run.., love, read ..and bake!
sobota, 29 lipca 2017
moja przygoda z dietą SCD

Moja przygoda z dietą SCD (Specific Carbohydrate Diet) zaczęła się mniej więcej 4 lat temu. Wcześniej przez dobrych kilkanaście lat byłam na diecie wegetariańsko-wegańskiej (nie jadłam mięsa, produktów mlecznych, ryb i jajek). Do jedzenia ryb wróciłam jakieś 6 lat temu. Potem miałam taki moment w swoim życiu kiedy przez ponad miesiąc miałam różne dolegliwości jelitowe. Nie zdecydowałam się na kolonoskopię ponieważ trapiły mnie biegunki i częste spadki potasu po których bardzo źle się czułam. Po kilku tygodniach  trafiłam na internistkę, która zapisała mi Debridat. Wtedy ten lek pomógł mi faktycznie na zmniejszenie nadmiernej pracy jelit. Wspomogłam się także Debutirem (kwas masłowy - polecam wszystkim przy podobnych problemach jelitowych, najlepiej stosować minimum miesiąc) oraz witaminą D. Przeszukując internet natomiast trafiłam na forum J-elita. Tam znalazłam informację o diecie SCD. Postanowiłam ją wypróbować. W dużym skrócie mówiąc w pierwszym rzędzie w tej diecie chodzi o to by doprowadzić w jelitach do 'znormalizowania' flory jelitowej czyli zmniejszyć jej nadmierny przerost. Może to prowadzić do nie tylko min. biegunek ale także stanów zapalnych różnego rodzaju. Pierwsze 5 dni to rosół, który się gotuje kilka godzin (ja byłam 4) plus kilka dodatków.  Pozostałe produkty wprowadza się stopniowo. Dieta wyklucza wszystkie zboża, ziemniaki, sztuczne cukry, większość nabiału (poza jogurtem robionym w domu), niektóre słodkie owoce i inne składniki, których listę znajdziecie w internecie. W tamtym czasie, poza wspomnianym Debridatem, to właśnie dieta pozwoliła mi wrócić do normalności. Mięso zaczęłam jeść kilka miesięcy wcześniej. Niemniej jednak powrót do jego regularnego jedzenia był dla mnie trudny bo wegetarianizm był dla mnie wyborem moralnym. Niestety muszę stwierdzić z żalem, że należę do osób, które lepiej funkcjonują na diecie z mięsem lub rybami. Zarówno fizycznie jak i psychicznie.  Przeprowadzić dietę SCD w wersji wegańskiej jest zasadniczo niemożliwe. W wersji wegetariańskiej - może ale moim zdaniem niekoniecznie  (a przynajmniej trzeba by mięso zastąpić rybami).. Flora jelitowa jest absolutnie najważniejsza. Jelita sa nazywane naszym drugim mózgiem (min. ze względu na unerwienie i synapsy) i uważam, że tak jest. Wystarczy poświęcić sobie chwilę i skupić się na tym jak czujemy się np. po zjedzeniu pizzy, a jak po zjedzeniu pieczonego mięsa i warzyw. Zawartość cukrów w naszych jelitach także więc wpływa na nas bezpośrednio. Dla mnie odstawienie kasz i zbóż nie było w sumie dramatyczne. Może z tego względu, ze wtedy jak i wcześniej nie jadłam ich i tak wiele (poza ryżem i kaszą jaglaną). Istotne dla mnie było na pewno powrócenie do jedzenia mięsa i konsekwencje wynikające z tego faktu (zbawcze działanie na jelita rosołu z drobiu i z dużą ilością warzyw).  Obecnie nie trzymam się całkowicie diety w 100% ale pozostaję jej wierna. Jem dużo warzyw, raczej gotowanych ale i surowych. Z mięs najczęściej preferuję drób oraz tłuste ryby. Owoców jem raczej niewielkie ilości i są to głównie owoce jagodowe, grapefruity, banany bio. Uwielbiam soki owocowe z dzikiej róży :-) i domowe warzywne lub warzywno-owocowe. Nie byłam w stanie całkowicie zrezygnować ze zbóż i to co jem najczęściej to mąka lub płatki  owsiane bezglutenowa, czasem mąka gryczana, wafle ryżowe (mało) ale tez raczej w niewielkich ilościach czyli porcja makaronu lub np. domowej roboty przekąski z mąki owsianej (oczywiście bez cukru), które zabieram ze sobą do pracy. Co dzień piję tzw. mleko orzechowe, jem też tahini, jajka bio. Nie jem w ogóle nabiału (i kukurydzy) ze względu na alergię i pomidorów ponieważ zauważyłam, że bez nich w diecie mam o wiele mniej problemów w czasie pylenia.  Unikam nadal niektórych produktów (drobnych ziaren, pestek, dużych ilości surowych warzyw itd.)  i składników ale ogólnym ideom zostaję wierna. Oczywiście zdarzaja mi się zjeść normalne zwykłe ciastko, bułkę czy wypić butelkę wytrawnego wina  ale generalnie uważam, że to co jemy ma wpływ na to jak się czujemy. Będąc na diecie wege może teoretycznie nie czułam się w sumie o wiele gorzej. Miałam też zawsze dobre wyniki krwi. Jednak dieta SCD dała mi porównanie i stąd na ten moment uważam, że dla mnie był to najtrafniejszy wybór. Poprawił się mój poziom energii ogólnej oraz ogólny nastrój :-). Jak widać z bloga uwielbiam eksperymentować w kuchni. Kocham też zapach pieczonego chleba. Dlatego też mimo bycia na diecie SCD spełniam swoje marzenia ;-) piekąc dla gości, znajomych lub w prezencie. Wtedy używam mąki pszennej lub graham. Kiedy piekę dla siebie zwykle jest to mąka gryczana, nieraz ryżowa lub jaglana. Wypróbowałam też min. mąkę konopną, mąkę z amarantusa, sorgo,teffu .. i stąd wiem czemu mogę zostać wierna (bezglutenowy owies :-) ponieważ pozostałe jak dla mnie mają za duźo cukrów.  Wszystkich zainteresowanych odsyłam do poprzedniego wpisu w tej kategorii gdzie min. podaję przykłady stron z opisami praktykantów diety SCD. Temat flory jelitowej będzie jeszcze u mnie powracał także min. ze względu na książki o których mam zamiar wam jeszcze opowiedzieć :-).  A na końcu dodam, że jelita to także nieraz psychosomatyka ale to już zupełnie inny temat. 

