run.., love, read ..and bake!
niedziela, 05 listopada 2017
competitive eaters

Ostatnio na YT w jakiś sposób natrafiłam na vloga brytyjskiego zawodnika (:-)? jedzącego na czas BeardMeetsFood. Trochę z ciekawości, a trochę z obrzydliwości (tak, to też może być argument do voyeryzmu) plus z chęci posłuchania brytyjskiego akcentu ;-)(poza tym podoba mi się czołówka) obejrzałam kilka filmików (episodes).  BeardMeetsFood jest relatywnie szczupły i jak mówił w jednym filmiku ćwiczy na siłce 5-6 razy w tygodniu po mnw.  godzinę - dwie. Widać to zresztą po muskulaturze. Normalnie nie lubi fast foodu ani nawet specjalnie nie je wiele mięsa. W dni wolne od nadmiernego jedzenia je mniej kalorii niż standardowa dieta żeby wyrównać nadmiar. W przeciwieństwie do zawodów jedzenia na czas (czy na blogu czy organizowanych) gdzie raczej spożywa się właśnie tzw. syf. (Słyszałam o konkursie w USA na jedenie ząbków czosnku :-) ale w żadnym innym nie widziałam np. wpychania w siebie brokułów czy jabłek ). Jedzenie na czas stało się pewnego rodzaju pasją? czy sposobem na siebie? po tym jak kiedyś dla żartu zrobił coś takiego, nagrał i zobaczył, że przysporzyło mu to publiczności. Obecnie ma ponad 152 tysięcy subskrybentów.

Wnioski są następujące: 

- w Anglii jak i w Stanach żywności jest pod dostatkiem :-). W czasie jednej z podróży BeardMeetsFood kupił za 30 dolców jedzenia w fastfoodzie i naprawdę była to imponująca ilość hamburgerów, pączków, frytek, ciastek itd. 

- lubimy oglądać skrajności. Naście tysięcy subskrybentów i np. po dwieście tysięcy wyświetleń filmików to całkiem imponujące. Z całą pewnością dobra równowaga dla wszystkich "what I eat a day - vegan" (oczywiście żartuję ;-) plus momentami zastanawianie się czy pan zwróci za chwilę czy teraz ;-).. 

Z jednej strony jest to dla mnie trochę głupie, może obrzydliwe albo po prostu bez sensu. Jako osoba mająca za sobą różne etapy odchudzania i metody żywienia w tym przypadku nawet idiotyczne jest dla mnie to, że w wielu przypadkach po prostu to co jest jedzone nie ma znaczenia bo chodzi tylko o ilość objętościowo albo liczbę kalorii. Nie cieszyć się z tego co się je (jeśli już jemy wszystko i do oporu) to chyba dla mnie najbardziej bezsensu. Ciekawostką natomiast jest to, że tylko w tańszych lub ewentualnie lepszych (a nie super dobrych) restauracjach oferuje się właśnie np. hamburgery 1 kilogramowe lub zestaw śniadaniowy na 5 talerzach co nawet dla zwykłego obżartucha jest zbyt dużą ilością. Oczywiście to ma być specjalny bonus po którym dostaje się vouchery dożywotnie na daną sieć lub lokal bo zwykły zjadacz raczej takiej ilości nie przeje. 

Z drugiej strony zastanawia mnie czy można przyzwyczaić się (fizycznie jak do używek) do tak dużych pochałanianych porcji? Założywszy, że np. dokonuje się tego dwa razy w tygodniu lub minimum raz. Czy mózg jest w stanie przyzwyczaić się do tego obżarstwa czy nie? Czy można po miesiącu takich regularności tak samo za tym tęsknić jak za słodyczami i słodkim smakiem? Wydaje mi się, że trochę tak chociaż ten pan czyni to z zupełnie innych powodów niż np. osoby zagłuszające jedzeniem smutki itd. No i najbardziej współczuję dnia po. Ja sama czasem zauważam jak źle się czuję po jakimś wyskoku jedzeniowym lub kilku dniach jedzenia czegoś totalnie dla mnie innego i nie mojego. Nie jestem w stanie nawet ogarnąć nawet bólu głowy albo doła, którego mogłabym mieć po takiej fieście 15 tysięcy kcal z McDonaldsa. Z całą pewnością nie byłaby to fiesta, którą chciałabym mieć na pożegnanie ;-). Nie wiem jak często realnie pan dokonuje tych sesji ale i tak zastanawia mnie właśnie na ile organizm jest w stanie funkcjonować normalnie/regularnie na dłuższą metę. Nie mówiąc o tym, że nie wyobrażam sobie również gastrycznych efektów i lub problemów (o czym też nieraz on mówi). 

