run, read ..and bake!
wtorek, 05 grudnia 2017
maltodekstryna ze stewią czyli trochę o słodzikach

Niedawno kupiłam stewię w proszku. Ogólnie nie jestem zwolenniczką słodzików, nawet tych bardziej naturalnego pochodzenia. Chciałam jednak wypróbować stewię, którą często używa się min. właśnie do różnych mniej lub bardziej dietetycznych wypieków. 

Ta, którą kupiłam w składzie ma : maltodekstrynę i glikozydy stewiolowe (2,3%). I w zasadzie na co teraz zwróciłam uwagę - na opakowaniu ma duży napis "stevia" a pod spodem "słodzik stołowy na bazie glizkozydów stewiolowych" :-). 

Dziś bardziej interesuje mnie maltodekstryna. Staram się czytać etykietki i często spotkałam się z nią w składzie zarówno tabletek do ssania, cukierków dietetycznych, zwykłych tabletek, leków, suplementów, produktów spożywczych, a także min. żeli energetycznych dla sportowców czy napojów izotonicznych. 

  czym jest maltodekstryna? 

W skrócie mówiąc (jak wynika z reaserchu po necie) maltodekstryna to produkt hydrolizy skrobi. Zwykle bezglutenowa (czyli ze skrobi z kukurydzy, tapioki, ziemniaków, owsa) ale zdarza się także z pszenicy. Przyjmuje się jednak, że (teoretycznie :-) jeśli nie ma tego napisanego na opakowaniu, to znaczy, że jest bezglutenowa. Właściwości różnych rodzajów maltodekstryn są właściwie niezwykłe. Wiążą wodę, zagęszczają, tworzą rodzaj żelu, przenoszą smak, poprawiają jego walory, są stosowane też np. jako emulgatory, hamują krystalizowanie cukru, poprawiają gęstość produktu, a także jego smarowność (stąd np. użycie maltodekstryn również do produkcji maseł roślinnych czy serów i zachowanie ich smarowności, nawet po wyjęciu z lodówki). W przemyśle spożywczym są stosowane min. do wytwarzania słodyczy (także tych dietetycznych), lodów, żywności dla dzieci, napojów gazowanych itd. 

zastosowanie w sporcie 

Osobom uprawiającym sport maltodekstryna jest znana ze względu na szybką wchłanialność cukrów (glukozy) do organizmu. Dlatego też jest elementem składowym wielu żeli energetycznych i napoi izotonicznych czy carbo. Żele czy napoje zależnie od swojego składu mogą powodować różne problemy żołądkowe (skurcze, biegunki, bóle brzucha). Maltodekstryna wydaje się być dobrą alternatywą ponieważ podwyższa kaloryczność i ilość węglowodanów, jednocześnie nie zwiększając przy tym jego osmolarności (czyli pozostaje łatwiej wchłaniana). Podobno także jeśli doda się ją do płynów izotonicznych (z potasem, magnezem, wapniem i sodą) to pozwala lepiej nawodnić organizm. Także może stanowić zatem dobre źródło glukozy albo przynajmniej można stosować ją do przepłukiwania jamy ustnej w czasie wysiłku powyżej 2godzin co zmniejsza poczucie zmęczenia. 

produkty dietetyczne i poziom IG

Warto jednak jeszcze wspomnieć o tym, że maltodekstryna ma wysoki Indeks Glikemiczny (105) czyli nawet jeśli np. jecie słodycze "dietetyczne" ze względu na obniżoną kaloryczność ale takie które mają malotdekstrynę w swoim składzie, poziom cukru po ich spożyciu (mimo pewnej oszczędności kalorii) i tak może wam wzrosnąć. Spożycie dzienne, w granicy zdrowego rozsądku, nie jest szkodliwe dla organizmu ludzkiego. Jednak o czym warto pamiętać - jest to produkt wysoce przetworzony i z wysokim IG. 

maltodekstryna subiektywnie :-)

Na koniec dodam jeszcze z perspektywy własnej, że mając problemy z florą jelitową lub cierpiąc na częste stany zapalne jelit należy bardzo ostrożnie podchodzić do cukrów wytwarzanych jako pochodne innych produktów. Będę jeszcze ten temat analizować ale jestem zdania - na podstawie własnych obserwacji wyłącznie :-), że mając takie przypadłości niestety możemy być narażeni na skutki uboczne różne trawienia takich cukrów w naszych jelitach. Nie bez kozery :-) na różnych słodyczach "dietetycznych" można przeczytać dopisane drobnym drukiem, że nadmierne ilości mogą być przeczyszczające. Odnosi się to zarówno np. do ksylitolu (który trzeba sobie dawkować i przyzwyczaić organizm) ale także np. do malitolu (który jest również pochodną "alkoholi cukrowych" pozyskiwanych ze zbóż). Ksylitol jest na pewno o wiele bardziej naturalną formą słodzika. Malitol jednak już nie i choć np. nie jest trawiony zasadniczo przez organizm ludzki, to jednak może właśnie powodować wzdęcia czy nawet biegunki. 