link do bloga o SCD po polsku

 o diecie SCD po angielsku

SCD lista co jeść po angielsku

 

 

09:44, aga.the.script , diety
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 sierpnia 2013
..diety przy WZJG, NZJ, IBS..
..Jako,że sama wałkowałam temat ostatnio postanowiłam zebrać różne informacje i opisać je na moim blogu.

Wszystkie wymienione w tytule  choroby dotyczą jelit, poza chorobą Leśniewskiego Crohna, która może obejmować cały przewód pokarmowy. Wrzodziejące zapalenie jelita grubego, nieswoiste zapalenie jelit, IBS czyli tzw. jelito drażliwe.

Jelito drażliwe jest osobną jednostką chorobową ponieważ jak to się mówi jest chorobą czynnościową. Krótko mówiąc nie jest to choroba autoimmunologiczna jak w poprzednich przypadkach. Wynika z innych czynników. Za jeden z głównych uważa się stres, środowisko w którym żyjemy, styl życia. Objawia się zaparciami lub biegunkami, wzdęciami, przelewaniem, burczeniem itd.  W odróżnieniu od wcześniej wymienionych chorób objawy nie powodują chudnięcia (samoistnego), niedokrwistości, nie ma krwi przy wypróżnieniach itd. Diagnoza następuje po wykluczeniu innych przyczyn.
WZJG czy LC, NZJ to choroby, które często właśnie cechują się wspomnianymi  powyżej objawami. Są to m.in. przewlekłe biegunki, zaparcia, krew, osłabienie.
Nie będę się rozpisywać na temat tych chorób ponieważ w internecie można znaleźć wiele informacji na ten temat.

Po przewertowaniu wielu stron i forów na temat tych chorób wniosek, odnośnie diet w tych chorobach, jest następujący.