YT to mennica wszystkiego. Dla mnie każdy taki vlog to też możliwość zobaczenia innego kraju, innego miejsca na ziemi. Z całą pewnością BeardMeetsFood zaprowadził mnie w inne progi ;-). Jak widać wszystko jest wysoce osobnicze. Ja nie mogłaby startować w konkursie competetive eaters.. chyba, że dotyczyłby wyciskanego soku z papryki :-P .. ale imponują mi ultramaratony więc w zasadzie tez przekraczanie granic możliwości. Czyli w zasadzie w obu przypadkach sprawdza się idea, że granica istnieje tylko w naszym umyśle ;-). Miłego wieczoru! 

 

 

środa, 16 sierpnia 2017
niskocukrowy obiad z półki

Dziś byłam w tzw.mieście ;-). Szukając czegoś na obiad (raczej z proteinami) oraz mając mało czasu i będąc w średnio znanej okolicy, wpadłam na pomysł, że może znajdę go w Rossmanie ;-).. I wcale się nie myliłam. Na regale z dietetycznymi pudełkami znajdowały się także takie gotowe zestawy obiadowe. Kurczak w sosie/potrawce plus ryż z dodatkiem cukinii. Niskocukrowy i niskotłuszczowy: w spisie produktów nie ma cukru ale jest skrobia kukurydziana i mleko w proszku. W moim subiektywnym smaku całkiem w porządku: mało słone, o smaku sosu grzybowego (taki miałam zestaw). Ryż ugotowany al dente. Wprawdzie cukinia występuje w nim w mikroskopijnych ilościach ale generalnie jak za danie za 9,99 uważam, że poziom naprawdę przyzwoity. Szkoda, że nie ma opcji wyłącznie mięsa z warzywami ale na dziś ten zestaw był naprawdę ok :-). Jeśli więc napadnie was głód w tym sklepie, macie w czym wybierać - danie było chyba w 4 czy 5 rodzajach. 20170816_1328411

20170816_192458

 

czwartek, 10 sierpnia 2017
lista warzyw i owoców o największej zawartości pestycydów

Ostatnio piję dużo zielonych koktajli, o czym oczywiście również piszę. 

W związku z tym zastanowiło mnie niedawno jak to jest z pestycydami. Czy pijąc wyciśnięty sok z zielonej sałaty i ogórka, kupionych w zwykłym sklepie, nie robię sobie przypadkiem większej szkody niż ich nie pijąc? Żywność organiczna niestety jest droższa. Piszę "niestety" ponieważ jakkolwiek chciałabym i staram się wspierać rolnictwo bez chemii, niestety ekonomia często wybiera za mnie. W związku z tym staram się kupować bio to co jest najczęściej pryskane i to co często jem. Najczęściej w związku z tym są to marchewki, banany i jajka. Przeraża mnie to nie raz jak bardzo pieniądze w sposób dosłowny wpływają na mnie i na moje ciało. Pocieszające jest to, że chyba i tak lepiej jeść warzywa niż ich w ogóle nie jeść. Także to, że mamy w Polsce dużo fajnych warzyw, które są relatywnie tanie jak buraki, marchew, brukselka, brokuły itd. Przy dłuższych rozmyślaniach powstaje pytanie takie co jest warte jedzenia skoro zwierzęta karmione są paszami z dodatkiem mączek kostnych. Ryby karmi się też nieraz czymś podobnym, a  te morskie nie zawsze są polecane z kolei z powodu zawartości rtęci. Gdybyśmy mogli wszyscy zatem odżywiać się praną ;-)..a na poważnie chyba metodą jest urozmaicona dieta i rozsądny konsumpcjonizm :-). 

Szukając w necie informacji na temat zawartości pestycydów w polskich warzywach (z poprzedniego roku chociażby) trafiłam na poradę by warzywa, nawet liściaste, myć w wodzie: najpierw w wodzie z dodatkiem kwasku cytrynowego lub octu, a potem w drugiej z dodatkiem sody. Na końcu dopiero wypłukać w zwykłej. Idiotyczne.. czy może jednak warte wypróbowania :-)? 