 Korzystałam ze stron: 

https://fabrykasily.pl/diety/malotodekstryna-czym-jest-zastosowanie-szkodliwosc/

https://czytamyetykiety.pl/maltodekstryna/

https://poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/czy-maltodekstryna-w-zywnosci-jest-szkodliwa-wlasciwosci-zastosowanie_44008.html

https://dietetycy.org.pl//meltodekstryna/

 

 

 

11:14, aga.the.script , diety
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 grudnia 2017
bieganie na diecie paleo

..lub innej niskowęglowodanowej. 

Wczoraj przeglądałam grudniowy magazyn "Bieganie" i stąd dzisiejsza refleksja. 

Dla wielu osób dieta niskowęglowodanowa kojarzy się z konsumpcją samego białka. A tymczasem jeśli chce się np. uprawiać długie biegi lub ultramaratony lub triathlony itd. to nie da się pogodzić jednego z drugim ponieważ trzeba jeść węglowodany żeby z czego mięśnie miały produkować energię na długotrwały wysiłek. 

Z tym się zgadzam. Tak, to prawda. Sama miałam momenty diety rzeczywiście wysokobiałkowej (z różnych powodów) i wtedy jeśli rzeczywiście okazjonalnie jadłam większość ilość węglowodanów to faktycznie następnego dnia biegło mi się lepiej lub łatwiej. Także było to widoczne nawet w taki krótkim odcinku czasu. 

Jednocześnie uważam, że często ulegamy stereotypom. Dieta niskowęglowodanowa jaką jest np. dieta SCD lub dieta paleo to diety, które dają bardzo szerokie spektrum produktów, które możemy jeść. Te diety zasadniczo są pozbawione kasz, zbóż, słodyczy (gotowych). Jednocześnie są pełne warzyw, owoców, nieraz suszonych owoców. A każdy z nas preferuje inne rzeczy. Kiedy sama z ciekawości trafiłam na YouTube filmiki osób na diecie SCD to byłam nawet zaskoczona jak bardzo różnią się one od siebie. Czy ja byłabym w stanie jeść na śniadanie jabłko z czystym masłem orzechowym? Albo wypić jako bifor przed wyjściem do pracy 2 szklanki soku z kapusty ponieważ jest on bardzo zdrowy na system trawienny? Chyba nie. Obydwie osoby w zasadzie jadły w 70-80% same roślinne lub owocowe rzeczy, a resztę stanowiło gotowane mięso lub ryba. A przecież SCD to tez dieta wykluczająca zboża, kasze itd.

Na YT można znaleźć też serię krótkich dokumentów pt. "Fuel"  amerykańskiej firmy producenckiej Munchies.  W jednym z odcinków poznajemy Timothego Olsona, który uprawia maratony i ultramaratony górskie. Jego dieta to paleo (albo nawet HFLC czyli Hihg Fat, Law Carb - dużo tłuszczu, mało węglowodanów).  Czyli potocznie mięso i mięso. Tymczasem jak można zobaczyć Olson jako główne lub częste źródło węglowodanów w treningach stosuje avocado. A jego codzienna dieta składa się z bardzo dużej ilości warzyw, koktajli z owoców i tzw. superfoods. Czyli też zjada sporą ilość węglowodanów tylko po prostu nie je chleba, kasz, makaronów itd. 

Zupełnie inna dieta jest kulturystyki Rene Campbell (też jeden z odcinków). Tu rzeczywiście dieta składa się głównie z kurczaka, ryżu, kapusty, protein i jeszcze raz kurczaka :-) ale też jej cel jest kompletnie inny niż budowanie wytrzymałości. 

Polecam wam zresztą obejrzeć serię "Fuel" Munchies. Jest dobrze zrobiona; przedstawieni są różni sportowcy i różne rodzaje diet. Pokazuje tez jak bardzo każdy z nas jest inny i funkcjonuje na innym jedzeniu lepiej lub gorzej. W serii można zobaczyć min. baletnicę, iron mana weganina, a także super strong men z USA. 

Timothy Olson by Munchies

18:31, aga.the.script , diety
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 października 2017
o odchudzaniu i ochocie na słodycze

W zasadzie dzisiejszy wpis miał być poświęcony po raz kolejny glukozaminie i chondroitynie :-). 

Wczoraj jednak uczestniczyłam w webinarium organizowanym przez "StrąkMena" czyli Adama Sułowskiego. Ultratriathlonisty, ultraironmena, a w dodatku też weganina lub jak on o sobie mawia osoby na diecie roślinnej. 

