run.., love, read ..and bake!
poniedziałek, 07 sierpnia 2017
baton proteinowy "nuts&oats with pepper" Activlab

Wczoraj znalazłam w sklepie. Zaskoczył mnie zestaw, że z "nutą papryki" :-). Na plus też, że 70% to orzechy arachidowe, 10 % płatki owsiane. Reszta nie jest już może tak organicznie zdrowa ale to ostatecznie baton proteinowy za mnw. 4-5 zł. 

Po wyjęciu z opakowania ma się wrażenie, że to baton oblany w sosie pieczeniowym (żartuję trochę :-). Duże kawałki orzechów, całe lub łamane płatki. Lekko słodki w smaku i faktycznie z nutą papryki, tak na końcu języka. Jak na baton proteinowy w tej cenie i bez mleka/serwatki ogólnie uważam, że ok. W sumie uważam, że to całkiem fajna przekąska (oczywiście w tej kategorii), nie tylko przed biegiem. 

 20170807_075014

08:03, aga.the.script , bieganie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 sierpnia 2017
kolano vs kolagen :-)

Kolagen jest białkiem budującym tkankę łączną wchodzącą w skład stawów czy ścięgien. Myślałam o nim ostatnio całkiem dużo ;-), oczywiście także z powodów, że w ostatnich kilku miesiącach biegałam znacznie więcej niż w poprzednich. Zaczęłam odczuwać pewną suchość w stawach (jeśli można tak to ująć) i z tego też powodu analizowałam temat kolagenu jak również ćwiczeń rozgrzewających przed i po bieganiu. 

Jeśli chodzi o kolagen to można oczywiście kupić różne preparaty. Cena przypuszczalnie będzie uzależniona od składu (czy będzie to jedyny składnik czy z innymi jak np. kwasem hialuronowym, glukozaminą itd.) oraz jakości hydrolizatu (cząsteczek), które mają być lepiej przyswajane przez organizm. W wielu preparatach składnikiem jest kolagen wieprzowy ale można kupić też kolagen z ryb. Zwykle preparaty z kolagenem są co najmniej wzbogacane o witaminę C, która sprzyja syntezie tej substancji. 

Zastanawiałam się niedawno czy w takim razie przy przeciążonych stawach (i starciu chrząstki)  pomocna byłaby doustna kuracja żelatyną. Na chłopski rozum byłoby to wskazane skoro kolagen w kapsułkach jest właśnie często pozyskiwany z żelatyny (wieprzowej bądź wołowej). Na jednym z forów znalazłam wypowiedź osoby, która twierdziła, że przy stanie zapalnym stawów pomogła sobie bardzo jedząc przez miesiąc codziennie żelatynę. Z kolei według innych osób (np. na stronie Pogromcy Mitów i także SFD ) twierdzenie, że jedzenie żelatyny może pomóc na stawy jest bzdurą min. z tego względu, że zanim żelatyna dotrze do jelit zostaje rozłożona jak każde inne białko na poszczególne elementy i przetransportowana gdzie potrzeba organizmie co oznacza, że tak naprawdę być może wcale nie wchłaniamy akurat kolagenu z żelatyny, którą spożyliśmy. Chociaż trzeba podkreślić, że zdania były tam podzielone :-) bo niektórzy twierdzili, że żelatyna to znany środek od dawna, o działaniu wspomagającym pracę stawów. 

Na jeszcze innej stronie znalazłam informację na temat tego co w naszej diecie wspomaga produkcję kolagenu w organizmie. Są to:

ciemnozielone warzywa (szpinak, kapusta, kapusta włoska szparagi) - zawierają luteinę, która pomaga budować kolagen, 

czarna porzeczka ze względu na dużą ilość witaminy C,

fasola (źródło kwasu hialuroniowego) oraz

buraki ze względu na dużą ilość krzemu, który buduje także włosy i paznokcie oraz również witaminę C

ziarna zbóż ze względu na glutamin i prolinę, które także wpływają na syntezę kolagenu. 