W każdym razie podaję za książką  "Food Phamracy" (oraz badaniami z USA co prawdopodobnie dotyczy także i nas): 

tzw. parszywa dwunastka  czyli o dużej zawartości pestycydów

jabłka / seler / pomidory / ogórki / winogrona / nektarynki / brzoskwinie / ziemniaki / szpinak / truskawki / borówki hodowlane / papryka / banany 

tzw. czysta piętnastka - można kupować zwykłe 

awokado / kukurydza / ananas / kapusta / groszek / cebula / szparagi / mango / papaja / kiwi / bakłażan / melon miodowy / grejpfrut / melon kantalupa / kalafior

 

niedziela, 27 lipca 2014
.."Smaki wyspy Uznam"..
..dziś fragmenty mojego tekstu na ten temat.
 Usedom - meine Liebe ;-) ... 

"Smaki wyspy Uznam" (fragment) 

Cała wyspa oferuje możliwości, które należy wykorzystać. Do dłuższych i krótszych spacerów, wycieczek rowerowych, rejsów turystycznych lub odpoczynku w którejś z licznych kawiarni. Jak wspomniałam smaki wyspy Uznam to dla mnie obiady domowe, kawa i ciastko oraz rokitnik. Dlaczego? 

Oczywiście, będąc nad morzem, trzeba wybrać się na rybę. Polecam  przy okazji świetnie zaopatrzony sklep rybny (w Świnoujściu) na ul. Piłsudskiego (blisko tzw. rynku, niedaleko Poczty Głównej). By zjeść coś od razu najlepiej jest wybrać się w okolice promenady. Tu kupimy bułkę z rybą (moda przyszła z Niemiec) lub danie rybne w innej postaci. Jeśli zdecydujemy się zjeść w tzw. budce czy sezonowej knajpce ze stolikami zasadne jest  jednak pytać się o ceny za sto gram i wielkość porcji ponieważ zdarzyło mi się już zapłacić za średniej wielkości jedną porcję  ok. 60 zł. Jedzenie było dobre ale .. niesmak pozostał. I choć jestem fanką ryb to w Świnoujściu często stołuję się tzw. domowymi obiadami. Jedno z takich miejsc jest niepowtarzalne. Na ulicy Żeromskiego (bliżej granicy) w budynku z poradnią NFZ, na samym dole, znajduje się stołówka. Nieco obskurna, choć z miłą obsługą. Menu zawiera ok. 15 dań. W zestawie za 15 zł zawsze jest zupa + drugie danie (głównie mięsne; dla wege  pierogi, ryba lub naleśniki - też w cenie ok. 12-15 zł). 

  

na zdjęciu standardowe drugie danie w "Domowych obiadach" czyli tzw. sztuka mięs 

Czego by nie powiedzieć o wystroju, jedzenie zawsze świeże. Surówki zakwaszone sokiem z cytryny, zupy na wywarach, proste dania. Może nigdy nie jedliście buraczanej z zacierkami …ale skoro cenicie domową kuchnię:  na pewno będzie wam smakować! W okolicznych domach wczasowych z reguły można także wykupić abonament na posiłki ale raczej nieco wyższej cenie (ok. 20 zł za obiad). Z kolei blisko dworca linii UBB (Usedom BaderBahn) znajduje się również sporej wielkości bar szybkiej obsługi (średnia cena za obiad także ok. 12-15 zł).  Jeśli szukacie bardziej wykwintnej kuchni proponuję  udać się bliżej wspomnianej promenady. Bez problemu można zjeść nie tylko rybę w typowym barze ale i rybne danie restauracyjne, inne wyrafinowane  lub standardowe jak pizza. Kawiarni również jest obecnie tyle, ze z łatwością można znaleźć miejsce by zjeść jakiś wyjątkowy deser. W Niemczech w prawie każdej cukierni, piekarni bądź kawiarni można skorzystać z oferty „Kaffee und Kuchen” (kawa + ciastko)  w cenie ok. 3 e.  W Świnoujściu takie zestawy też stały się już popularne. A zważywszy na wzrost popularności picia kawy w Polsce i co za tym idzie jej ceny, koszt w gruncie rzeczy często jest podobny. Jeśli planujecie natomiast wydać ok. 40-50 zł na osobę w zestawie obiadowym, i ma być on zagraniczny ;-), można wybrać się do sąsiadów. W wielu restauracjach zestaw ryba+ziemniaki+sałata jest właśnie w takiej cenie (ok. 10 e). Równie łatwo kupimy rybę w bułce, słynnego wursta lub inne wakacyjne przysmaki. Pragnącym szczególnych i eleganckich doznań  można polecić  jedyną na wyspie Uznam restaurację z  gwiazdką Michelina  (Gourmet-Restaurant „Tom Wickboldt”) znajdującą się w Heringsdorfie.  A w Ahlbecku natomiast znajduje się np. włoska restauracja Rialto w której spora część obsługi to prawdziwi niemieccy Włosi .. lub włoscy Niemcy .. Na miejscu oczywiście pizze, pasta, desery itd. W tzw. Śledziowie jak to mówi moja koleżanka  (Hering to po niemiecku śledź)  przy spacerowym deptaku można polecić następujące miejsca. Bar szybkiej obsługi na początku molo. Codziennie przygotowuje się jeden rodzaj zupy (dostępna do wyczerpania). W tym sezonie jadłam grochowy eintopf (z parówkową i ziemniaczaną wkładką ) oraz zupę rybną (śmietanowa, z warzywami i zaskakującą ilością ryb; z bułką – danie obiadowe). Koszt ok. 4 e. 