Naszły mnie dziś refleksje w związku z tym o czym mówił w czasie swojego webinarium. Całość dotyczyła żywienia  w sporcie (głównie oczywiście wytrzymałościowym). Pojawił się jednak także temat odchudzania czyli diety redukcyjnej. Główne zalecenia przy celu utraty wagi były to min.: 

- uregulowanie diety (pod względem objętości porcji i częstotliwości porcji czyli kilka razy dziennie ale małe porcje. Dzięki temu organizm wie, że nie musi oszczędzać zapasów na później) 

- "oczyszczenie" diety czyli świadoma rozmowa z samym sobą co się je i w jakich ilościach. Warto zapisywać przez kilka dni wszystko co zjemy oraz także to co bardzo lubimy (słodycze, przekąski, fast foody itd.). Potem, ustalając plan na zmianę żywienia (to jest skuteczniejsze długoterminowo niż dieta przez określony czas jako restrykcyjna grupa zasad i nakazów) decydujemy, że np. w 80% prowadzimy zdrową dietę, a 20% zostawiamy na ulubione batony lub słodycze lub chipsy itd. I zgodnie z założeniami kalorycznymi lub w odniesieniu do proporcji na cały dzień - wliczamy porcję tego co chcemy zjeść (a wstydzimy się o tym powiedzieć dietetykowi :-). Czyli jeśli lubimy słodkie płatki śniadaniowe - zmieniamy proporcje i zamiast pełnej miski płatków, wsypujemy 3/4, a 1/4 zamienimy na czyste płatki owsiane itd. W ten sposób łatwiej jest zmienić nawyki żywieniowe i dojść do diety w 100% zdrowej. 

Jako osoba borykająca się latami z tendencją do tycia uważam, że te wskazówki są bardzo słuszne i pomocne. Z  moich doświadczeń uważam, że : 

- lepiej jest jeść mniejsze porcje, a częściej czyli co mnw. 3 godziny. Z tym, że musimy sami rozpoznać co dla nas osobniczo jest małą lub dopuszczalnej wielkości porcją (kanapka, jabłko, porcja warzyw, banan, talerz zupy itd.) 

- osobiście uważam, że warto szczególnie jeść śniadania i obiady. Dla mnie największym posiłkiem dnia jest obiad. Do wieczora jem jeszcze ze dwa razy lub raz ale mniejsze porcje. 

- jeśli nie ćwiczymy co rano intensywnie warto rozważyć by ostatni posiłek był w granicach 18-19 (przy  normalnym trybie życia). Dla mnie często są np..gotowane warzywa z wody lub w lekkim bulionie.  

Odnośnie słodyczy: 

jako zwolenniczka diety SCD generalnie staram się w ogóle unikać słodyczy (flora bakteryjna). Z tego powodu na moim blogu jest w sumie mało przepisów na ciasta z "normalną" ilością cukru. Generalnie na co dzień rzadko jem owoce. Wyjątkami są: banany i jagody leśne, a latem porzeczki. Uważam, że jeśli mamy dietę zrównoważoną w sole mineralne nie powinniśmy odczuwać ochoty na dużą ilość słodkich produktów. Zresztą osoby, które bardziej zwracają uwagę na dietę, wiedzą same, że jeśli odstawi się kupne słodycze, potem nawet jabłko bywa bardzo słodkie. 

Co zrobić przy nadmiernej ochocie na słodycze? 

Dla mnie przy ciągłej ochocie na słodycze może oznaczać to braki w potasie i lub magnezie. Jest to jednak wysoce osobnicze i dlatego piszę coś takiego na podstawie obserwacji samej siebie. Zauważyłam w każdym razie, że może to być jeden z objawów. 

Poza tym uważam, że :-) warto w tej sytuacji: 

- pić soki warzywne.

Wyciskane, w zwykłej sokowirówce jeśli nie macie wyciskarki. Najlepiej z zielonych ogórków - mają dużo pierwiastków i zauważyłam po sobie oczywiście, że pijąc sok z ogórków (szklankę dziennie) traciłam ochotę na wieczorne podjadanie słodyczy. Jeśli zielony sok jest zbytnim hardkorem to polecam zastępczą  słodkość warzywną czyli np. sok z marchwi, buraków. Najlepiej jednak również mieszany z sokiem z ogórków lub selera lub papryki? Wiem, że brzmi to kosmicznie ale np. teraz jest sezon na paprykę i sok z czerwonej jest po prostu słodki. Warto dodać zawsze odrobinę witaminy C w proszku żeby wzmocnić wchłanianie wszystkich witamin i soli mineralnych.