Z bardziej ekstrawaganckich rzeczy w tym temacie to dowiedziałam się niedawno o jedzeniu wieprzowych skórek? chyba gotowanych. Według koleżanki mojej mamy wpływają one w sposób znaczący na gładkość skóry (potwierdzone naocznie, że osoba wygląda relatywnie młodo ;-) i ma gładką skórę. Podobno również świetnym elementem diety na problemy ze stawami jest rosół na kurzych łapkach. 

Również na jednym z blogów poświęconych kosmetyce znalazłam także opinię bardzo dobrą o pewnym kolagenie rybim (kosmetyku), który można stosować nie tylko na twarz ale także jako środek po oparzeniu. 

Zastanawia mnie także czy w takim razie wystarczyło by jeść rybie skóry? Skoro kolagen występuje miedzy skórą a resztą tkanki? A wieprzowina lub wołowina mogą być nie do końca bezpieczne ze względu na priony, które mogą zawierać mimo takich a nie innych procesów wytwarzania żelatyny? 

W każdym razie postanowiłam się zastosować do innych ogólnych wskazówek i włączyłam do diety tłuste ryby, rosół ( długo gotowany, który na diecie SCD i tak je się często), galaretkę bez cukru oraz codzienną porcję soku z porzeczek lub innych jagodowych owoców. Jestem ciekawa jakie będą efekty. Trudno mi powiedzieć czy preparat na stawy, który biorę to placebo. Przenalizowała niedawno także jedną z wypowiedzi na temat preparatów tego typu na stronie prowadzonej przez farmaceutkę. Z opinii tam zamieszczonych jak i krótkiej ankiecie wśród bliskich mi osób (4), wynika, że każdemu pomaga co innego. Są osoby, którym bardziej pomaga sama glukozamina, a są takie, które chwalą sam kolagen. Natomiast z całą pewnością żeby odczuć działanie trzeba preparat przyjmować minimum miesiąc lub nawet trzy. 

 Warto też podkreślić zalety ćwiczeń rozgrzewających przed biegiem i ćwiczeń rozciągających po biegu. Dobrze rozciągnięte mięśnie lepiej trzymają stawy. Kiedyś ich w ogóle nie stosowałam. Teraz doceniam :-). 

 

18:57, aga.the.script , bieganie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 lipca 2017
kolanówki kompresyjne

Niedawno pierwszy raz zdecydowałam się na zakup kolanówek kompresyjnych do biegania. Głównym celem było wsparcie krążenia w nogach, w czasie biegania, z powodów zdrowotnych. W kilku miejscach w internecie trafiłam na bardzo dobre opinie marki Compressport. Ponieważ w tym momencie nie byłam w stanie wydać ok. 180-200 zł na parę, starałam się znaleźć coś o ucisku ale w mniejszej cenie. Najtańsze odpuściłam ponieważ stwierdziłam, że to bez sensu. Często używam też na co dzień rajstop uciskowych i stąd wiem jakie są różnice przynajmniej w tym zakresie, a produkty w sumie są w podobnej kategorii. Ostatecznie zdecydowałam się na kolanówki Medilast. Hiszpańskiej firmy, która produkuje odzież i bieliznę ( w sensie skarpetki, kolanówki, opaski) uciskowe. Kolanówki bardzo ładnie zapakowane. W porównaniu do medycznych produktów o 2 stopniu ucisku (w skali 5 stopniowej). Wydają się być małe i wąskie ale bez problemu da się je założyć. Jeśli chodzi o rozmiar : trzeba zmierzyć obwód kostki i łydki u góry. Mój wypadł na granicy rozmiarów M i L. Zgodnie jednak z poradą z blogu  pawelbiega.pl  (wprawdzie o Compressporcie) wybrałam mniejszy rozmiar i uważam, że to była dobra decyzja. Bieganie w nich latem :-) bywa czasem uciążliwe (upał) ale w ogólnym rozrachunku mam wrażenie, że faktycznie spełniają swoją rolę. Takie produkty kompresyjne mają wspomagać krążenie krwi, poprawiać cyrkulację. Co za tym idzie zapewniać większą ilość tlenu i wpływać na regenerację mięśni w czasie wysiłku i po nim. Od kiedy je używam rzeczywiście mam wrażenie, że po częstych podbiegach oraz biegach na długość 8-10 km faktycznie mniej "czuję" stopy i łydki. Zetknęłam się gdzieś w necie z opinią, że używanie tych produktów ma sens ale w przypadku wyłącznie długich biegów. Moim zdaniem przy krótszych też ma sens - ostatecznie jest to jednak drugi stopień kompresji więc wydaje się, że działać będzie i przy jednym czy pięciu kilometrach. 

