run.., love, read ..and bake!
niedziela, 23 stycznia 2005
w stronę orientu

Opowieści Tysiąca i Jednego Paszy

Tego wieczora Pasza siedział sobie na wysokiej acz nieuklepanej odpowiednio górce puchowych i atłasowych poduszek. Ciągle to jedna, to druga rozjeżdżały się w prawo lub lewo, a na wet czasem do tyłu. Pasza był bardzo niezadowolony. Usiłował właśnie kontemplować przecudny zachód słońca nad pełnym przepychu jego własnym miastem. Wieżyczki minaretów dumnie obnosiły swoją urodę pomiędzy niższymi z natury dachami domów zwykłych mieszczan. Dachówki lśniły ciemną czerwienią a słońce dodawało im złotego blasku. Ludzie radośnie mościli swe zadki na niemniej kolorowych taboretach i sofach. Nargile już czekały na wonne tytonie, a kolejne imbryki z kavą zaczynały wjeżdżać na niskie stoły. Nie, stanowczo nie – pomyślał Pasza – to miasto nie jest całkiem zwykłe. Cóż, nie ukrywajmy, że poznawszy choć odrobinę uroki Mahvaty, trzeba było przyznać tym rozważaniom co najmniej odrobinę racji. Pasza poklepał się zatem uspokojony po brzuchu. Kolacja była całkiem zadowalająca ale.. ale.. brakowało jej tego jedynego, niepowtarzalnego akcentu, który niczym kopuła zwieńczał Hagię Sophię. Akurat korytarzem przemykała się Scheherazada. Było widać, że wybiera się na jakieś dycho albowiem ubrała co lepsze szatki, które oczywiście stosownie odkrywały kawałki jej uroczego ciałka. Ej ty! – krzyknął Pasza – Chodź tu. Już dawno temu miałem ciebie się pozbyć ale swoją gadatliwością sprawiłaś, że musiałem kupić sobie dyktafon oraz skatalogować porządnie te opowieści bo już zaczynałem się gubić w domysłach czy to pięćsetna opowieść czy też jedziesz drugi raz od początku.. Dziewczyna wprawdzie nie poczuła się zagrożona, niemniej jednak dygnęła przed Paszą. Od razu przeszła do rzeczy. – Rozumiem, że deseru nie było.. Pasz drgnął zdumiony jej przenikliwością. – No naprawdę, jesteś niesamowita.. Szecherezada popędziła zatem do kuchni by wydać odpowiednie polecenia, a sama pośpieszyła na kurs tańca brzucha. Nie na darmo w końcu nauczyła się pić piwo, od pewnego jasnowłosego turysty..

Kruche ciasteczka w stronę orientu:

  • porcja kruchego ciasta z pół kilograma mąki.
  • kilka (kilkanaście) orzechów włoskich, posiekanych
  • 3-4 figi suszone, pokrojone na małe kawałki
  • garść ziaren słonecznika
  • kilka łyżeczek cukru
  • kawałek masła całkiem spory (ok. 20-30 g)
  • kilka łyżeczek cukru
  • imbir cynamon
  • jajko

Bakalie wymieszać, dodać cukier. Na patelni rozpuścić masło, dodać bakalie i smażyć kilka minut uważając żeby za bardzo się nie skarmelizowały. Przestudzić. Ciasto podzielić na porcje i rozwałkować jak najcieniej. Jeden kawałek położyć na wysmarowanej tłuszczem blaszce. Masę wymieszać z rozbełtanym jajkiem. Posmarować tym ciasto, posypać przyprawami i przykryć drugim kawałkiem, też cienko rozwałkowanym. Docisnąć. Piec do jasnego zbrązowienia ciasta.

11:27, aga.the.script , przepisy
Link Komentarze (2) »