- ochotę na czekoladę można zastąpić mlekiem roślinnym z kakao. Ewentualnie dosłodzonym ksylitolem, miodem lub stewią.

- zastanowić się dlaczego sięgam po słodycze i kiedy. I co jest priorytetem w ich jedzeniu (poza koniecznością doładowania kalorii po np. dużym wysiłku fizycznym).

Dla mnie nieraz jest to najczęściej chwila relaksu, odcięcie się od problemów. Po prostu. Unoszę się wtedy do innych sfer myśli :-). Jeśli jednak zależy nam przy tym na miłym poczuciu bezpieczeństwa w brzuchu :-) to może warto np. zamiast worka wafelków - przygotować kisiel z tartym jabłkiem. Albo budyń na chudym mleku. Albo galaretkę bez cukru ale dodać do niej garść owoców. A w najgorszym razie zjeść garść daktyli z paczki lub kawałek gorzkiej czekolady 90% (polecam polską marki Wawel - jest sycąca i niezbyt słodka) albo i nawet takiej słodzonej malitolem lub stewią. Jeśli tez stwierdzice, że tylko (tu wstawić nazwę ulubionego ciastka z cukierni) uratuje wasz świat - kupcie to ale najlepsze i zjedzcie ze smakiem (ale tylko jedno!). Ważne jest żeby zdawać sobie z tego sprawę czy np. jem bo potrzebuję uczuć, których nie mam (bezpieczeństwa, miłości itd.) czy jem bo lubię słodkie i chcę jeść słodkie ale z mniejszą ilością kalorii ;-). 

No i kochajcie siebie ile dacie radę. Wtedy łatwiej będzie wam zadbać o siebie i ciało. 

21:46, aga.the.script , diety
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 października 2017
wapno w diecie i wapń całkowity, a dieta bezmleczna

Po rozmowie niedawnej z koleżanką o diecie dziecka i stanie jego zębów naszła mnie właśnie refleksja o wapnie i wapniu całkowitym. Rozmowa przyczyniła się do wpisu ale odnosi się on  wyłącznie do diety dorosłych osób (wiem jak bardzo dzieci bywają wybredne lub monotematyczne w wyborach jedzenia dlatego też bynajmniej nie wypowiadam się w tej kwestii :-). 

Będąc na diecie bezmlecznej często jestem pytana w jaki sposób uzupełniam wapno i czy nie grozi mi osteoporoza. W przypadku pierwszej części pytania i tak jest ono mniej radykalne :-) niż gdy byłam na diecie wege/wegańskiej, a w przypadku drugiej części oczywiście mam nadzieję, że to nie nastąpi. 

Nadmiar i niedobór wapnia w organizmie mogą mieć różne konsekwencje. Robiąc badanie krwi należy wybrać oznaczenie "wapń całkowity" w surowicy. Wysoki poziom może min. świadczyć o chorobie tarczycy (nadczynności) ale oczywiście trzeba to analizować w szerszym kontekście, także w porównaniu z innymi badaniami. 

W każdym razie uważam, że świetnym naturalnym źródłem wapnia są min.: 

- szprotki i sardynki (na 100g - ponad 300mg)

Małe rybki spożywane z ich mikro ośćmi zawierają nie tylko kwasy omeg 3 ale także sporo wapnia. Sposobów podania jest wiele. W idealnym świecie na brzegu oceanu w Hiszpanii, świeże sardynki z grilla ;-). W świecie codziennym dla mnie są pyszne w zestawie z jajkiem. Nieraz w postaci pasty, nieraz po prostu obok siebie. Dobre będą tez w sałatce warzywnej (np. z pomidorem, ogórkiem konserwowym, fasolą). 

- tahini.

Jest to dla mnie produkt chyba doskonały. Sezam zawiera dużo wapnia (na 100g / 1160 mg), a także białka (20% w całości). Tahini stosować można i samo (np. z chlebem lub pieczywem chrupki). Na słodko chociażby z miodem lub np. w wersji zmiksowanej z bananem i kakao lub jako dodatek do koktajli lub past o bardziej wytrwanym smaku. Jadłam też np. pieczone i marynowane buraki polane tahini, fasolę białą z tahini, ciastka z tahini itd. Jest to także świetna alternatywa dla osób z problemami jelitowymi ponieważ sama pasta nie powinna powodować podrażnień jelit tak jak sezam w ziarnach. Inna sprawą jest jeszcze olej sezamowy ale to osobny wątek. Tahini oczywiście zawiera też sporo tłuszczu dlatego też albo trzeba rozsądnie stosować w zbilansowanej diecie albo traktować jako główne źródło tłuszczy. Jest to również dobra opcja dla osób na diecie wege/wegańskiej. 