Wielu lekarzy nie widzi konieczności stosowania jakiejkolwiek diety (mam na myśli bardzo ogólne zalecenia w ww. chorobach). Wynika to bowiem z założenia, że samo jedzenie nie jest przyczyną powstawania stanów zapalnych jelit (również generalizując). Zwykle jednak nie zaleca się spożywanie mleka i/lub produktów mlecznych (jak już to np. jogurty naturalne) ponieważ zaostrza ono stany zapalne. Również często sugeruje się odstawienie cukru, słodyczy, jakichkolwiek produktów słodkich z tych samych powodów (bardzo słodkich soków powinno się też unikać w biegunkach). Natomiast cała reszta - tak naprawdę zależy od pacjenta. Niektórzy gastrolodzy zalecają tylko jeść to co nie szkodzi i odwrotnie (na podstawie własnych obserwacji). Inne podstawowe wskazówki to: gotowane najlepiej czerwone mięso, małe porcje, gotowane warzywa i owoce, ziemniaki, ryż,marchew. Natomiast jak wynika z wypowiedzi osób chorych są ci, którzy bardzo dbają o dietę  (lekkostrawna itd.) oraz ci, którzy biorą leki i jedzą raczej wszystko. A jeśli są stany remisji choroby (mówiąc kolokwialnie: nic się nie dzieje) często nie stosują żadnej szczególnej diety.

Chorowanie jednak, jak wiadomo nie jest przyjemne. Dlatego też wiele osób poszukuje wszelakich sposobów i metod by odzyskać równowagę zdrowia. Jeśli zgłębi się ten temat (przynajmniej w internecie) wynika z tego, że:
- bardzo często (bez względu na ideologię) poleca się przy NZJ dietę bezglutenową. Nie dość, że czasem można mieć celiakię i nic o tym nie wiedzieć (nawet jako dorosła osoba), to wg różnych teorii gluten możne przyczyniać się do powstawania stanów zapalnych w organizmie. Taka dieta wyklucza całkowicie pszenicę i zboża zawierające gluten (owies, orisz,jęczmień, żyto) oraz produkty z ich udziałem.
- równolegle zaleca się nieraz stosowanie diety bezmlecznej. W skrócie mówiąc wynika to z tego, że wiele osób, które ma np. celiakię lub nietolerancję glutenu, równie często nie toleruje mleka (nie trawią laktozy).
- odstawienie cukru jest oczywistością. Cukier zmienia florę bakteryjną, którą mamy w jelitach i sprzyja namnażaniu się szkodliwych bakterii. Dotyczy to również cukru w różnej postaci, nieraz sugeruje się również nie spożywanie dużych ilości słodkich owoców, także suszonych owoców (często są one dodatkowo obtoczone w syropie glukozowym). Ponad to cukier sprzyja rozwojowi drożdżycy (kandydozie), a to także nie jest dobre dla flory.
- picie kleiku z siemienia lnianego i dieta lekkostrawna (gotowane), powolne wprowadzenie nowych produktów - obserwacje reakcji organizmu. Spotkałam się z zaleceniem 3 miesięcznej diety przy stanach zapalnych żołądka, przypuszczam, że może to też odnosić się do jelit.

Z proponowanych diet niektórzy chwalą bardzo zalecenia dotyczące diety marchewkowej. Można spotkać się z opisem wyleczenia wrzodów dwunastnicy i jelit (http://colitis.w.interia.pl/ - jest tam również opisana metoda gotowania marchewki). Ogólnie polega na jedzeniu gotowanej marchewki na czczo (ilość zależna od wagi chorego) - najlepiej w okresie 3 miesięcy lub dłużej. Inna wersja polega na jedzeniu tej marchwi w ciągu dnia. Oprócz tych zaleceń znalazłam na jednym z forów,inne -  także o. Grande z Bonifratów. Polegają one na : jedzeniu marchewki ww., gotowanego ryżu na mleku w proszku z cynamonem, 5 razy w tygodniu jeść na śniadanie gotowane 2 jajka, jeść gotowane chude, czerwone, mięso, zupy gotowane składające się z marchwi, selera, pietruszki, 3 cebul na kurzych łapkach, kefir i jogurt naturalny w małych ilościach codziennie, 3-5 jabłek pieczonych dziennie.Zero cukru, ew. małe ilości słodyczy. Do tego odpowiednia mieszanka ziołowa.

