run.., love, read ..and bake!
niedziela, 27 lipca 2014
.."Smaki wyspy Uznam"..
..dziś fragmenty mojego tekstu na ten temat.
 Usedom - meine Liebe ;-) ... 

"Smaki wyspy Uznam" (fragment) 

Cała wyspa oferuje możliwości, które należy wykorzystać. Do dłuższych i krótszych spacerów, wycieczek rowerowych, rejsów turystycznych lub odpoczynku w którejś z licznych kawiarni. Jak wspomniałam smaki wyspy Uznam to dla mnie obiady domowe, kawa i ciastko oraz rokitnik. Dlaczego? 

Oczywiście, będąc nad morzem, trzeba wybrać się na rybę. Polecam  przy okazji świetnie zaopatrzony sklep rybny (w Świnoujściu) na ul. Piłsudskiego (blisko tzw. rynku, niedaleko Poczty Głównej). By zjeść coś od razu najlepiej jest wybrać się w okolice promenady. Tu kupimy bułkę z rybą (moda przyszła z Niemiec) lub danie rybne w innej postaci. Jeśli zdecydujemy się zjeść w tzw. budce czy sezonowej knajpce ze stolikami zasadne jest  jednak pytać się o ceny za sto gram i wielkość porcji ponieważ zdarzyło mi się już zapłacić za średniej wielkości jedną porcję  ok. 60 zł. Jedzenie było dobre ale .. niesmak pozostał. I choć jestem fanką ryb to w Świnoujściu często stołuję się tzw. domowymi obiadami. Jedno z takich miejsc jest niepowtarzalne. Na ulicy Żeromskiego (bliżej granicy) w budynku z poradnią NFZ, na samym dole, znajduje się stołówka. Nieco obskurna, choć z miłą obsługą. Menu zawiera ok. 15 dań. W zestawie za 15 zł zawsze jest zupa + drugie danie (głównie mięsne; dla wege  pierogi, ryba lub naleśniki - też w cenie ok. 12-15 zł). 

  

na zdjęciu standardowe drugie danie w "Domowych obiadach" czyli tzw. sztuka mięs 

Czego by nie powiedzieć o wystroju, jedzenie zawsze świeże. Surówki zakwaszone sokiem z cytryny, zupy na wywarach, proste dania. Może nigdy nie jedliście buraczanej z zacierkami …ale skoro cenicie domową kuchnię:  na pewno będzie wam smakować! W okolicznych domach wczasowych z reguły można także wykupić abonament na posiłki ale raczej nieco wyższej cenie (ok. 20 zł za obiad). Z kolei blisko dworca linii UBB (Usedom BaderBahn) znajduje się również sporej wielkości bar szybkiej obsługi (średnia cena za obiad także ok. 12-15 zł).  Jeśli szukacie bardziej wykwintnej kuchni proponuję  udać się bliżej wspomnianej promenady. Bez problemu można zjeść nie tylko rybę w typowym barze ale i rybne danie restauracyjne, inne wyrafinowane  lub standardowe jak pizza. Kawiarni również jest obecnie tyle, ze z łatwością można znaleźć miejsce by zjeść jakiś wyjątkowy deser. W Niemczech w prawie każdej cukierni, piekarni bądź kawiarni można skorzystać z oferty „Kaffee und Kuchen” (kawa + ciastko)  w cenie ok. 3 e.  W Świnoujściu takie zestawy też stały się już popularne. A zważywszy na wzrost popularności picia kawy w Polsce i co za tym idzie jej ceny, koszt w gruncie rzeczy często jest podobny. Jeśli planujecie natomiast wydać ok. 40-50 zł na osobę w zestawie obiadowym, i ma być on zagraniczny ;-), można wybrać się do sąsiadów. W wielu restauracjach zestaw ryba+ziemniaki+sałata jest właśnie w takiej cenie (ok. 10 e). Równie łatwo kupimy rybę w bułce, słynnego wursta lub inne wakacyjne przysmaki. Pragnącym szczególnych i eleganckich doznań  można polecić  jedyną na wyspie Uznam restaurację z  gwiazdką Michelina  (Gourmet-Restaurant „Tom Wickboldt”) znajdującą się w Heringsdorfie.  A w Ahlbecku natomiast znajduje się np. włoska restauracja Rialto w której spora część obsługi to prawdziwi niemieccy Włosi .. lub włoscy Niemcy .. Na miejscu oczywiście pizze, pasta, desery itd. W tzw. Śledziowie jak to mówi moja koleżanka  (Hering to po niemiecku śledź)  przy spacerowym deptaku można polecić następujące miejsca. Bar szybkiej obsługi na początku molo. Codziennie przygotowuje się jeden rodzaj zupy (dostępna do wyczerpania). W tym sezonie jadłam grochowy eintopf (z parówkową i ziemniaczaną wkładką ) oraz zupę rybną (śmietanowa, z warzywami i zaskakującą ilością ryb; z bułką – danie obiadowe). Koszt ok. 4 e. 