- migdały 

Nie jest to może produkt o najwyższej zawartości wapnia (około 240mg na 100g). Jednak :-) uważam, że to także świetne orzechy, które wpływają ewidentnie na stan skóry i paznokci, a co za tym idzie kości. Ponieważ nie piję w ogóle mleka to właśnie migdały są dla mnie podstawą do wykonywania jego substytutu w domu. Kawa z tzw. mlekiem migdałowym jest dla mnie super przysmakiem. Poza tym płyn pozyskany z namoczonych i zmiksowanych migdałów jest także świetną bazą do budyni, zup lub innych deserów. Pulpę pozostałą po mleku można wykorzystać na wiele sposób, o czym już pisałam na blogu. Również proponuję robić to mleko w domu ponieważ kupne jakkolwiek bardzo wygodne w użyciu, zawiera także zwykle inne dodatki (jak np. lecytynę sojową, którą nie wszyscy tolerują), a poza tym zawartość migdałów na 1l to kilka procent (w domu uzyskujemy napój o wyższym stężeniu). 

- jajka (na 100g - ok. 48mg)

Doskonałe źródło białka i także min. wapnia (w wersji roślinnej - brokuły mają podobne wartości). Polecam wam serdecznie kupowanie jajek zerówek choć oczywiście sporne są dyskusje czy faktycznie zawierają mniej szkodliwych substancji niż te z chowu klatkowego. Dla mnie jednak niekoniecznie sympatyczna jest wizja hodowli klatkowej. Według niektórych badań jajka nie są aż takim strasznym źródłem cholesterolu ale ja jestem zdania, że jak zwykle :-) warto rotować produkty i sama staram się też nie jeść ich codziennie. 

 Ponad to zaleca się także warzywa zielone (jarmuż, szpinak, brukselka). Mnie osobiście uczula szpinak; jarmuż należy do kapustnych i też niebyt często go spożywam ale wszystko jak zwykle zależy od własnych preferencji. Przy złamaniach kości lub silnych urazach warto na czas rekonwalescencji włączyć większą podaż wapnia. Nieraz również w przypadku alergii jak i np. infekcji stosowałam wapno w postaci rozpuszczalnej. Polecam wam wapno krystaliczne. Czysty produkt, bez jakichkolwiek dodatków smakowych lub słodzików. No i nie "gazujący" co w przypadku ZJD często też wykluczało spożycie rozpuszczalnych preparatów. 

 

 

 

07:15, aga.the.script , diety
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 lipca 2017
moja przygoda z dietą SCD