 

Eintopf grochowy z wkładką, bar na molo w Heringsdorfie 

 Można tam kupić także bułki np. ze smażonym śledziem lub mięsne dania drugie. Przez ścianę sąsiaduje cukiernio-piekarnia z obfitością pysznych ciast i pieczywa. Idąc dalej wzdłuż molo warto zatrzymać się w kawiarni/restauracji przy jego końcu. Tutaj także dostępne są desery, kawy, dania obiadowe itd. ale podane w wyjątkowych okolicznościach. Siedząc w jednym z koszy otaczających lokal, można podziwiać widoki na morze lub uznamski pejzaż nadmorski. Jeśli odejdziemy nieco w głąb kurortu znajdziemy inne potencjalnie atrakcyjne miejsca  jak np. „Usedomer Brau”. W tym pubie sprzedawane jest lokalnie warzone piwo (ok. 5 rodzajów). Intrygująca jest wielkość porcji od 0,1 (!) do litra (standardowe 0,5 kosztuje ok. 3 e). W karcie, poza zestawami obiadowymi, do kupienia są również drinki, napoje z piwem, grzane wino itd.  Bansin, które jest ostatnią miejscowością na tym krótkim szlaku, także oferuje podobne atrakcje smakowe. Wszystkie miejscowości oprócz pamiątek nadmorskich oferują w rozmaitej postaci produkty z rokitnika, który jest najbardziej eksponowaną turystycznie lokalną rośliną. Rośnie w postaci krzewu lub drzew; może osiągać wysokość nawet do kilku metrów. Owoce to pomarańczowe jagody, po obróbce można wykorzystać na wiele sposobów. Zawierają wiele witaminy C, soli mineralnych i cennych składników dlatego też warto skusić się choć na jeden z produktów. W gminie Heringsdorf  ( łączącej trzy kurorty: Ahlbeck, Heringsdorf, Bansin) rokitnik jest dostępny w wielu postaciach. Dżemy, galaretki, miód, herbaty, susze owocowe, gotowe zestawy do nalewek, cukierki, lizaki, czekoladki, likiery, wino, soki  itd.  Dzięki temu, że jest odporny na zmienne warunki atmosferyczne i właściwie najbardziej do życia potrzeba mu wody i dużo słońca wspaniale rośnie na wyspie Uznam.