 

Eintopf grochowy z wkładką, bar na molo w Heringsdorfie 

 Można tam kupić także bułki np. ze smażonym śledziem lub mięsne dania drugie. Przez ścianę sąsiaduje cukiernio-piekarnia z obfitością pysznych ciast i pieczywa. Idąc dalej wzdłuż molo warto zatrzymać się w kawiarni/restauracji przy jego końcu. Tutaj także dostępne są desery, kawy, dania obiadowe itd. ale podane w wyjątkowych okolicznościach. Siedząc w jednym z koszy otaczających lokal, można podziwiać widoki na morze lub uznamski pejzaż nadmorski. Jeśli odejdziemy nieco w głąb kurortu znajdziemy inne potencjalnie atrakcyjne miejsca  jak np. „Usedomer Brau”. W tym pubie sprzedawane jest lokalnie warzone piwo (ok. 5 rodzajów). Intrygująca jest wielkość porcji od 0,1 (!) do litra (standardowe 0,5 kosztuje ok. 3 e). W karcie, poza zestawami obiadowymi, do kupienia są również drinki, napoje z piwem, grzane wino itd.  Bansin, które jest ostatnią miejscowością na tym krótkim szlaku, także oferuje podobne atrakcje smakowe. Wszystkie miejscowości oprócz pamiątek nadmorskich oferują w rozmaitej postaci produkty z rokitnika, który jest najbardziej eksponowaną turystycznie lokalną rośliną. Rośnie w postaci krzewu lub drzew; może osiągać wysokość nawet do kilku metrów. Owoce to pomarańczowe jagody, po obróbce można wykorzystać na wiele sposobów. Zawierają wiele witaminy C, soli mineralnych i cennych składników dlatego też warto skusić się choć na jeden z produktów. W gminie Heringsdorf  ( łączącej trzy kurorty: Ahlbeck, Heringsdorf, Bansin) rokitnik jest dostępny w wielu postaciach. Dżemy, galaretki, miód, herbaty, susze owocowe, gotowe zestawy do nalewek, cukierki, lizaki, czekoladki, likiery, wino, soki  itd.  Dzięki temu, że jest odporny na zmienne warunki atmosferyczne i właściwie najbardziej do życia potrzeba mu wody i dużo słońca wspaniale rośnie na wyspie Uznam.