Moja przygoda z dietą SCD (Specific Carbohydrate Diet) zaczęła się mniej więcej 4 lat temu. Wcześniej przez dobrych kilkanaście lat byłam na diecie wegetariańsko-wegańskiej (nie jadłam mięsa, produktów mlecznych, ryb i jajek). Do jedzenia ryb wróciłam jakieś 6 lat temu. Potem miałam taki moment w swoim życiu kiedy przez ponad miesiąc miałam różne dolegliwości jelitowe. Nie zdecydowałam się na kolonoskopię ponieważ trapiły mnie biegunki i częste spadki potasu po których bardzo źle się czułam. Po kilku tygodniach  trafiłam na internistkę, która zapisała mi Debridat. Wtedy ten lek pomógł mi faktycznie na zmniejszenie nadmiernej pracy jelit. Wspomogłam się także Debutirem (kwas masłowy - polecam wszystkim przy podobnych problemach jelitowych, najlepiej stosować minimum miesiąc) oraz witaminą D. Przeszukując internet natomiast trafiłam na forum J-elita. Tam znalazłam informację o diecie SCD. Postanowiłam ją wypróbować. W dużym skrócie mówiąc w pierwszym rzędzie w tej diecie chodzi o to by doprowadzić w jelitach do 'znormalizowania' flory jelitowej czyli zmniejszyć jej nadmierny przerost. Może to prowadzić do nie tylko min. biegunek ale także stanów zapalnych różnego rodzaju. Pierwsze 5 dni to rosół, który się gotuje kilka godzin (ja byłam 4) plus kilka dodatków.  Pozostałe produkty wprowadza się stopniowo. Dieta wyklucza wszystkie zboża, ziemniaki, sztuczne cukry, większość nabiału (poza jogurtem robionym w domu), niektóre słodkie owoce i inne składniki, których listę znajdziecie w internecie. W tamtym czasie, poza wspomnianym Debridatem, to właśnie dieta pozwoliła mi wrócić do normalności. Mięso zaczęłam jeść kilka miesięcy wcześniej. Niemniej jednak powrót do jego regularnego jedzenia był dla mnie trudny bo wegetarianizm był dla mnie wyborem moralnym. Niestety muszę stwierdzić z żalem, że należę do osób, które lepiej funkcjonują na diecie z mięsem lub rybami. Zarówno fizycznie jak i psychicznie.  Przeprowadzić dietę SCD w wersji wegańskiej jest zasadniczo niemożliwe. W wersji wegetariańskiej - może ale moim zdaniem niekoniecznie  (a przynajmniej trzeba by mięso zastąpić rybami).. Flora jelitowa jest absolutnie najważniejsza. Jelita sa nazywane naszym drugim mózgiem (min. ze względu na unerwienie i synapsy) i uważam, że tak jest. Wystarczy poświęcić sobie chwilę i skupić się na tym jak czujemy się np. po zjedzeniu pizzy, a jak po zjedzeniu pieczonego mięsa i warzyw. Zawartość cukrów w naszych jelitach także więc wpływa na nas bezpośrednio. Dla mnie odstawienie kasz i zbóż nie było w sumie dramatyczne. Może z tego względu, ze wtedy jak i wcześniej nie jadłam ich i tak wiele (poza ryżem i kaszą jaglaną). Istotne dla mnie było na pewno powrócenie do jedzenia mięsa i konsekwencje wynikające z tego faktu (zbawcze działanie na jelita rosołu z drobiu i z dużą ilością warzyw).  Obecnie nie trzymam się całkowicie diety w 100% ale pozostaję jej wierna. Jem dużo warzyw, raczej gotowanych ale i surowych. Z mięs najczęściej preferuję drób oraz tłuste ryby. Owoców jem raczej niewielkie ilości i są to głównie owoce jagodowe, grapefruity, banany bio. Uwielbiam soki owocowe z dzikiej róży :-) i domowe warzywne lub warzywno-owocowe. Nie byłam w stanie całkowicie zrezygnować ze zbóż i to co jem najczęściej to mąka lub płatki  owsiane bezglutenowa, czasem mąka gryczana, wafle ryżowe (mało) ale tez raczej w niewielkich ilościach czyli porcja makaronu lub np. domowej roboty przekąski z mąki owsianej (oczywiście bez cukru), które zabieram ze sobą do pracy. Co dzień piję tzw. mleko orzechowe, jem też tahini, jajka bio. Nie jem w ogóle nabiału (i kukurydzy) ze względu na alergię i pomidorów ponieważ zauważyłam, że bez nich w diecie mam o wiele mniej problemów w czasie pylenia.  Unikam nadal niektórych produktów (drobnych ziaren, pestek, dużych ilości surowych warzyw itd.)  i składników ale ogólnym ideom zostaję wierna. Oczywiście zdarzaja mi się zjeść normalne zwykłe ciastko, bułkę czy wypić butelkę wytrawnego wina  ale generalnie uważam, że to co jemy ma wpływ na to jak się czujemy. Będąc na diecie wege może teoretycznie nie czułam się w sumie o wiele gorzej. Miałam też zawsze dobre wyniki krwi. Jednak dieta SCD dała mi porównanie i stąd na ten moment uważam, że dla mnie był to najtrafniejszy wybór. Poprawił się mój poziom energii ogólnej oraz ogólny nastrój :-). Jak widać z bloga uwielbiam eksperymentować w kuchni. Kocham też zapach pieczonego chleba. Dlatego też mimo bycia na diecie SCD spełniam swoje marzenia ;-) piekąc dla gości, znajomych lub w prezencie. Wtedy używam mąki pszennej lub graham. Kiedy piekę dla siebie zwykle jest to mąka gryczana, nieraz ryżowa lub jaglana. Wypróbowałam też min. mąkę konopną, mąkę z amarantusa, sorgo,teffu .. i stąd wiem czemu mogę zostać wierna (bezglutenowy owies :-) ponieważ pozostałe jak dla mnie mają za duźo cukrów.  Wszystkich zainteresowanych odsyłam do poprzedniego wpisu w tej kategorii gdzie min. podaję przykłady stron z opisami praktykantów diety SCD. Temat flory jelitowej będzie jeszcze u mnie powracał także min. ze względu na książki o których mam zamiar wam jeszcze opowiedzieć :-).  A na końcu dodam, że jelita to także nieraz psychosomatyka ale to już zupełnie inny temat. 

link do bloga o SCD po polsku

 o diecie SCD po angielsku

SCD lista co jeść po angielsku

 

 

09:44, aga.the.script , diety
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 sierpnia 2013
..diety przy WZJG, NZJ, IBS..
..Jako,że sama wałkowałam temat ostatnio postanowiłam zebrać różne informacje i opisać je na moim blogu.

Wszystkie wymienione w tytule  choroby dotyczą jelit, poza chorobą Leśniewskiego Crohna, która może obejmować cały przewód pokarmowy. Wrzodziejące zapalenie jelita grubego, nieswoiste zapalenie jelit, IBS czyli tzw. jelito drażliwe.