Ciekawostką bardzo restrykcyjną jest dla wielu osób jest dieta SCD. Ogólnie mówiąc ta dieta polega na wykluczeniu wszelakich zbóż, większości nabiału i mleka, absolutnie cukru, niektórych strączkowych.Do jedzenia pozostaje mięso w różnej odmianie, ryby, jajka, warzywa, orzechy, owoce. Przypomina nieco tzw. dietę paleo. Dietę stworzyła Amerykanka, która szukała pomocy dla córki chorej bodajże na WZJG. Polecam jako źródło np. bloga www.zdrowiejzscd.blog.pl lub ex bloga o tytule "dieta scd po polsku".W pierwszym przypadku Polka, mieszkająca w Australii,stosująca tą dietę, przystępnie wyjaśnia na czym opierają się założenia diety. Pisze również o własnych doświadczeniach chorobowych oraz żywieniowych. W drugim blog był niejako dzienniczkiem, który miał również służyć innym, w drodze od diagnozy NZJ po wyzdrowienie. 

Jak wynika z opisów doświadczeń, z dietami bywa jak ze wszystkim. Są ludzie, którym określone diety pomogły, są tacy, którzy przetestowali większość i żadna nie dała poprawy. Dla niektórych jedzenie marchewki okazało się być zbawienne, inni po trzymiesięcznej kuracji mają do dziś koszmary z marchewką w roli głównej. Tak samo dla kogoś dziwna wydaje się być np. dieta SCD, jednak są osoby, które doświadczają jej zdrowotnych skutków. Ponad to jak również wynika z wypowiedzi różnych osób (na bardzo różnych forach i o różnych przekonaniach).. wszystko jest zmienne. Diety czy metody żywieniowe, które wydają się nam słuszne na jakiś czas czy nawet lata, po tym właśnie czasie, może okazać się, że jednak.. nie były dla nas akurat dobrym pomysłem. Bo spowodowały problem z czymś całkowcie innym. To samo właśnie odnosi się do metod leczniczych - jednym szkodzi, innym pomaga. Tak więc trudno tu o jedno panceum dla wszystkich.

Nie pisałam o diecie optymalnej, ponieważ z różnych powodów (osobistych i tego co przeczytałam) uważam, że nie jest to słuszna metoda żywienia. Zetknęłam się także już wcześniej z dietą p. Dąbrowskiej, która w dużym stopniu polega na surowych warzywach i owocach. Być może w postaci zaparciowej, którejś z chorób jest ona skuteczna. Jednak osobiście nie polecałabym jej nikomu z biegunkami. Chyba z podobnych powodów zastanawiałabym się na dietą wegańską. Chorzy są często osłabieniu, m.in. z powodu biegunek (nieraz 15-20 wypróżnień dziennie). Problemem jest wtedy pozyskiwanie białka i innych składników, tym bardziej, że dieta musi być ubogoresztkowa. Nie ma więc mowy o jedzeniu np. soczewicy czy orzechów, nawet mielonych. Może rozwiązaniem byłoby przygotowanie zbilansowanej wersji diety ale całkowicie gotowanej.

I jeszcze dla tych, którzy są w całkowicie ciężkim stanie: w aptekach są do nabycia preparaty typu Nutridrinki czy np. odżywka Ensure, Peptisorb. To sztuczne preparaty (kłócące się składem z niektórymi z ww. zaleceń :-) ale witaminizowane, z białkiem i tłuszczem (ale często bez laktozowe, bez glutenowe) które mogą stanowić jedyny sposób odżywiania. Warto o nich pamiętać bo są dobrze tolerowane przez większość chorych, zwłaszcza w ciężkich zaostrzeniach. Nie piszę o nich z powodów reklamowych, tylko dlatego, że dla wielu (również np. chorych na nowotwory) często stanowią jedyną alternatywę wobec karmienia dożylnego.

 
sobota, 15 sierpnia 2009
produkty kwasotwórcze i zasadotwórcze, refluksy, kandydoza ..