wystawa ze sklepu na molo w Heringsdorfie 

wtorek, 11 marca 2014
..co kto lubi..
..takie słowa przyszły mi na myśl po kolejnej rozmowie o anoreksji i otyłości. W minionym tygodniu w GW ukazał się tekst o dziewczynach chorujących na anoreksję. Tak jak i otyłość jest to temat rzeka. Dlaczego, po co, jak to. Zastanawia mnie czasem jak to jest, że tak pozornie rutynowa czynność jaką jest jedzenie, może tak mocno odzwierciedlać nas samych. Nawet lub tym bardziej nieświadomie. Kiedyś usłyszałam, że mówienie i pisanie o jedzeniu może też obrazować podejście osoby do własnej seksualności jako umiejętności wyrażania uczuć, namiętności lub ich braku. Pewnie nie do końca się z tym zgodzę ale z całą pewnością jedzenie definiuje nas na różne sposoby. To co jemy i jak, z kim, w jakich okolicznościach. Z jednej strony anoreksja to kontrola swojego ciała i życia. Ustawianie sobie coraz liczniejszych wyzwań, przesuwania granic. Życie z chęcią nie-bycia. Z drugiej strony otyłość czasem wynika właśnie z braku jakichkolwiek ram. Staje się drogą do punktu w którym jest nam aboslutnie obojętne jak wyglądamy, jak się czujemy, a także nawet i co jemy (nie jest to już nawet przyjemne). Za każdym razem kiedy rozmawiam ze znajomymi szczególnie na tematy chudości, gnębi mnie pytanie jak wielki jest w tym udział świata zewętrznego. Reklam, plakatów, seriali amerykańskich (bo jednak to one głównie wyznaczają trendy), reality shows. Bycie grubym jest niemodne. Sukces to szczupłość.Piszą o tym otwarcie w ..amerykańskich poradnikach coachingowych. Szczupły to ktoś, kto radzi sobie z własnym życiem, ewidentnie dba o siebie. Niedawno z kolei czytałam książkę o zdrowiu kobiet. Autorka (Francuzka) pisze w niej o chorobach krążenia. Wspomina m.in. o tym jak wielkiej presji są poddawane obecnie kobiety. Chcą lub muszą pracować zawodowo, zajmują się dziećmi, starają się realizować siebie, gotować, sprzątać, a ja dodam także .. mieć odpowiednią sylwetkę. Taką, która mieści się w kanonie piękna z kolorowych gazet czy ekranu telewizji. Pozornie to nieznacząca rzecz ale sama wiem jak wiele znanych mi kobiet codziennie ! myśli o tym patrząc w lustro czy jest ok czy już jest etap "grubej świni". W większości przypadków są to kobiety lubiące swoje życie, mające kariery, związki itd. A jednak... jakaś presja ciągle pozostaje. Anoreksja to okropna choroba. Śmieszne przy tym wydaje się być płacenie komuś za jedzenie, jak w przypdaku Donny Simpsons. Jednej z najgrubszych kobiet świata, która w ten sposób zarabiała pieniądze. Za wykupiony abonament można było towarzyszyć jej wizualnie (przez internet) w konsumpcji tysięcy kalorii. Nieraz myślę, że to prawie jak pornografia jedzeniowa. Tym bardziej, że ze zdjęć uczestników wyzierały sylwetki przeciętnej postury mężczyzn. Oczywiście można powiedzieć, że jest to niszowe. Podobnie jak nadmierne uwielbienie dla chudości. Mimo tak skrajnie różnych postaw i problemów, temat jest dla mnie wciąż fascynujący. I w dodatku niekończący. Dodam zatem na podsumowanie drogą skojarzeń ostatni przykład. Oglądałam kolorową gazetę z koleżanką. Wśród zdjęć z jakiejś imprezy z udziałem celebrytów i gwiazd, była obecna pani, która jest przy kości. I w zasadzie jest to jej główny mankament bo zawodowo pracuje w branży projektanckiej. Koleżanka mówi "Popatrz, no ma tyle kasy, to mogłaby ze sobą coś zrobić" (w domyśle dać się schudzić itd. ). Moim zdaniem w tym przypadku ta nadwaga (nie jakaś dramatyczna) jest również obajwem zdrowego dystansu do siebie i tego co się robi. Szczególnie gdy wiemy, że to branża w której rozmiar 36 to zbrodnia. Czy jednak na pewno..?
Miłej dyskusji!
środa, 05 lutego 2014
..pożegnanie z Tadeuszem Moszem..
..jakie to przykre czytać o śmierci osoby, którą się ceniło. Przegrał walkę z chorobą nowotworową ale mam nadzieję pozostanie w sercach wielu słuchaczy, widzów i nie tylko. Osobiście bardzo lubiłam jego programy w radiu Tok. Cechowała go według mnie ostatnio rzadko spotykana w pracy dziennikarskiej :-) kultura osobista, umiejętność prowadzenia dyskusji, zadawania trudnych pytań oraz .. słuchania gości. Ponad to potrafił przekazać każdą wiedzę ekonomiczną w bardzo przystępny sposób. Wiele dobrych słów i myśli o Tadeuszu Moszu dla wszystkich bliskich mu osób.