wystawa ze sklepu na molo w Heringsdorfie 

wtorek, 11 marca 2014
..co kto lubi..
..takie słowa przyszły mi na myśl po kolejnej rozmowie o anoreksji i otyłości. W minionym tygodniu w GW ukazał się tekst o dziewczynach chorujących na anoreksję. Tak jak i otyłość jest to temat rzeka. Dlaczego, po co, jak to. Zastanawia mnie czasem jak to jest, że tak pozornie rutynowa czynność jaką jest jedzenie, może tak mocno odzwierciedlać nas samych. Nawet lub tym bardziej nieświadomie. Kiedyś usłyszałam, że mówienie i pisanie o jedzeniu może też obrazować podejście osoby do własnej seksualności jako umiejętności wyrażania uczuć, namiętności lub ich braku. Pewnie nie do końca się z tym zgodzę ale z całą pewnością jedzenie definiuje nas na różne sposoby. To co jemy i jak, z kim, w jakich okolicznościach. Z jednej strony anoreksja to kontrola swojego ciała i życia. Ustawianie sobie coraz liczniejszych wyzwań, przesuwania granic. Życie z chęcią nie-bycia. Z drugiej strony otyłość czasem wynika właśnie z braku jakichkolwiek ram. Staje się drogą do punktu w którym jest nam aboslutnie obojętne jak wyglądamy, jak się czujemy, a także nawet i co jemy (nie jest to już nawet przyjemne). Za każdym razem kiedy rozmawiam ze znajomymi szczególnie na tematy chudości, gnębi mnie pytanie jak wielki jest w tym udział świata zewętrznego. Reklam, plakatów, seriali amerykańskich (bo jednak to one głównie wyznaczają trendy), reality shows. Bycie grubym jest niemodne. Sukces to szczupłość.Piszą o tym otwarcie w ..amerykańskich poradnikach coachingowych. Szczupły to ktoś, kto radzi sobie z własnym życiem, ewidentnie dba o siebie. Niedawno z kolei czytałam książkę o zdrowiu kobiet. Autorka (Francuzka) pisze w niej o chorobach krążenia. Wspomina m.in. o tym jak wielkiej presji są poddawane obecnie kobiety. Chcą lub muszą pracować zawodowo, zajmują się dziećmi, starają się realizować siebie, gotować, sprzątać, a ja dodam także .. mieć odpowiednią sylwetkę. Taką, która mieści się w kanonie piękna z kolorowych gazet czy ekranu telewizji. Pozornie to nieznacząca rzecz ale sama wiem jak wiele znanych mi kobiet codziennie ! myśli o tym patrząc w lustro czy jest ok czy już jest etap "grubej świni". W większości przypadków są to kobiety lubiące swoje życie, mające kariery, związki itd. A jednak... jakaś presja ciągle pozostaje. Anoreksja to okropna choroba. Śmieszne przy tym wydaje się być płacenie komuś za jedzenie, jak w przypdaku Donny Simpsons. Jednej z najgrubszych kobiet świata, która w ten sposób zarabiała pieniądze. Za wykupiony abonament można było towarzyszyć jej wizualnie (przez internet) w konsumpcji tysięcy kalorii. Nieraz myślę, że to prawie jak pornografia jedzeniowa. Tym bardziej, że ze zdjęć uczestników wyzierały sylwetki przeciętnej postury mężczyzn. Oczywiście można powiedzieć, że jest to niszowe. Podobnie jak nadmierne uwielbienie dla chudości. Mimo tak skrajnie różnych postaw i problemów, temat jest dla mnie wciąż fascynujący. I w dodatku niekończący. Dodam zatem na podsumowanie drogą skojarzeń ostatni przykład. Oglądałam kolorową gazetę z koleżanką. Wśród zdjęć z jakiejś imprezy z udziałem celebrytów i gwiazd, była obecna pani, która jest przy kości. I w zasadzie jest to jej główny mankament bo zawodowo pracuje w branży projektanckiej. Koleżanka mówi "Popatrz, no ma tyle kasy, to mogłaby ze sobą coś zrobić" (w domyśle dać się schudzić itd. ). Moim zdaniem w tym przypadku ta nadwaga (nie jakaś dramatyczna) jest również obajwem zdrowego dystansu do siebie i tego co się robi. Szczególnie gdy wiemy, że to branża w której rozmiar 36 to zbrodnia. Czy jednak na pewno..?
Miłej dyskusji!
środa, 05 lutego 2014
..pożegnanie z Tadeuszem Moszem..
..jakie to przykre czytać o śmierci osoby, którą się ceniło. Przegrał walkę z chorobą nowotworową ale mam nadzieję pozostanie w sercach wielu słuchaczy, widzów i nie tylko. Osobiście bardzo lubiłam jego programy w radiu Tok. Cechowała go według mnie ostatnio rzadko spotykana w pracy dziennikarskiej :-) kultura osobista, umiejętność prowadzenia dyskusji, zadawania trudnych pytań oraz .. słuchania gości. Ponad to potrafił przekazać każdą wiedzę ekonomiczną w bardzo przystępny sposób. Wiele dobrych słów i myśli o Tadeuszu Moszu dla wszystkich bliskich mu osób.

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,15400538,Tadeusz_Mosz_nie_zyje__
Znany_dziennikarz_ekonomiczny.html#BoxSlotII3img
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9