..diety.. - to temat rzeka. temat ten ciekawi osoby które albo mają własne zainteresowania związane z dietą/sposobem odżywiania jako konceptem na życie ;-) - mowa tu o wegetarianach i veganach albo jest to przydatne osobom które szukają takiej diety ze względu na nieprawidłowe funkcjonowanie organizmu lub jego poszczególnych organów. przyznam szczerze, że ostatnio zwiedziłam wiele stron związanych z problemem kandydozy oraz ostatnio właśnie związanych z tematyką chorób żołądkowo-trawiennych - mówiąc ogólnie.  w zasadzie można chwycić się za głowę patrząc na rózne artykuły i polecane diety - w pewnym momencie łatwo jest zgubić się nie wiedząc co na co szkodzi, co na co pomaga. nawet np. samych diet na leczenie wrzodów żołądka (poza pewnymi podstawowymi wspólnymi zaleceniami jak np. zakaz używek) jest wiele - w jednej serek grani może być dobry, w innej nie ale za to można jeść słodką śmietanę. podobnie wśród produktów kwaso i zasadtwórczych są np. owoce ale z kolei w diecie walczącej z kandydozą owoców nie powinno się jeść wcale jak i innych słodyczy. sprokurowanie z tych wszystkich informacji czegoś pośredniego może być kłopotliwe ;-) rzuca się tu ust zatem wiersz naszego poety narodowego, a przynajmniej jeden z jego słynnych wersów brzmiący "zdrowie, kto cię utracił.. " i tak dalej. niestety jest to prawdą - jedyną rzeczą dobrą która powinna przyświecać nam w procesie leczenia to oczekiwanie na efekt. jakże miło będzie potem westchnąć sobie i nie zwracając na nic uwagi.. po prostu czuć się dobrze ;-))

szukając w internecie różnych artykułów znalazłam kilka ciekawych rzeczy - zamieszczę poniżej kilka przydatnych według mnie informacji, może komuś skróci to czas poszukiwań:

- strona www.odzywianie.info.pl - jest tam wątek poświęcony tematyce kwasowości i zasadowości diety oraz link do strony z tabelą podziału produktu

- ciekawy artykuł o kandydozie, diecie "kandydoza-objawy, leczenie przerostu grzybów w organiźmie" - znajduje się na kilku różnego rodzaju stronach ale warto przeczytać  (po wpisaniu w wyszukiwarkę ukaże się cała ich lista)

- bardzo dobry blog o kandydozie www.kandydoza.blox.pl

- z uwag związanych z tematyko żołądkowo-jelitową ;-) mogę tylko dodać na bazie przeczytanych przeróżnych forów, postów itd. że:

nietolarncję glutenu mozna mieć nawet o tym nie wiedząc (i to może np. powodować biegunki - o ile inne czynniki zostają wykluczone)

refluks kwasowy a refluks żółciowy to coś innego ;-)

im mniej stresu w naszym życiu tym lepiej!

ostatnia porada należy do grona złotych ;-) i odnosi się do wszystkich dziedzin ..

14:53, aga.the.script , diety
Link Komentarze (4) »
czwartek, 06 sierpnia 2009
... alergie krzyżowe..

.. temat który często powraca w rozmowach dotyczących alergii. Alergie krzyżowe mówiąc w skrócie polegają na tym, że istnieje pewne prawdopodobieństwo iż posiadając alergie na określone produkty możemy mieć alergię na produkty inne (czynniki). Nie jest tak zawsze ale zdarza się. I tak :

pomidory x kurz

pyłki brzozy x jabłko wiśnie / marchew seler

pyłki traw x pomarańcze / arbuzy

lateks x banan, kiwi, awokado

alergeny zwierzęce jajo - mięso kury , mleko - wołowina

jady owadów błonoskrzydłych  pszczoły-osa-szerszeń

leki - cefalosporyny x penicyliny

        sulfanomidy x diuretyki

        kwas acetylosalicylowy x niesteroidowe leki przeciwzapalne

metale nikiel x pallad

Przykładów  zapewne jest więcej - powyżej wspomniane znalazłam na stronie alwww.alergia.org.pl/lekarze/archiwum/03_02/2003_2009-07-03 alergiczne rekacje krzyżowe-aspekty  kliniczne i diagnostyczne

15:15, aga.the.script , diety
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 stycznia 2008
mówiąc krótko..

... alergii jest tyle ile można sobie wymyślić. Tak, wiem, dla niektórych jest to zjawiskiem wręcz nadprzyrodzonym lub niemożliwym do zrealizowania jak wybuch kaszalota ale jednak się zdarza. O tym ostatnim dowiedziałam się z gazety Wiedza i Życie ;-) a temat przewodni towarzyszy mi od kilku lat. Wiele osób reaguje zwykle zdziwieniem, że:

- można mieć w ogóle alergię

- można ją mieć na tak dziwne składniki jak np. szpinak, kukurydza, jęczmień bądź jod (bo niby dlaczego dziwne nie jest mieć wyłącznie alergii na np. pyłek rzepika?)