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,15400538,Tadeusz_Mosz_nie_zyje__
Znany_dziennikarz_ekonomiczny.html#BoxSlotII3img
czwartek, 05 kwietnia 2012
...makrela - pierwsza na świecie ryba antydepresyjna..
..przynajmniej tak o niej myślę na co dzień ;-), ze względu na dużą ilość kwasów omega 3 i innych tłuszczów rybich. zachęcam do poszukiwań świeżej makreli. mi się ostatnio udało i upiekłam ją potem - na blasze wyłożonej papierem do pieczenia (tak żeby wyciekający tłuszcz się na nim zbierał). ryby musiałam wypatroszyć (ale zdarzyło mi się także kiedyś kupić filety). po umyciu do nacięć w brzuszkach włożyłam po dwa ząbki czosnku, natarłam odrobinę bulionem w proszku. (można też dodać do środka np. natkę pietruszki w gałązkach albo inne zioła). ryba piecze się ok. 30 min. w 180stopniach.
nie jest to ryba, którą można wziąć do pracy w kanapce ze względu na intensywny zapach. niemniej jednak jako ryba antydepresyjna warta polecenia.

lista ryb, które można kupować bez obaw o przyczynienie się do przełowienia gatunku znajduje się na stronie WWF :
http://www.poradnikrybny.wwf.pl/poradnik/