Medilast to średnia półka cenowa. Moje kosztowały ok. 70 zł. Mam nadzieję, że wybiegam w nich niejedną metę ;-) . 

20170729_172727

20170729_172617

krótka recenzja video na fan page bloga na FB

17:46, aga.the.script , bieganie
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 lipca 2017
Jeff Galloway "Maraton. Trening metodą Gallowaya" - recenzja

Książka trafiła w moje ręce min. dzięki koledze, który biega od ponad 10 lat (w tym również maratony). W czasie z jednej rozmów powiedział właśnie o metodzie Gallowaya. 

Polskie wydanie ukazało się na rynku kilka lat temu. Uważam jednak, że zawarte w nim wskazówki są nadal aktualne i warte kolejnego wspomnienia. Podstawową metodą, którą promuje Galloway to w skrócie mówiąc marszobieg, a dokładnie mówiąc sekwencje biegu przeplatane marszem. W swojej książce podaje sposób w jaki należy wyliczyć odpowiednie dla siebie odległości czasowe. Zależy to od naszych osiągów na określonej długości oraz od tego jaki czas planujemy osiągnąć na mecie, w tym przypadku w maratonie. Również w zalezności od tego jakie mamy dotychczasowe doświadczenie w bieganiu, sekwencje moga być dłuższe i krótsze czyli np. 2 minuty biegu - 1 min. marszu lub 4 minuty biegu i 1 minuta marszu. Według Gallowaya są to najlepsze proporcje; lepsze niż np. 25 minut biegu i 5 minut marszu. W tych krótszych sekwencjach mięśnie mają kiedy (i częściej) się zregenerować, a organizm chwilę odpocząć. Dzięki temu nasze ciało odczuwa zmęczenie w czasie biegu np. 20 km jak po 10 km. Ta koncepcja ma zatem sprzyjać nie tylko ukończeniu maratonu w pożądanym przez nas czasie ale także dobrej kondycji w momencie dobiegnięcia do mety. Cała książka jest podzielona na rozdziały. Znajdziemy tu min. plany treningowe, wiadomości na temat tego jak poprawiać i zwiększać swoją wytrzymałość (bo to też jeden z czynników sukcesu), jak się odżywiać, nawadniać, jak dobrać buty do biegania, w czym biegać itd. Jeden z rozdziałów jest także poświęcony motywacji bo to po kondycji fizycznej drugi z elementów prowadzących nas do celu. Kiedy pierwszy raz czytałam tą książkę to właśnie zrobiło na mnie największe wrażenie. Energia bijąca ze słów i kilka sposobów na podnoszenia morale w czasie biegu oraz treningów. Jak wiadomo niestety czasem łatwo jest popaść w marazm lub poddać się w połowie drogi. Bo czujemy, że siła nam odpływa i w zasadzie to już nie możemy. Każdy oczywiście ma swoje małe K 2 ;-) i można je tylko poznać dzięki sobie i własnym treningom oraz zaangażowaniu. Niemniej jednak może czasem jakaś wskazówka być naprawdę pomocna gdy czujemy, że z jakimś tematem stoimy w miejscu. 

