomysłowość i fantazję wielu kreatywnych ludzi. Jednocześnie takich dla których własny miejsce na ziemi jest bardzo ważne. Fajne też jest to, że można się przekonać, że  nie trzeba mieć olbrzymich środków by stworzyć własne schronienie. Piękna książka ze wspaniałymi zdjęciami. Jeśli szukacie wytchnienia od miasta lub inspiracji do stworzenia własnego domku, to koniecznie zajrzyjcie do "Cabin Porn". 

20171217_0715011

Zach Klein, "Cabin Porn" wyd. Smak Słowa, Sopot 2017 

15:30, aga.the.script , literatura
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3