niejako przy okazji napomknę słowo na temat. ostatnio spotkałam się z twierdzeniem, że nie warto jeść ryb ze względu na zanieczyszczenie wód w których żyją. pomijając istotne dla mnie wartości ideologiczne, trudno mi ocenić, które mięso jest lepsze a które gorsze. ostatecznie hodowle przemysłowe mięsa skazują te zwierzęta na karmienie ich paszami z domieszką antybiotyków, innych leków, nieraz GMO i / lub mączką rybną. jako, że większość z nas nie stać na codzienne kupowanie mięs z bio hodowli, nie wiem czy w tym przypadku ryby z brudnych mórz są gorsze czy lepsze. myślę, że w ogóle trzeba by zacząć taką dyskusję od tego czy kupujemy mięso eko, czy szukamy jajek z wolnego wybiegu i czy jemy ryby z gatunków niezagrożonych wyginięciem. takie działanie jest w zasadzie jak dla mnie podstawowe w momencie kiedy rozpoczyna się rozmowę o słuszności przemysłowego mięsa nad rybami. nie wspominam tu o dbaniu o otaczające nas środowisko bo to my przecież przyczyniamy się osobiście do produkowania tychże zanieczyszczeń i tak samo regulujemy popyt na określony rodzaj produktów. miałam okazję próbować np. jogurtów eko, również kiedyś rosołu na bazie tzw. eko kurczaka. różnica jest i to spora. podobnie jak z jabłkami lub innymi roślinami hodowanymi organicznie. jeśli wszyscy stosowalibyśmy się do zasad tzw. sprawiedliwego handlu i kupowali produkty wyłącznie od lokalnych wytwórców, wtedy dyskusja o wyższości jednych produktów nad drugimi może miała by sens. jeśli tymczasem, jak i niżej podpisana, najczęściej kupujemy w sieciówkach bo tam jest po prostu taniej - nasze szanse są raczej identyczne. wtedy to co mogę zrobić to właśnie np. rezygnacja z kupna tuńczyka na rzecz śledzi. a rozmowę o lepszym wpływie mięsa na organizm wobec zanieczyszczonych ryb uważam za pozbawioną sensu.
sobota, 12 listopada 2011
..ciekawostka dla kontrastu czyli konkursy jedzenia na czas..
..kiedyś oglądałam jakiś w tv. wczoraj trafiłam na rodzaj dokumentu kilkuodcinkowego o niejakim Peterze Czerwinskim, Kanadyjczyku polskiego pochodzenia. Jeszcze parę lat temu walczył z anoreksją, dziś je na czas. Ilości olbrzymie - np. 5 kg żeberek, olbrzymie kanapki w Niemczech czy miskę nutelli. Nieraz w jakimś celu, nieraz po to żeby wygrać. Z jeden strony pokazują wrażliwego faceta, który mówi o swojej byłej anoreksji. Nie jest to częste, tym bardziej, że anoreksja występuje głównie u kobiet czy dziewczyn. Z drugiej strony widzimy jak Pete pochłania olbrzymie ilości jedzenia. Poczytałam trochę na ten temat bo według mnie to prosta droga do gastrycznych problemów, nie mówiąc o tym, że mam wrażenie jakby chłopak wpadł z anoreksji w bulimię lub kompulsywne jedzenie (na czas i za kasę). Sam, w pewnym momencie w tym odcinku mówił "w Ameryce trudno już czymś ludzi zaskoczyć" i dlatego np. jeździ na zawody do Niemiec. Jak dla mnie jest to od razu zastanawiam się czy zawodnicy zwrócą na scenie czy zaraz po zejściu z niej (ale zwracanie swoją drogą dyskwalifikuje w konkursie ;-). Pete nie jest gruby, ma muskularną sylwetkę. Na jednym z forów poświęconych body building twierdzi, że takie olbrzymie ilości je rzadko np. raz w miesiącu. Bez względu jednak jak bardzo wrażliwym jest gościem, dla mnie takie jedzenie to przesada.  M.in. wobec tego, że otyłość jest coraz większym problemem nie tylko w stanach. No i że problemy z jedzeniem ma wiele osób (we wszystkie strony). Z trzeciej strony ludzie chyba lubią oglądać jak ktoś inny przekracza pewne granice. Podobnie jak kobieta, która ma ambicje zostać najgrubszą kobietą świata. Ponoć na jej blogu można wykupić opcję żeby oglądać jak ona pochłania ileś tysięcy kalorii dziennie. Sami nie spróbujemy ale za kasę możemy obejrzeć w domu. Tu jest podobnie. No i jak zauważył jeden z uczestników dyskusji na pewnym forum "o tobie nikt nie będzie pamiętał, co najwyżej sprzedawczyni z Żabki a o nim wie o wiele więcej osób". no i właśnie, może w tym cała rzecz.

http://www.furiouspetedocumentary.com/
sobota, 01 października 2011
..dlaczego warto oglądać programy kulinarne..
..nie po to żeby się dołować że nie umiemy czegoś gotować albo że nasza kuchnia jest tak uboga,że szkoda  o tym gadać..warto je oglądać żeby się inspirować, szukać  nowych dodatków. kupować liście curry w całości albo toczyć cytrynę po blacie żeby uzyskać więcej soku..gotować z półproduktów najlepszej jakości i uzyskać coś fajnego, zrobić tacos ze świeżą kolendrą lub pietruszką.. i odnieść sukces na imprezie towarzyskiej.. dlatego właśnie warto.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9