Przyznam szczerze, że jakkolwiek bardzo podobała mi się wspomniana energia bijąca z książki to jednak dotychczas chyba zabrakło mi cierpliwości by wprowadzić marszobieg w swoje bieganie. Galloway pisze o tym, że dla niektórych taki rytm wymaga pewnego czasu by się przyzwyczaić. Może zatem w jakiejś niedalekiej przyszłości podejmę kolejną próbę. Wypróbowałam za to inne porady z książki odnośnie np. skrócenia kroku. Było to dosyć zabawne bo z jednej strony faktycznie poczułam, że mogę przebiec spokojniej o wiele dłuższy dystans niż normalnie ale za to musiała się zmienić moja cała koordynacja ruchowa i np. po takim biegu bolały mnie bardzo mocno kolana (co normalnie mi się nie zdarza). Warto była jednak przetestować  coś nowego. Chocaż biegam od kilku lat, nie uważam się za wielką znawczynię teorii tematu. Owszem wzięłam udział w kilku biegach i kilka następnych planuję. Nie traktuję tego jednak w kategoriach bardzo poważnych, w sensie pomiarów i ocen szczegółowych tętna, zgięcia nogi pod kątem takim a nie innym itd. Niemniej jednak lektura książki Gallowaya była dla mnie bardzo ciekawa. I na pewno też przyczyniła się do lepszej obserwacji własnej sylwetki, wspomnianego kroku itd. Po części ta książka jest też trochę poradnikiem jak biegać i trenować, tak po prostu. Tak więc pod tym względem nie rozczaruje nikogo kto szuka też fajnie napisanej książki o bieganiu. Z całą pewnością jest warta przeczytania przez fanów metody Gallowaya lub też np. poszukujących sposobu na własne bieganie. Osobiście będę do niej z całą pewnością jeszcze wracać. 

Jeff Galloway "Maraton.Trening metodą Gallowaya" wydawnictwo Helion 2012 

kilka słów o książce jest też na fan page'u bolga  : krótka video recenzja

maraton.gall.zdj

22:01, aga.the.script , bieganie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 lipca 2017
..koktajl biegacza :-)..

Buraki są świetnym dopalaczem ponieważ przenoszą więcej tlenu do organizmu. Warto je spożywać z witaminą C żeby dodatkowo zwiększyć wchłanianie żelaza co jest istotne jeśli sporo trenujemy. Osobiście przed biegiem na 10km dodałam sok z buraków jako kolejny element przygotowania. 

2 średniej wielkości surowe buraki obrane

ok. 100 ml soku z dzikiej róży (najlepiej Polska Róża. Dziś użyłam firmy Fitcomfort który jest jednak dosyć słodki choć producent pisze na etykiecie, że to sok wyciskany)

ok. 100 ml wyciskanego soku z aronii Polska Róża (też bardzo cenny antyoksydant. W dodatku z Polski oraz relatywnie tani)

garść polskich jagód (używam Hortexu lub świeżych jeśli są. Owszem to drogi produkt ale warto dodawać go nawet po 100g ponieważ również bardzo dobrze wpływa na wzrok)

opcjonalnie limonka lub cytryna lub szczypta lewoskrętnej witaminy C plus ewentualnie odrobina wody

20170709_091639

Buraki wycsinąć w sokowirówce razem z jagodami. Wymieszać z resztą składników. Pić od razu.

Ponieważ mam ZJD więc jagody odciskam lub blenduję z niewielką ilością wody i dodaję, a buraki wyciskam. Osobom bez takich problemów proponuję zmiksować buraki, jagody z sokami i wodą w mocnym blenderze. 

Wolę mniej słodkie smaki dlatego teź zakwaszam zawsze sok z buraka cytryną lub witaminą C. Dodatkowo zwiększa to wchłanianie żelaza co jest ważne przy regularnych treningach.