Jelito drażliwe jest osobną jednostką chorobową ponieważ jak to się mówi jest chorobą czynnościową. Krótko mówiąc nie jest to choroba autoimmunologiczna jak w poprzednich przypadkach. Wynika z innych czynników. Za jeden z głównych uważa się stres, środowisko w którym żyjemy, styl życia. Objawia się zaparciami lub biegunkami, wzdęciami, przelewaniem, burczeniem itd.  W odróżnieniu od wcześniej wymienionych chorób objawy nie powodują chudnięcia (samoistnego), niedokrwistości, nie ma krwi przy wypróżnieniach itd. Diagnoza następuje po wykluczeniu innych przyczyn.
WZJG czy LC, NZJ to choroby, które często właśnie cechują się wspomnianymi  powyżej objawami. Są to m.in. przewlekłe biegunki, zaparcia, krew, osłabienie.
Nie będę się rozpisywać na temat tych chorób ponieważ w internecie można znaleźć wiele informacji na ten temat.

Po przewertowaniu wielu stron i forów na temat tych chorób wniosek, odnośnie diet w tych chorobach, jest następujący.

Wielu lekarzy nie widzi konieczności stosowania jakiejkolwiek diety (mam na myśli bardzo ogólne zalecenia w ww. chorobach). Wynika to bowiem z założenia, że samo jedzenie nie jest przyczyną powstawania stanów zapalnych jelit (również generalizując). Zwykle jednak nie zaleca się spożywanie mleka i/lub produktów mlecznych (jak już to np. jogurty naturalne) ponieważ zaostrza ono stany zapalne. Również często sugeruje się odstawienie cukru, słodyczy, jakichkolwiek produktów słodkich z tych samych powodów (bardzo słodkich soków powinno się też unikać w biegunkach). Natomiast cała reszta - tak naprawdę zależy od pacjenta. Niektórzy gastrolodzy zalecają tylko jeść to co nie szkodzi i odwrotnie (na podstawie własnych obserwacji). Inne podstawowe wskazówki to: gotowane najlepiej czerwone mięso, małe porcje, gotowane warzywa i owoce, ziemniaki, ryż,marchew. Natomiast jak wynika z wypowiedzi osób chorych są ci, którzy bardzo dbają o dietę  (lekkostrawna itd.) oraz ci, którzy biorą leki i jedzą raczej wszystko. A jeśli są stany remisji choroby (mówiąc kolokwialnie: nic się nie dzieje) często nie stosują żadnej szczególnej diety.

Chorowanie jednak, jak wiadomo nie jest przyjemne. Dlatego też wiele osób poszukuje wszelakich sposobów i metod by odzyskać równowagę zdrowia. Jeśli zgłębi się ten temat (przynajmniej w internecie) wynika z tego, że:
- bardzo często (bez względu na ideologię) poleca się przy NZJ dietę bezglutenową. Nie dość, że czasem można mieć celiakię i nic o tym nie wiedzieć (nawet jako dorosła osoba), to wg różnych teorii gluten możne przyczyniać się do powstawania stanów zapalnych w organizmie. Taka dieta wyklucza całkowicie pszenicę i zboża zawierające gluten (owies, orisz,jęczmień, żyto) oraz produkty z ich udziałem.
- równolegle zaleca się nieraz stosowanie diety bezmlecznej. W skrócie mówiąc wynika to z tego, że wiele osób, które ma np. celiakię lub nietolerancję glutenu, równie często nie toleruje mleka (nie trawią laktozy).
- odstawienie cukru jest oczywistością. Cukier zmienia florę bakteryjną, którą mamy w jelitach i sprzyja namnażaniu się szkodliwych bakterii. Dotyczy to również cukru w różnej postaci, nieraz sugeruje się również nie spożywanie dużych ilości słodkich owoców, także suszonych owoców (często są one dodatkowo obtoczone w syropie glukozowym). Ponad to cukier sprzyja rozwojowi drożdżycy (kandydozie), a to także nie jest dobre dla flory.
- picie kleiku z siemienia lnianego i dieta lekkostrawna (gotowane), powolne wprowadzenie nowych produktów - obserwacje reakcji organizmu. Spotkałam się z zaleceniem 3 miesięcznej diety przy stanach zapalnych żołądka, przypuszczam, że może to też odnosić się do jelit.