- jak można żyć z czymś takim i nie zwariować.

Ostatnie pytanie zazwyczaj pojawia się w postaci "to co ty jesz???". Niestety, nie jest to łatwa czasem sprawa ale da się przeżyć i wręcz uważam, że nieraz bardzo smacznie. Owszem bywa kłopotliwe gdy w trakcie wyjazdu nie ma czym się pożywić lub na miłej kolacyjce można sobie tylko pogryzać suchy chleb. Ale.. człowiek nie jest taki, żeby do wszystkiego nie przywyknął. I zapewniam, że da się i to całkiem nieźle. Najlepiej jeszcze jeśli taka osoba wykazuje ewentualne zainteresowanie gotowaniem a przynajmniej ma chęci ku temu.

Poza medycyną konwencjonalną istnieją różne metody leczenia alergii. Myślę, że zwłaszcza w przypadku medycyny niekonwencjonalnej powinno się głównie opierać na tym w co przynajmniej się wierzy. Korzystałam z usług tzw. biorezonansu i uważam, że zabiegi odczulające na pyłki traw i drzew skutecznie pomogły mi na jakieś dwa sezony (chociaż zapewnia się, że zabiegi wystarczą gdy są nawet przeprowadzane tylko raz w życiu). Znam też przypadek gdy koleżanka dowiedziała się od pani leczącą podobną metodą, że ma alergie na jakieś 38 składników lub nawet więcej. Tymczasem żeby było śmieszniej klasyczne testy wykazały, że .. nie ma alergii na nic. Ostatnio z kolei dowiedziałam się, że odczulanie jest gorsze niż zapobieganie temu w inny sposób - od pani, która zajmuje się TMC (czyli tradycyjną medycyną chińską).  Według jej teorii nie warto jest odczulać się ponieważ każde odczulenie powoduje powstanie uczulenia na kolejny produkt/pyłek itd. Czyli biorezonans teoretycznie jest również w tym przypadku całkowicie nieprzydatny..

Wniosek jest taki, że dla klientów dozwolone jest to co skutkuje ;-) i z czym czujemy się dobrze. Podejrzewam, że alergików będzie przybywać co wiąże się ogólnymi teoriami, że wraz z postępującym zanieczyszczeniem środowiska następuje również progres w ilości chorych osób na m.in. te przypadłości. Niestety nikt nie może czuć się całkowicie wolny od tego, tak jak i od innych chorób - znam również przypadki pojawienia się alergii w wieku ponad 50 lat. Ponoć znacznie wpływa na to również miejsce w którym się wychowujemy i żyjemy: zarówno sterylność domu (przesadnie - nie dobrze), jak i otoczenie zewnętrzne (wspomniane zanieczyszczenie), a także wg niektórych psychiczne przeciążenia które alergie wywołują lub potęgują ich działanie. Do tego zapewne dochodzi skłonność dziedziczna oraz ogólna odporność organizmu.

Teorie lecznicze również są niespójne jeśli chodzi o zapobieganie alergiom. Niektórzy uważają, że lepiej jest unikać całkowicie tego co nas uczula (zwłaszcza w przypadku alergii pokarmowych), a inni z kolei uważają, że lepiej jest spożywać pokarmy które nas uczulają ale w niewielkich ilościach by w ten sposób przyzwyczajać organizm do alergenu itd.

Nie jest to może zawsze łatwe życie, ba, chciałoby się nawet nie może być czasem dosłownie usłane różami ;-) Znam osoby które stosują klasyczne odczulanie i twierdzą, że to działa jeśli ma się zaufanego lekarza, a zabiegi i spotkania trwają kilka lat. Znam także ludzi, którzy odczulali się biorezonansem tak skutecznie, że faktycznie po jednym zabiegu starczało im na następnych ileś lat. Znam również przypadki kiedy je się to co uczula, mimo np. ewidentnych objawów skóry atopowej (co jest również objawem alergii pokarmowych) ..  bo smakuje :-). Słowem próbujmy wszystkiego co jest skuteczne. Jak mawiał Nietzsche "co nas nie zabije, to wzmocni" ;-)..

18:35, aga.the.script , diety
Link Dodaj komentarz »