Z proponowanych diet niektórzy chwalą bardzo zalecenia dotyczące diety marchewkowej. Można spotkać się z opisem wyleczenia wrzodów dwunastnicy i jelit (http://colitis.w.interia.pl/ - jest tam również opisana metoda gotowania marchewki). Ogólnie polega na jedzeniu gotowanej marchewki na czczo (ilość zależna od wagi chorego) - najlepiej w okresie 3 miesięcy lub dłużej. Inna wersja polega na jedzeniu tej marchwi w ciągu dnia. Oprócz tych zaleceń znalazłam na jednym z forów,inne -  także o. Grande z Bonifratów. Polegają one na : jedzeniu marchewki ww., gotowanego ryżu na mleku w proszku z cynamonem, 5 razy w tygodniu jeść na śniadanie gotowane 2 jajka, jeść gotowane chude, czerwone, mięso, zupy gotowane składające się z marchwi, selera, pietruszki, 3 cebul na kurzych łapkach, kefir i jogurt naturalny w małych ilościach codziennie, 3-5 jabłek pieczonych dziennie.Zero cukru, ew. małe ilości słodyczy. Do tego odpowiednia mieszanka ziołowa.

Ciekawostką bardzo restrykcyjną jest dla wielu osób jest dieta SCD. Ogólnie mówiąc ta dieta polega na wykluczeniu wszelakich zbóż, większości nabiału i mleka, absolutnie cukru, niektórych strączkowych.Do jedzenia pozostaje mięso w różnej odmianie, ryby, jajka, warzywa, orzechy, owoce. Przypomina nieco tzw. dietę paleo. Dietę stworzyła Amerykanka, która szukała pomocy dla córki chorej bodajże na WZJG. Polecam jako źródło np. bloga www.zdrowiejzscd.blog.pl lub ex bloga o tytule "dieta scd po polsku".W pierwszym przypadku Polka, mieszkająca w Australii,stosująca tą dietę, przystępnie wyjaśnia na czym opierają się założenia diety. Pisze również o własnych doświadczeniach chorobowych oraz żywieniowych. W drugim blog był niejako dzienniczkiem, który miał również służyć innym, w drodze od diagnozy NZJ po wyzdrowienie. 

Jak wynika z opisów doświadczeń, z dietami bywa jak ze wszystkim. Są ludzie, którym określone diety pomogły, są tacy, którzy przetestowali większość i żadna nie dała poprawy. Dla niektórych jedzenie marchewki okazało się być zbawienne, inni po trzymiesięcznej kuracji mają do dziś koszmary z marchewką w roli głównej. Tak samo dla kogoś dziwna wydaje się być np. dieta SCD, jednak są osoby, które doświadczają jej zdrowotnych skutków. Ponad to jak również wynika z wypowiedzi różnych osób (na bardzo różnych forach i o różnych przekonaniach).. wszystko jest zmienne. Diety czy metody żywieniowe, które wydają się nam słuszne na jakiś czas czy nawet lata, po tym właśnie czasie, może okazać się, że jednak.. nie były dla nas akurat dobrym pomysłem. Bo spowodowały problem z czymś całkowcie innym. To samo właśnie odnosi się do metod leczniczych - jednym szkodzi, innym pomaga. Tak więc trudno tu o jedno panceum dla wszystkich.

Nie pisałam o diecie optymalnej, ponieważ z różnych powodów (osobistych i tego co przeczytałam) uważam, że nie jest to słuszna metoda żywienia. Zetknęłam się także już wcześniej z dietą p. Dąbrowskiej, która w dużym stopniu polega na surowych warzywach i owocach. Być może w postaci zaparciowej, którejś z chorób jest ona skuteczna. Jednak osobiście nie polecałabym jej nikomu z biegunkami. Chyba z podobnych powodów zastanawiałabym się na dietą wegańską. Chorzy są często osłabieniu, m.in. z powodu biegunek (nieraz 15-20 wypróżnień dziennie). Problemem jest wtedy pozyskiwanie białka i innych składników, tym bardziej, że dieta musi być ubogoresztkowa. Nie ma więc mowy o jedzeniu np. soczewicy czy orzechów, nawet mielonych. Może rozwiązaniem byłoby przygotowanie zbilansowanej wersji diety ale całkowicie gotowanej.

I jeszcze dla tych, którzy są w całkowicie ciężkim stanie: w aptekach są do nabycia preparaty typu Nutridrinki czy np. odżywka Ensure, Peptisorb. To sztuczne preparaty (kłócące się składem z niektórymi z ww. zaleceń :-) ale witaminizowane, z białkiem i tłuszczem (ale często bez laktozowe, bez glutenowe) które mogą stanowić jedyny sposób odżywiania. Warto o nich pamiętać bo są dobrze tolerowane przez większość chorych, zwłaszcza w ciężkich zaostrzeniach. Nie piszę o nich z powodów reklamowych, tylko dlatego, że dla wielu (również np. chorych na nowotwory) często stanowią jedyną alternatywę wobec karmienia dożylnego.

 
 
1 , 2